"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Piątek, 31 marca 2017 r.
Imieniny obchodzą: Balbina, Beniamin, Gwidon
 
Pożegnanie z pompą
[ 0000-00-00 ]
   Staraniem Zakładu Dolnośląskiego Spółki „PKP CARGO” ostatniego dnia stycznia 2014 roku, we wrocławskim późnogotyckim Ratuszu, jednym z najlepiej zachowanych ratuszy w Polsce, a dokładniej w Sali Wielkiej (Refektarzu), największym pomieszczeniu Ratusza, zajmującego w centralnej części wszystkie trzy trakty, służące niegdyś na różnego rodzaju uroczystości, zorganizowano uroczyste pożegnanie ponad 140 pracowników Zakładu, którzy odchodzili na emeryturę. Wśród nich było 37 kobiet.
   Ich liczna grupa stawiła się w Sali Wielkiej, by spotkać się z koleżankami i kolegami, a także z kierownictwem Zakładu, by przyjąć od niego osobiste podziękowanie za długoletnią pracę.
Zanim do tego doszło, przy obficie zastawionych stołach toczyły się długie rozmowy, przeplatane wspomnieniami, bo też uczestnicy spotkania mieli o czym mówić i co wspominać. Tak wiele, przecież w okresie ich pracy działo się na świecie, kraju, firmie…
   Rozpoczynając uroczystość pożegnania, dyrektor Zakładu, Adam Banaszak, przyznał, że długo się zastanawiał, jakich ma użyć słów, by podziękować wszystkim odchodzącym, często po kilkudziesięcioletniej pracy na kolei, koleżankom i kolegom.
Uznał jednak, że najlepszym słowem, które najlepiej może oddać uczucie wdzięczności, jest, po prostu, słowo: „Dziękuję”.
Wszyscy dochodzący otrzymali z rąk dyrektora Banaszaka list, zawierający podziękowanie za długoletnią, dobrą, ofiarną i wzorową pracę oraz za zaangażowanie na rzecz dobra Zakładu i Spółki, w którym czytamy między innymi: W związku z zakończeniem długoletniej i odpowiedzialnej pracy w przedsiębiorstwie PKP CARGO SA składam serdeczne podziękowanie za trudną, wzorową i ofiarną pracę, zaangażowanie oraz wniesiony wkład w wykonywaniu obowiązków służbowych. Z pełnym uznaniem podkreślam Pani/Pana zasługi w rozwiązywaniu trudnych zagadnień zawodowych dla dobra zakładu…
   Dziękowali również zastępcy dyrektora, a także przedstawiciele Organizacji Związkowych działających w Zakładzie. Były też życzenia przede wszystkim dobrego zdrowia w nowej sytuacji każdej i każdego kończącego pracę w związku z przejściem na zasłużoną emeryturę.
Wszyscy otrzymali również stosowne upominki. Konferansjerkę prowadził aktor Teatru Współczesnego we Wrocławiu - Tomasz Krajewski. Spotkanie umilił występ pary tańca zawodowego.
   Rozmawiając z licznymi uczestnikami spotkania, mam pełne przekonanie, że zorganizowanie takiej uroczystości i to w średniowiecznej scenerii wrocławskiego Ratusza, było przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Takie przekonanie wyrażali wszyscy, bo też warto było to zrobić żegnając się z długoletnimi pracownikami. Oni w tej scenerii czuli, że okres ich pracy został tym samym odpowiednio doceniony.
Warto, więc było zorganizować takie szczególne spotkanie w takim właśnie miejscu, ponieważ podniosło ono rangę i prestiż samego spotkania, o czym niewątpliwie będą pamiętać jego uczestnicy.
Należy też pamiętać, o tych, którzy na czele z Beatą Reczulską i Marią Król zajmowali się stroną techniczną spotkania, bo to ich wysiłek i zaangażowanie również przyczyniły się do tego, że było to po prostu fajnie spotkanie.
   Po oficjalnej uroczystości rozpoczęły się tańce, a obserwując tańczących wcale nie miało się wrażenia, że na parkiecie królują weterani, a już na pewno nie można było tak powiedzieć o paniach, które kręciły piruety, których nie powstydziłyby się „młódki”.
Oczywiście był też obowiązkowy w takich razach utwór Ryszarda Rynkowskiego „Jedzie pociąg z daleka”, a lokomotywą w tym pociągu był, co oczywiste, Adam Banaszak. Pociąg był długi, kolorowy, rozśpiewany i urozmaicony…

Korzystając z okazji przeprowadziłem krótką rozmowę z maszynistą, Januszem Sławińskim, który w brochowskiej lokomotywowni przepracował wiele lata.

