Portal dwutygodnika
Strona główna kalejdoskop

kalejdoskop

Donald Tusk, 64-letni polityk, który przez ostatnie siedem lat jest (był) poza Polską, a będąc przewodniczącym Rady Europy niespecjalnie zabiegał o polskie sprawy, wrócił do kraju, aby uratować zmierzającą w polityczny niebyt partię (PO), której przed laty był założycielem.

Czy porozumienie Kaczyński – Tusk jest możliwe?

 

Mirosław Lisowski: 7 lat, to w polityce epoka. Powrót Donalda Tuska do Polski A.D. 2021, to zderzenie ze światem mu obcym. Nie toleruje on krytyki, niewygodnych pytań, stąd ta buta i agresja.Nic z tego nie będzie. No może kilka procent więcej w sondażach. I tyle. Bez programu, ciekawej oferty dla Polaków, jakiejś wizji… nie wygra się wyborów. Dlatego Tusk i Kaczyński, to inne światy. Inna liga. Cytując Małgorzatę Kidawę-Błońską: Jak wiemy,Jarosławowi Kaczyńskiemu niezależy naświecie, naEuropie. Jemu zależy tylkonaPolsce.A na czym zależy Donaldowi Tuskowi?

Aleksander Wiśniewski: Bezsensowny powrót do kraju Donalda Tuska, odwiecznego politycznegorywala Jarosława Kaczyńskiego, tylko i wyłącznie po to, aby, nie bacząc na metody, tegoż prezesa PiS od władzy odsunąć, sam w sobie wyklucza możliwość porozumienia. Skoro jedyny ośmiogwiazdkowy „program”p. Budki, który notabene korzystając z okazji, czmychnął ze stanowiska wodza PO, powiela, kreowany na nowego wodzatotalnej opozycji Donald Tusk, to o porozumieniu nie może być mowy. Śledząc pełne nienawiści i pogardy wystąpienia byłego przewodniczącego Rady Europejskiej, utwierdzam się w przekonaniu, że do żadnego porozumienia pomiędzy tymi dwoma politykami nigdy nie dojdzie.

Krzysztof Wieczorek: Według badań przeprowadzonych pod koniec czerwca tego roku przez Kantar, bodaj największy panel badawczy w Polsce,60 proc. Polaków było zdania, że Donald Tusk nie powinien wracać do polskiej polityki i obejmować przywództwa Platformy Obywatelskiej. A jednak wraca, chcąc wzmocnić coraz bardziej osłabioną partię, której niegdyś był współzałożycielem. Czy mu się to uda? Jest z pewnością bardziej wyrazistą postacią niż Borys Budka, dotychczasowy przywódca tej partii, który ustąpił z tego stanowiska 3 lipca. Ponoć, jak już pięć stuleci p.n.e. twierdził Heraklit z Efezu, nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki, stąd też śmiem wątpić. Ale obserwować z pewnością będę.

Zbigniew Wolny: Miałem sen… Donald Tusk i Jarosław Kaczyński podali sobie ręce. W przyjacielskiej rozmowie doszli do porozumienia, że kończą z agresywnym językiem, nienawiścią i wzajemną pogardą. Od dzisiaj rozmawiamy o sprawach Polski tylko w merytoryczny sposób. Na programy, a suweren wybierze ten najlepszy i ta partia wygra w wyborach. Niestety rzeczywistość jest zupełnie inna. Przemówienie Donalda Tuska na Radzie Krajowej Platformy Obywatelskiej utwierdziło mnie, że do tego sennego porozumienia droga jeszcze daleka. Bardzo bym chciał, żeby było inaczej. Polacy są już zmęczeni tymi wojenkami między politykami, którzy wywodzą się z jednego pnia „solidarnościowego”.

Paweł Skutecki: Jarosław Kaczyński i Donald Tusk, to dwie strony tej samej monety, to jak wodór i tlen polskiej polityki. Nie mogą istnieć bez siebie, są mocniejsi dzięki sobie, są dla siebie wzajemnie paliwem. Ale pod jednym warunkiem: jeśli stoją na przeciwległych biegunach. Jest to tym prostsze do spełnienia, że po Smoleńsku najtęższe umysły politicalfiction nie potrafiłyby sobie wyobrazić normalnej, czy nawet nienormalnej, ale jakiejkolwiek współpracy między tymi dwoma – bez grama sarkazmu, to mówię – wybitnymi politykami.

