Portal dwutygodnika
[wpseo_breadcrumb]

kultura-literatura

Prosto z półki

Denis Johnson

„Sny o pociągach”

Wydawnictwo Czarne 2021

Amerykański autor ma w Polsce zmienne szczęście do wydawców, choć wprawieni czytelnicy konsekwentnie tropią nieliczne edycje książek. Pierwsza ukazała się na naszym rynku dwie dekady temu („Zagubione wybrzeże” w przekładzie Jędrzeja Polaka), potem trzeba było czekać prawie dziesięć lat na kolejną („Drzewo dymu” w tłumaczeniu Aliny Siewior-Kuś). Coś drgnęło nareszcie w 2020 roku, gdy opublikowany został zbiór opowiadań „Syn Jezusa” (spolszczony przez Szymona Żuchowskiego), ale niewielki tom, mający w Stanach swoich zagorzałych wyznawców, w Polsce jednych zachwycił innych rozczarował. Antidotum może okazać się niezbyt obszerna, ale świetna, zapadająca w pamięć nowela „Sny o pociągach”, która w 2002 roku znalazła się w finale Nagrody Pulitzera w dziedzinie literatury pięknej (zwycięzcy wówczas nie wyłoniono, a szkoda). Do nas trafia w pięknym, wyczulonym na niuanse przekładzie Tomasza S. Gałązki, a śledzimy losy pioniera Roberta Grainiera,sieroty o trudnej do określenia przeszłości, który do swojej rodziny w Idaho przyjechał pociągiem („historię jego życia rozpoczynała podróż kolejowa, której w ogóle nie pamiętał”), bo zdecydowała się go przygarnąć jego rodzina z Idaho. On sam przez całe życie pracował przy budowie mostów dla dynamicznie rozwijającej się na początku XX wieku Kolei Międzynarodowej Spokane lub przy karczowaniu lasów. Echo kolei towarzyszyło mu przez całe życie. Odgłos lokomotywy dobiegał do niego nawet we śnie, kiedy wybudował już własną chatę w lesie, z kolei jednym z bardziej pielęgnowanych wspomnień stał się przejazd prywatnego składu, którym Elvis Presley przemierzał Stany i na chwilę zatrzymał się w mieścinie Troy w Montanie. Ale solą „Snów o pociągach” jest nie tyle nawet ascetyczne, wypełnione głównie ciężką, mozolną pracą życie Grainiera, ile spotkania z ludźmi, których los postawił na jego drodze i ich historie, miejscowa mitologia, czy walka z żywiołami (wielkim pożarem). Zasługą wyśmienitego tłumacza jest przywołanie niezwykłego klimatu wykreowanego przez Denisa Johnsona – tak o pionierach i ich, wydawałoby się, mało interesującej pracy, opowiadało naprawdę niewielu.

 

 

Pajtim Statovci

„Przejście”

Wydawnictwo Pauza 2020

Powieść, która znalazła się w finale National Book Award, a choć autor wywodzi się z Kosowa jako kilkuletnie dziecko uciekł z rodzicami z ogarniętego wojną kraju. Osiedlili się w Finlandii, a wszystkie książki Pajtima Statovci powstają właśnie w języku fińskim. Tak było również w przypadku poruszającej powieści „Przejście”, którą otrzymujemy w przekładzie Sebastiana Musielaka. Warto tę książkę poprzedzić lekturą doskonałego tomu reporterskiego Małgorzaty Rejmer „Błoto słodsze niż miód. Głosy komunistycznej Albanii” (recenzję znajdziecie http://wolnadroga.pl/?s=rejmer), w którym autorka tłumaczy szaleństwo, jakie rozpętała w Albanii dyktatura Envera Hodży. Pokłosiem tego tragicznego okresu były wszechobecne bezrobocie, bieda, głód, które stały się codziennością bohaterów „Przejścia” na początku lat 90., kiedy Albania nieudolnie próbowała powstać z kolan. Dwaj uciekający z niego przyjaciele – Bujar karmiony przez ojca legendami o wielkiej Albanii i Agim, bardziej świadomy tragedii, jaką sprowadza zbrodniczy system – tylko za granicą widzą swoją przyszłość. Historię przyjaźni, ale też opowieść samego Bujara śledzimy w różnych czasowych ramach i w różnych miejscach, do których przenosi się potem mężczyzna. Szlak jego peregrynacji znaczą Rzym, Berlin, Madryt, Nowy Jork i wreszcie Helsinki. W każdym z tych miast Bujar odradza się, jak Feniks z popiołów, w nowej postaci, tworzy dla siebie bardziej dogodną w danych okolicznościach biografię, skutecznie ukrywając, zakłamując i próbując wyprzeć prawdziwą. Przychodzi jednak moment, gdy trzema dokonać niełatwej konfrontacji z przeszłością – rodziną, własnym pochodzeniem. Mocna, pięknie napisana książka!

 

Ananda Devi

„Smutny ambasador. Nowele”

Wydawnictwo w Podwórku 2020

Miłość tłumacza do danego autora potrafi zdziałać cuda, a najlepszym przykładem fascynacja Krzysztofa Jarosza twórczością pochodzącej z Mauritiusa, a piszącej w języku francuskim Anandy Devi. Tylko prywatnej pasji zawdzięczamy trzy wydane już w Polsce (nakładem maleńkiego gdańskiego Wydawnictwa w Podwórku) książki wspomnianej autorki – powieści „Zielone sari” i „Ewa ze swych zgliszcz” oraz 11 noweli zebranych w tomie „Smutny ambasador”. Książki odróżnia od wielu innych nie tylko charakterystyczna pastelowa szata graficzna czy piękne liternictwo, ale przede wszystkim potrzeba przybliżenia twórczości autorki z kręgu frankofońskiego i z tej części świata wciąż słabo reprezentowanej na półkach polskich księgarni. Tymczasem poruszane przez Anandę Devi tematy są nie tylko interesujące ze względu na atrakcyjną dla nas egzotykę (zderzenie świata Wschodu i Zachodu), ale także ze względu na aktualność. To w dużej mierze utwory traktujące o kobietach i ich świecie (czasem zamkniętym ścianami mieszkania i liczbą dzieci do wychowania, jak w noweli „Orchidea”, czasem stereotypami, jak w utworach „Po przygodę” i „Great America”), ale nie tylko. To także niezwykłe portrety ludzi uchwyconych w pewnym krytycznym dla nich momencie. Operator dźwigu, który opuszcza weselną gondolę z parą młodą, przeżywa w „Między niebem i ziemią” moment konsternacji porównując skromną egzystencję z wystawnym życiem swojej klienteli, a bohater „Karo Disan” – bodaj najlepszego utworu w zbiorze – syn właściciela taniej jadłodajni mści się na ojcu za obowiązek pracy w kuchni, swoiste ubezwłasnowolnienie. W prozie Devi zachwyci nas nie tylko tematyka, ale sensualny sposób snucia opowieści, przy tym pełen zaskakującego, momentami wyjątkowo czarnego poczucia humoru. Do wypróbowania.

MAT

ksi01