Jak długo Pan pracował na kolei?

Prawie czterdzieści lat, bo od 1975 do lipca 2013 roku.

Był Pan więc świadkiem zmian, jakie w ciągu tego okresu zachodziły na kolei?
To prawda, bo okres mojej pracy, szczególnie od roku 1989, charakteryzował się postępującymi zmianami. Tamta kolei była zupełnie inna niż ta, która jest dzisiaj. Zmiany są ogromne.
A w ogóle to chcę powiedzieć, że wywodzę się z typowo kolejarskiej rodziny, bo mój dziadek był kolejarzem, ojciec, brat, teść, który był przedwojennym maszynistą i stąd miałem z koleją styczność niemal od zawsze. Dlatego mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że kolej, w sensie pracy maszynisty, zmieniła się bardzo na plus. Zmienił się, bowiem czas pracy, kultura, komfort pracy i bezpieczeństwo w wykonywaniu zawodu maszynisty. To wszystko zmieniło się nie do poznania. Nie ma nadgodzin, które w pewnym okresie były zmorą nie tylko maszynistów, ale wszystkich pracowników linowych, co bardzo utrudniało nam życie.
Można by bardzo dużo mówić na ten temat, bo zmiany są ogromne. Te pozytywne zmiany w CARGO rozpoczęły się od roku 1989 i trwają do dziś, bo w naszej pracy pomaga nam również elektronika, która szeroką ławą włączyła się w bieżącą działalność Spółki. Chcąc być konkurencyjnym, trzeba się zmieniać. Dlatego uważam, że pozytywne zmiany są nieuniknione.

Czy wszystkie zmiany, jakie nastąpiły od roku 1989 na kolei, mógłby Pan nazwać pozytywnymi?
Oczywiście nie, bo to, co się w tym czasie wydarzyło na kolei, urąga zdrowemu rozsądkowi, a już jej podział na Spółki, był wręcz skandaliczny. Decyzje o podziale kolei przyniosły fatalne skutki i do tego nie powinno było dojść. Kolej, aby mogła sprawnie działać, musi mieć jednolity charakter, tak aby była w stanie wykonywać w sposób należyty swoje obowiązki wobec państwa i wobec jego obywateli.
Podzielona kolej nie jest w stanie dobrze funkcjonować, o czym mogliśmy się przekonać na własnej skórze nie raz. Bo, czy „Przewozy Regionalne”, to nie kolej? A właśnie, że kolej i to ta dobra kolej, bo mająca długoletnie doświadczenie w realizacji przewozów pasażerskich. Należało o tym pamiętać tam, na górze i odpowiednio je dofinansować, a nie przekazywać samorządom. Nie dzielić i wyrzucać, ale stosownie do potrzeb dofinansować, bo one świadczyły usługi publiczne, za które wszędzie się płaci.
Podział to był wielki błąd, którego skutki wszyscy odczuwamy dziś. Każdy winien się zająć tym, do czego został powołany - PKP CARGO transportem towarowym, a przewoźnik pasażerski wożeniem pasażerów. Trzeba im tylko stworzyć właściwe warunki do rozwoju. Kolej, aby dobrze funkcjonowała w systemie gospodarczym państwa, trzeba konsolidować, nie dzielić.
Według mnie, tego co zostało zrobione, naprawić całkowicie się już nie da, ale trzeba takie próby podejmować, bo przed transportem kolejowym jest dobra przyszłość. Świadczy o tym fakt jej rozbudowy w wielu krajach świata, ponieważ kolej ma istotną zaletę, której nie ma transport drogowy - jest proekologiczna, co jest jej zasadniczym atutem. Kolej musi się rozwijać, muszą więc być środki na infrastrukturę kolejową, tabor, na wszystko, co jest z nią związane.

