Portal dwutygodnika
Strona główna kultura-muzyka Kolej na muzykę: „Muzyka filmowa” – Krzysztof Komeda (2017)

kultura-muzyka

Kolej na muzykę: „Muzyka filmowa” – Krzysztof Komeda (2017)

„Muzyka filmowa” – Krzysztof Komeda (2017)

 

Należałoby zacząć od tego, że okładka dzisiaj prezentowanej płyty wprowadza w błąd. Zdjęcie kompozytora i brak dodatkowych informacji może sugerować, że album zawiera oryginalne utwory, wybrane z jego bogatego dorobku. Także lektura eseju z dość ubogiej wkładki również nie zapowiada niespodzianek. Dopiero głębsza analiza przypisów do tytułów oraz skromnej notki edytorskiej pokazuje, że całość nagrano w Warszawie, w… 2008 roku.

Wprawdzie nie czuję się w stu procentach oszukany, gdyż album zawiera naprawdę niezłe interpretacje, nagrane przez artystów tej klasy, co Andrzej Jagodziński (p) i jego trio (Czesław Bartkowski – dri Adam Cegielski – b), przy współudziale orkiestry smyczkowej SinfoniaViva, zaś wokalnie za całość odpowiada jak zwykle świetna Grażyna Auguścik oraz Agnieszka Wilczyńska.

Niewątpliwie płyta również wpisuje się w zakończony niedawno rok Komedy, jednak skrywanie wykonawców, którzy z pewnością zasługują na reklamę pozostawia pewien niedosyt, czy wręcz rozczarowanie. Dobrze, że broni się sama muzyka, choć jestwspółczesnym spojrzeniemna dorobek Krzysztofa Komedy, co jak sądzę wypadało podkreślić.Na płytę trafiły tematy muzyczne z filmów Do widzenia, do jutra(Janusz Morgenstern – 1960), Nóż w wodzie (Roman Polański – 1961),Niewinni czarodzieje (Andrzej Wajda – 1960),Prawo i pięść(Jerzy Hoffman i Edward Skórzewski – 1964),Śniadanie u Tiffany’ego(Blake Edwards – 1961), a także słynna Kołysanka z Rosemary’s Baby (1968).

Miłośników muzyki filmowej w naszym kraju jest wielu, jednak nie wszystkim znana jest postać Komedy, a właściwie Krzysztofa Trzcińskiego, laryngologa z wykształcenia, który porzucił medycynę dla muzyki, stając się na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych pionierem jazzu nowoczesnego i współtworząc tym samym styl nazywany polską szkołą jazzu.

Często grał z własnym sekstetem, był również autorem muzyki do ponad sześćdziesięciu filmów, debiutując na tym polu ilustracją etiudy filmowej Romana Polańskiego Dwaj ludzie z szafą (1958).Warto też dodać, że Astigmatic, jego pierwsza płyta wydana w 1965r., w niemal legendarnej serii Polish Jazz, do dziś uważana za najlepszy polski album jazzowy.

Koncertował w kraju oraz w Szwajcarii, NRD, RFN, Czechosłowacji,Jugosławii i krajach skandynawskich. Pozostawił po sobie wiele nagrań.Ostatnim dziełem Komedy była muzyka napisana już w Hollywood (również dla Polańskiego) do filmu Rosemary’s Baby (1968), w której jako motyw przewodni pojawia się wspomniana wcześniejKołysanka.

W ciągu zaledwie kilku lat przedarł się do światowej czołówki. Mógł osiągnąć znacznie więcej, lecz pokonał go pozornie niegroźny wypadek. Można dywagować na temat ślepego losu, przeznaczenia, czy też innych zagadkowych przyczyn jego śmierci. Pozostawił po sobie mnóstwo wspaniałej muzyki, która do dziś inspiruje wielu twórców zarówno w kraju, jak i zagranicą.

Ponoć Amerykanie mówią, że za każdym sukcesem mężczyzny stoi wyjątkowa kobieta. Komeda miał szczęście. Spotkał Zofię, dzięki której mógł osiągnąć szczyty i która także po jego przedwczesnej śmierci zadbała, by jego twórczość nie uległa zapomnieniu.To właśnie jej Komeda poświęcił swą kompozycję Crazy Girl. Bez jej „szaleństwa”, poświęcenia i przejęcia niemal wszystkich „przyziemnych” obowiązków jego talent z pewnością nie miałaby warunków rozwoju.

Dzięki niej ukazało się wiele płyt i serii wydawniczych, dokumentujących jego dorobek, z których warto zwrócić uwagę na wydaną pod koniec lat siedemdziesiątych czteropłytową edycję, przygotowaną przez Klub Płytowy PSJ Biały Kruk Czarnego Krążka. Bodaj najbardziej wyczerpującym jest trudno dziś dostępny boxThe CompleteRecordings of Krzysztof Komeda, w którym na dwudziestu trzech płytach CD zawarto niemal całą jego spuściznę.

Zofia Komedowa-Trzcińska przeżyła swego męża o czterdzieści lat. Na koniec oddała mu hołd swą książką Nietakty. Mój czas, mój jazz.To naprawdę pasjonująca lektura, która wciąga każdego, bez względu na stopień muzycznego zaangażowania i sympatii do jazzu.Te wspomnienia, opracowane przez jej syna Tomasza Lacha i wydane sześć lat po jej śmierci są wielobarwnym choć nierzadko kontrowersyjnymportretem polskiego środowiska artystycznego tamtych lat.

Trzeba też wspomnieć o książce MagdalenyGrzebałkowskiejKomeda. Osobiste życie jazzu, która jak zawsze wnikliwie oddaje klimat tamtych lat. Warto posłuchać tej muzyki także w oryginale.

Każde pokolenie ma swój czas i swoją muzykę. Niewątpliwie, na świecie w tamtych latach przodował Londyn, który stał się niemal Mekką dla muzyków, filmowców, pisarzy i wszelkich twórców kultury. My mieliśmy Kraków, który spełniał podobną rolę w naszej powojennej rzeczywistości. Warto zanurzyć się w jego fascynującą atmosferę sprzed pół wieku.

Krzysztof Wieczorek

muza02