Adam Dyląg: W moim odczuciu Donald Tusk żyje w innym świecie. Zresztą, jego wypowiedzi podczas wystąpienia najlepiej oddają to, co sobą prezentuje. Dlatego jeżeli nawet coś tam Platformie się podniesie, to tylko kosztem Hołowni. Nie rozumiem dlaczego szef Europejskiej Partii Ludowej rzuca wszystko i wraca? No chyba, że jednak to był rozkaz! Nic dobrego nie zrobił dla Polski ani dla Unii Europejskiej. Dla mnie to wytrawny polityk umiejący dobrze lawirować. Natomiast Jarosław Kaczyński, to jednak przeciwieństwo. To jest mąż stanu. Dla niego liczy się Polska i polska racja stanu. Pomimo pewnych błędnych decyzji, jak choćby piątka dla zwierząt, to jednak jego działania są długofalowe i służą Polsce. Dlatego nie widzę możliwości jakiegokolwiek porozumienia pomiędzy tymi panami. Może gdyby nie było kwietnia 2010 roku, to byłaby iskierka nadziei na porozumienie.

  „Sejm przyjął ustawę, która kończy z dziką reprywatyzacją, która blokuje zgłaszanie kolejnych roszczeń, w tym mienia bezspadkowego. To bardzo ważna ustawa, która kończy z niepewnością i niesprawiedliwością” – napisał na Twitterze wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta.

„Polska musi postępować właściwie w stosunku do ocalałych z Holokaustu, w przeciwnym razie ucierpią jej więzi z Izraelem” – powiedział minister spraw zagranicznych Izraela Jair Lapid, w reakcji na przyjęcie przez Sejm nowelizacji Kodeksu postępowania administracyjnego.

Czy napięcia dyplomatyczne między Polską a Izraelem kiedyś się skończą?

 

Mirosław Lisowski: Należy na sprawę patrzeć szerzej. To państwo Izrael i jej mieszkańcy mają problem z własną najnowszą historią. A choćby, to że szefostwo diaspory żydowskiej w Niemczech w latach 30-tych XX wieku porozumiało się z Adolfem Hitlerem w sprawie deportacji Żydów, którzy zaczęli napływać do III Rzeszy z Europy Wschodniej. Albo Jüdischer Ordnungsdienst, czyli Żydowska Służba Porządkowa. W okresie II wojny światowej były to kolaborujące z Niemcami żydowskie jednostki policyjne funkcjonujące wewnątrz gett, obozów pracy oraz obozów koncentracyjnych.Można by jeszcze wspomnieć o krytycznym stosunku Żydów palestyńskich do swoich współbraci zamieszkujących Europę za to, że byli bierni i poddali się bez walki Holokaustowi… I o tym powinien mówić Jair Lalid… No, ale przywoływanie tych niewygodnych faktów jest traktowane, jako dowód na antysemityzm. Lepiej grzmieć, że to Polska i Polacy są winni ich losowi… Tak jest wygodnie.

Aleksander Wiśniewski: Skończą się wówczas, kiedy skończy swoją bezczelną działalność Przedsiębiorstwo Holokaust. wykorzystujące zagładę Żydów dla politycznego, a przede wszystkim finansowego wspierania interesów Izraela.Mienie, które po II wojnie światowej pozostało po Polakach narodowości żydowskiej bez spadkobierców, ma „służyć jako podstawa do spełnienia potrzeb materialnych znajdujących się w potrzebie ofiar Holokaustu i zapewnienia ciągłej edukacji o Holokauście, jego przyczynach i konsekwencjach”. Forsowana przez polityków izraelskich, przy wydatnym wsparciu administracji amerykańskiej (Ustawa 447) Deklaracja Terezińska, jest sprzeczna z polskim prawem. Nic to! Organizacje żydowskie wyceniały wartość utraconego majątku Żydów w Polsce na 230 mld złotych i z wyłudzenia od nas takiego majątku nigdy nie zrezygnują.