Ale u nas panuje przekonanie, że kolej, to biznes.
Takie przekonanie jest zdecydowanie mylne, bo i owszem, przewozy towarowe, to biznes, ale już przewozy pasażerskie, to usługa, którą, jak już powiedziałem wcześniej, państwo winno finansować, innego wyjścia nie ma.
Wystarczy przywołać koleje niemieckie, czy francuskie, gdzie idą ogromne pieniądze na sektor przewozów pasażerskich. Co prawda w Niemczech i Francji istnieją przewozy regionalne finansowane przez samorządy lokalne, ale te przewozy realizuje jedna firma kolejowa. W Niemczech DB, a we Francji SNCF. Przewozy pasażerskie muszą być finansowane przez państwo, Innego wyjścia nie ma. Wierzę też, że marszałkowie, nauczeni złym doświadczeniem „Kolei Śląskiej”, dojdą do przekonania, że tworzenie kolejnych własnych spółek kolejowych nie rozwiąże problemów komunikacyjnych w ich regionach, i zrozumieją, że tylko przewozy regionalne są zdolne sprostać oczekiwaniom społecznym.

Czy według Pana wraz z podziałem firmy na spółki nastąpił również podział wśród kolejarzy?
Co do tego, że podział na spółki był zły, nie może być wątpliwości, bo przyniósł on kolei fatalne skutki. Na szczęście wśród Braci Kolejarskiej nie ma takich podziałów. Natomiast ten podział funkcjonuje na szczytach władz kolejowych, gdzie ma się dobrze, o czym przekonujemy się, aż nazbyt często na własnej skórze.
Wśród kolejarzy jest inaczej, bo tu podziałów, czy antagonizmów nie czuje się, chociaż trudno przewidzieć, jak długo taki stan potrwa. Podział firmy jest destrukcyjny i nie można wykluczyć tego, że w pewnym momencie dojdzie do podziału wśród samych kolejarzy. Oby jednak tak się nie stało.

Dlaczego kolej traktowano po macoszemu i dopuszczono do jej zwijania?
Oczywiście zastanawiałem się nad tym nie raz, zresztą nie tylko ja o tym myślałem. Odpowiedź na takie pytanie jest prosta. Wszystkie kłopoty naszej kolei brały się z tego, że w kolejnych kadencjach Sejmu istniało i istnieje nadal silne i wpływowe lobby samochodowe, które blokowało przepływ wystarczających środków finansowych na naszą kolej. Zachłyśnięci samochodami przestali widzieć w kolei najważniejszego przewoźnika krajowego i przez ostatnie ćwierć wieku została uznana za drugorzędnego przewoźnika, uszczuplając nieustannie środki przeznaczone na jej rozwój.
Tymczasem kolej od momentu jej powstania była stymulatorem rozwoju gospodarczego regionów i krajów. Im gęstsza sieć kolejowa, tym rozwój gospodarczy regionu, na którym ona istniała był większy i nowocześniejszy.
Aby to zrozumieć, wystarczyło porównać sieć kolejową istniejącą na ziemiach zachodnich, które w wyniku II wojny zostały przyłączone do Polski z siecią na pozostałej części kraju. Wnioski same się nasuwają.

Jak Pan widzi przyszłość naszej kolei, bo to, że przeszedł Pana na emeryturę, nie oznacza, że nie będzie Pan w dalszym ciągu związany z nią emocjonalnie?
O tym oczywiście nie ma mowy, bo jak już powiedziałem - z koleją byłem związany od zawsze, bo już mając ledwie sześć lat postanowiłem, że będę maszynista. To było moje marzenie, które na szczęście spełniło się.
Jeśli zaś chodzi o przyszłość kolei, to tu jestem optymistą i wierzę, że nadejdzie również i dla naszej kolei dobry czas.

Czego Panu i sobie życzę, dziękując za rozmowę. Życzę też wszystkiego dobrego, a przede wszystkim zdrowia w nowej sytuacji życiowej.

Zygmunt Sobolewski
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.