"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.
Imieniny obchodzą: Laura, Bogusław, Gracjan
 
Z trzeciej strony - Sort
   W poprzednim felietonie wspominałem o Kongresie Rozwoju Transportu, o jego początkach. Jesteśmy już po Forum ekonomicznym w Krynicy (czyli tzw. polskie Davos), Kongresie 590 w Jasinoce koło Rzeszowa, czy VII Kongresie Kolejowym w Warszawie (patronat medialny sprawowała „Wolna Droga”).
Widać zatem, że sporo tego rodzaju wydarzeń. Można by zapytać – po co są one organizowane?
   Okazuje się, że wszystko przez wspomnianą Krynicę, w której w tym roku już po raz 27. spotkało się ponad 3 tys. gości. Swoje poglądy dotyczące aktualnej sytuacji politycznej, gospodarczej i społecznej na świecie wymieniali szefowie rządów i parlamentów, ministrowie i parlamentarzyści z krajów Europy Środkowo-Wschodniej, prezesi największych spółek, eksperci, przedstawiciele świata nauki, kultury oraz mediów z ponad 60 krajów.
Właśnie sukces spotkań w Krynicy pokazał, że w Polsce jest miejsce na wiele podobnych wydarzeń, na których spotykają się przedstawiciele polityki i biznesu, aby rozmawiać o interesujących ich kwestiach.
- Politycy izolowali się od biznesu, brakuje wciąż miejsc, w których mogą się spotkać z przedsiębiorcami bez wysuwania oskarżeń o realizowanie podejrzanych interesów, dlatego musiało powstać coś zapełniającego tę lukę – mówi Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im A.Smitha. - Właśnie między innymi z tego powodu na popularności zyskują różne wydarzenia gospodarcze, jak choćby Forum w Krynicy. Stale rosnąca liczba gości potwierdza, że zainteresowanie takimi imprezami jest wciąż duże - dodaje.
Po prostu - jednym z głównych atutów tego rodzaju wydarzeń jest stworzenie możliwości do spotkania się. Tyle i aż tyle.
   Warto przy tej okazji wspomnieć jeszcze, że te spotkania, to także znakomita okazja do promocji polskiej gospodarki, polskich produktów i rozwiązań, które mogą stanowić wyzwanie dla konkurencji nie tylko europejskiej, ale i światowej.
   I tu przejść należy do modnego ostatnio określenia - patriotyzm ekonomiczny. Cóż to takiego – można by rzec?
Patriotyzm ekonomiczny, to podejmowanie świadomych decyzji ekonomicznych z uwzględnieniem pozytywnego wpływu tych wyborów na wspólnotę, z którą dany podmiot się identyfikuje.
Tyle teoria…
Nieco prościej określa to Wikipedia: Etnocentryzm konsumencki (patriotyzm konsumencki, ekonomiczny lub gospodarczy) – postawa konsumencka polegająca na preferowaniu zakupu produktów rodzimego pochodzenia.
I o te zakupy mi chodzi. Zasada jest bardzo prosta - chodzi o wybieranie tego, co polskie, zamiast tego, co zagraniczne.
Choć można tę zasadę rozszerzyć na wspomnianą już Europę Środkowo-Wschodnią, jeno w wąskim odcinku: polsko-węgierskim.
   Kilka lat temu prekursorem takiego właśnie podejścia był premier Orban. Otóż rząd węgierski rozpoczął akcję promocyjną, która polegała na tym, że Madziarzy idąc do sklepu szukali produktów swoich lub na przykład… polskich!
To sprawiło, że nie znajdzie się w ich koszyku parówka wiedeńska, chorwacki ser, czy niemieckie jajko…
   Mało tego! W publicznej telewizji przed głównym wydaniem wiadomości w bloku reklam prezentowane były horroro-kreskówki - albo o hiszpańskim pomidorze uwięzionym w kopcącym spalinami tirze, który obolały i zmęczony przejeżdża tysiące kilometrów w drodze na Węgry; albo o podstarzałej i pomarszczonej rzodkiewce z Holandii.
Ale najciekawsze jest to, iż te „grobowe” opowieści były finansowane przez ministerstwo rolnictwa!
Zapyta ktoś: dlaczego? Ano po to, by uświadomić swoim rodakom: nie chwalcie cudzego, bo nie wiecie, co jecie.
Czy w Polsce taka akcja oświatowa mogłaby mieć miejsce? U Orbana jak widać może. Ha! Nawet dostaje za to nagrody!
Światowa Organizacja Zdrowia WHO przyznała Viktorowi Orbanowi kilka temu nagrodę ONZ „za okazaną odwagę i odniesione polityczne zwycięstwo w walce o zdrowie swoich obywateli”.
   Czy nie warto by skorzystać z tego pomysłu i rozpocząć tego rodzaju działania też i w Polsce? Niech będzie to może nasza odpowiedź na to, co robią chociażby zachodni producenci proszku do prania, którzy kierują na polski rynek produkty gorszego gatunku, uznając pewnie, że jesteśmy ludźmi gorszego sortu…
Oni nas proszkiem, to my ich mlekiem i jajami… A co!




fot. wikimedia


  Komentarze 2
~swieta prawda!!!2017-12-07 10:29:37
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.