Krzysztof Wieczorek: W maju 2019 roku zarówno prezydent Andrzej Duda, jak i premier Mateusz Morawiecki, odnosząc się do kwestii tzw. mienia bezspadkowego stwierdzili, że ewentualne roszczenia nie mają żadnych podstaw ani moralnych, ani prawnych. I to zarówno z punktu widzenia prawa, jak i z punktu widzenia elementarnej moralności i przyzwoitości. Polacy, podobnie jak naród żydowski, byli ofiarami prowadzonej w czasie wojny zbrodniczej polityki niemieckiej. Zastanawiam się, komu tak naprawdę zależy na kreowaniu waśni i próbach pisania naszej wspólnej historii na nowo. Może warto przypomnieć, że do 2019 roku blisko siedem tysięcy Polaków uhonorowano izraelskim medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, co stanowi największą grupę ze wszystkich państw. Może warto też przypomnieć postać mickiewiczowskiego Jankiela – Żyda i polskiego patrioty, wzorowaną na będzińskim rabinie Jakubie Natanie.

Zbigniew Wolny: Z ogromnym niedowierzaniem i zażenowaniem przyjąłem słowa wypowiedziane przez ministra spraw zagranicznych Izraela i innych polityków żydowskich. Po raz kolejny prominentni przedstawiciele tego państwa mieszają się w wewnętrzne sprawy naszego Kraju. Jest to niedopuszczalne w cywilizowanej polityce. Napięcia dyplomatyczne między Polską a Izraelem skończą się wtedy, kiedy każdy rząd Izraela zrozumie, że Polacy tak, jak i Żydzi, są ofiarami II Wojny Światowej – kropka, koniec. Nie ma innego państwa na świecie, których obywatele poświęcali własne życie dla ratowania życia obywateli pochodzenia żydowskiego. Ponosili największą ofiarę. Więcej szacunku politycy izraelscy wobec tych ofiar! A swoje roszczenia Państwo Izrael winno kierować m.in. wobec Niemiec i Francji, która kolaborowała z Niemcami (rząd Vichy) i m.in. pomogła niemieckiemu okupantowi w wysłaniu do obozu w Sobiborze 4 tysięcy Żydów przebywających na terenie tego Państwa.

Paweł Skutecki: Obecny rząd dość jednoznacznie – choć niezbyt donośnie – zadeklarował, że nie ugnie się przed międzynarodowym naciskiem w sprawie tak zwanych roszczeń do mienia bezspadkowego i dzisiejsza sytuacja jest tego pokłosiem. Żeby było jasne: nie mamy żadnego problemu z Żydami, mamy cykliczną dyskusję z Izraelem i ciągły, głęboki konflikt z szubrawcami, którzy chcą od nas wyłudzić pieniądze, powołując się na nieznane w naszej kulturze prawnej pojęcie roszczeń do mienia, którego spadkobiercami w miejsce testamentowych i prawnych miałaby być jakaś nieokreślona grupa samozwańczych spadkobierców etnicznych. Musimy wciąż głośno przypominać, kto podczas ostatniej wojny był w gronie ofiar, a kto po stronie sprawców, bo jak widać opinii międzynarodowej zacierają się te sprawy…

Adam Dyląg: Jest to poważny problem, ponieważ Niemcy chcą zrzucić winę za holokaust na Polaków, tak naprawdę już w latach 50-tych ubiegłego wieku zaczęto wymazywać z pamięci ludzkości świata, że to Niemcy są odpowiedzialne za straszliwe zbrodnie II Wojny Światowej. Zamiast Niemcy zaczęto używać słowa „naziści” i tak przez dziesięciolecia uznano, że to „naziści” są odpowiedzialni za holokaust, ale współudział w tej zbrodni umiejętnie zaczęto przypisywać nam, Polakom. Na dodatek Niemcy zapłaciły Izraelowi spore odszkodowania, które przejęło tzw. „Przedsiębiorstwo Holokaust”, niestety pieniędzy tych nie oglądały osoby, które przeżyły to piekło. Dlatego widząc, iż można w łatwy sposób zarabiać i gromadzić majątek, grupa zaczęła być coraz bardziej nachalna. Dlatego trudno spodziewać się, że Izrael przestanie zmieniać historię ofiar II Wojny Światowej. Trzeba ciągle przypominać, że to 6 milionów Polaków zginęło, a w tym 3 mln pochodzenia żydowskiego… Ale Polaków! Bo oni się czuli przede wszystkim Polkami.

 

W ramach akcji BlackLivesMatter zawodnicy klubów piłkarskich Premier League klękali przed rozpoczęciem meczów. Do akcji dołączyły niektóre kadry narodowe biorące udział w Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej 2020. Cześć drużyn poinformowało jednak, że nie będzie wykonywać tego gestu w czasie Euro 2020. 

Czy demonstracja poparcia dla BLM („Czarne życia mają znaczenie”) jest właściwa podczas zawodów sportowych?

 

Mirosław Lisowski: Moim zdaniem w ogóle takich demonstracji być nie powinno. To, że stały się one tematem dyskusji, to tylko dowód na kompletne pomieszanie pojęć. Tym bardziej, gdy ma to dotyczyć Polski i naszych piłkarzy. Można by zamknąć sprawę stwierdzeniem, że Polak klęka tylko przed Bogiem i kiedy się oświadcza swojej wybrance. Ale gdy czarnoskóra burmistrz Chicago Lori Lightfoot stwierdza kategorycznie, że nie udzieli wywiadu białym dziennikarzom, to tytułowe „Czarne życia mają znaczenie” zmienia sens. Bo oto mamy do czynienia z nowym typem współczesnego rasizmu…

 

Aleksander Wiśniewski: Zdecydowanie nie, ponieważ niepotrzebnie wprowadza politykę do sportu. Należy przypomnieć, że BLM, to lewicowy ruch wywodzący się z czarnej społeczności USA (afroamerykanie), występującej przeciwko brutalności policji wobec osób czarnoskórych oraz przeciwko nierówności rasowej w amerykańskim wymiarze sprawiedliwości. Natomiast gest klękania przed meczami piłki nożnej ma być wyrazem poparcia dla BLM i formą protestu przeciwko rasizmowi w ogóle. Zważywszy na fakt, iż Irlandczycy byli przez wiek i brutalnie kolonizowani przez Anglików groteskowo wyglądali piłkarze irlandzcy klęczący na murawie stadionu w Budapeszcie przed meczem z reprezentacją Węgier. Bezmyślne gesty wykonywane przez piłkarzy na europejskich stadionach są dla wielu po prostu niezrozumiałe.

Krzysztof Wieczorek: W świecie antycznym na czas olimpiad obowiązywał tzw. święty pokój, zawieszano wojny, wstrzymywano nawet wykonywanie wyroków śmierci. Po dziś dzień zmagania sportowe z założenia mają być pozbawione pozasportowego kontekstu. Jeśli wielkie mocarstwa mają powody, by przepraszać za swą politykę kolonialną, niech to robią, jednak wymuszanie pewnych zachowań w kontekście poprawności politycznej oraz bezkrytyczne i bezrefleksyjne naśladownictwo zdecydowanie prowadzi do absurdu. Szacunek – jak najbardziej, jednak przepraszanie za niewolnictwo i segregację rasową? Chyba jednak nie wszyscy muszą przepraszać. Nasz głos w tej sprawie półtora wieku temu wyartykułował Cyprian Norwid, pisząc wiersz „Do obywatela Johna Brown”.

 

Zbigniew Wolny: Zawody sportowe nie powinny być areną żadnego rodzaju demonstracji. Nawet tych pozytywnych. Duch sportu nie ma żadnego koloru skóry. Powinnyśmy dobrze wiedzieć, że każde życie ma znaczenie, nie tylko czarne. A klękać powinny te narody, które mają na sumieniu niewolnictwo i wyzyskiwanie ekonomicznie państw słabiej rozwiniętych. Dzięki niewolniczej pracy i koloniom te państwa są dzisiaj znacznie bogatsze. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Holandia już dawno powinny wstydzić się za lata wyzysku Afrykanów, Hindusów, Indian, Aborygenów, Azjatów itp. Polska nie ma sobie nic do zarzucenia. Zawsze byliśmy państwem tolerancyjnym wobec innych nacji. Na marginesie, to politycy Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji powinny klęczeć przed Polakami i prosić ich o wybaczenie, że w 1945 roku wpakowali Polskę w łapy Stalina.

 

Paweł Skutecki: Jak kompletny, to jest idiotyzm, niech świadczy mecz Polska-Słowacja, podczas którego ewentualnie jedynym klęczącym mógłby być sędzia. Narzucanie całemu światu wyrzutów sumienia dosłownie kilku kolonialnych państw jest aberracją i dowodem na niczym nieograniczoną w globalnym świecie megalomanię zakurzonych gigantów, którzy dzisiaj oprócz Stanów Zjednoczonych są jedynie bladym cieniem starej potęgi. Wpychanie do sportu ideologii zabija ducha zdrowej rywalizacji, czego dowodem są mutanci na bieżniach lekkoatletycznych.

 

Adam Dyląg: Dla mnie taki sposób prezentowania przeprosin za upokorzenie Afrykańczyków przez białych, to absurd. Niestety lewicowe ruchy zwłaszcza w USA (BLM), to sprawa wewnętrzna Amerykanów. Natomiast kwestia klękania przed meczem zapoczątkowana przez Anglików, to absurd, zwłaszcza, że wśród klękających są czarnoskórzy. Nasuwa się pytanie: za co i kogo oni przepraszają? Gdy na stadionie w Budapeszcie uklękli Irlandczycy, dało się słyszeć gwizdy. Chyba nie o to chodzi, gdy się walczy z uprzedzeniami. Poprawność polityczna doprowadziła nas do absurdu. Kilka miesięcy temu przed meczem w Paryżu pomiędzy PSV a İstanbul Başakşehir jeden z czarnoskórych piłkarzy uznał, że jeden z sędziów, notabene Rumun, obraził go mówiąc do niego negro (czarny). Pomimo protestów sędziego, iż został źle zrozumiany, bo był to zwrot w języku rumuńskim do drugiego sędziego, piłkarze na znak solidarności zeszli do szatni i mecz odwołano! Chyba nie oto w tym chodzi?

 

Na wniosek Czech 21 maja Wiceprezes TSUE Rosario Silva de Lapuerta, jednoosobowo nakazał anatychmiastowe zamknięcie kopalni w Turowie. Ostatecznie 24 maja Czechy, po rozmowie z premierem Morawieckim, wycofują wniosek z TSUE.Wcześniej decyzja Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej spowodowała zachwyt niektórych polityków.

22 majaRóża Maria Barbara Grafin von ThunundHohenstein:„Brawo pani Sędzio!”; 22 maja – Trzaskowski: „Koniecznie wykonać orzeczenia TSUE”;23 maja – Hołownia: „Natychmiast zamknąć kopalnię w Turowie”.

Jak ocenić takie wypowiedzi polskich polityków?

 

 

 

Mirosław Lisowski: Decyzja pani sędzi z Hiszpanii, to kolejny przykład rozpychania się różnych urzędników Unii Europejskiej, którzy przesuwają granice swoich kompetencji i to wbrew obowiązującemu prawu europejskiemu, a tym bardziej krajowemu. Szkoda zachodu, by znaleźć racjonalne powody zachowania w tej sprawie niektórych polskich (?) polityków. Ten porażający serwilizm i ciągłe poszukiwanie zagranicznej „pomocy”, staje się coraz bardziej irytujące ichyba już porana stosowne kroki prawne. Wszak mamy tu do czynienia z ewidentną zdradą polskich interesów. A tak przy okazjiwarte zwrócenia uwagi jest, że im więcej będzie tego typu nakazów płynących z Brukseli, tym większa będzie rzesza przeciwników naszej obecności w Unii. Mieliśmy już protektorów w swojej historii. Kolejnego nie potrzebujemy.

 

Aleksander Wiśniewski: Wypowiedzi wymienionych trzech osób (a jest takich więcej) wyraźnie świadczą o zaślepieniu nienawiścią do przeciwników politycznych. Aby uderzyć w PiS gotowi są posunąć się do największych podłości. Niepojętym jest dla mnie świadome działanie na szkodę swojej Ojczyzny. Osoby, które za nic mają polskie sprawy, wysługujące się obcemu państwu, to zdrajcy! Szokuje jedynie ich obecność w polskiej polityce, ktoś przecież te osoby wybrał. Czyżbyśmy stracili instynkt samozachowawczy? O patriotyzmie nawet nie wspomnę, bo naszym (?) „Europejczykom”, ludziom bez honoru, miłość Ojczyzny, to uczucie całkowicie obce. Daleki jestem od nienawiści i mściwości, ale osoby działające na szkodę Państwa Polskiego powinny stanąć przed Trybunałem Stanu.

Krzysztof Wieczorek: Poza faktem, że TSUE wydając tę decyzję nie wziął pod uwagę społecznych, ekonomicznych i technicznych jej skutków, muszę stwierdzić, że niestety jest w Polsce liczna grupa polityków oraz ich zwolenników, która bez namysłu i refleksji krytykuje nie tylko wszelkie inicjatywy obecnej władzy, jak również nie ukrywa swej radości gdy w UE zapadają decyzje godzące w polską rację stanu, bądź polskie interesy. Jak nazwać taką postawę? Na złość mamie czapki nie ubiorę i odmrożę sobie uszy.

 

Zbigniew Wolny: Przykro to mówić, ale opozycja z kręgu Platformy Obywatelskiej chce zniszczyć polską gospodarkę w imię przypodobania się Unii Europejskiej. Popieranie jednoosobowego (?) wyroku TSUE jest skrajną nieodpowiedzialnością godzącą w polską rację stanu i polski Naród. Przecież natychmiastowe jego wykonanie, z dnia na dzień, pozbawiłoby tysiące polskich pracowników pracy. Nie od dziś wiadomo, że rząd Prawa i Sprawiedliwości ma doskonały program spokojnego i odpowiedzialnego odchodzenia od węglowego paliwa. Przepraszam, że to powiem, ale chyba warto polityków tej części opozycji wysłać do lekarza, aby sprawdził ich poczytalność

 

Paweł Skutecki: 

Mamy niestety od wieków problem z załatwianiem spraw między sobą. Przynajmniej część polityków tak ma, bo zwykli, normalni Polacy potrafią ze sobą rozmawiać i rozwiązywać problemy bez angażowania obcych ludzi. W kwestii moralnej, etycznej, to po prostu dwa światy – Polacy i część polityków. Pozostaje jednak kwestia oceny prawnej, a przypomnę, że mimo kosmopolitycznej mody na szukanie protektorów poza granicami kraju, mamy w Kodeksie karnym wciąż zapis o zdradzie stanu jako jednym z najpoważniejszych przestępstw. Warto odkurzyć też zapisy dotyczące Trybunału Stanu, który powinien być czymś więcej niż kwiatkiem do kożucha…

 

Adam Dyląg: Niestety,podział jaki dokonał się wśród Polaków, ma przełożenie na arenę międzynarodową.Zarówno tu, w kraju, jak i za granicą nasi przedstawiciele z opozycji są oderwani od rzeczywistości, żyjąniejako w jakiejś bliżej nieokreślonej bańce, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Dlatego niema dla nich znaczenia, czy sprawa dotyczy ważnych dla Polski problemów, czy nie… Dla nich najważniejsze uderzyć w PiS. Taka pani Róża Maria Barbara Grafin von Thunund Hohenstein, to typowy przykład osoby o wielkiej megalomani, której wydaje się, iż tylko ona wie, co dobre dla Polski, choć żyje w innym świecie! Niestety wyborcy też nie wszyscy rozumieją, co jest ważne dla Polski i wybierają, jak wybierają,w większości wypadków na złość sobie samym

„Pani poseł, była szansa, żeby spróbować ten rząd odwołać. (…) Nie zrobiliście tego, nie spróbowaliście. (…) Dlaczego sprawy kobiet, o które tak Lewica walczy, nie postawiliście podczas rozmów z premierem? Proszę mi odpowiedzieć!”. Dziennikarza (?) Andrzeja Morozowskiego(„Tak jest” TVN24) tak boleśnie dotknął sojusz Lewicy z PiS, że za nic mając Kodeks Etyki Dziennikarskiej, a nawet zwykłą ludzką przyzwoitość, wykrzyczał swoją frustrację na antenie stacji TVN w rozmowie z posłanką Lewicy Beatą Maciejewską.

Czy etyka dziennikarska, to dzisiaj tylko puste słowa?

 

 

Mirosław Lisowski: Mnie takie zachowanie red. Morozowskiego specjalnie nie zaskoczyło. Od pewnego czasu, to TVN24 jest największą partią opozycyjną. Partie, które nie dzierżą obecnie władzy stały się zakładnikami tych mediów. I reagują na to, co one suflują. To powoduje, że dziennikarz może krzyczeć na posłankę, kiedy nie realizuje programu obalenia rządu, który został nakreślony w siedzibie TVN na Wiertniczej, czy „Gazety Wyborczej” na Czerskiej. Dlatego pytanie o etykę dziennikarską w przypadku tychże „wolnych mediów”nie ma zastosowania, bo oni nie są dziennikarzami, ale funkcjonariuszami partyjnymi.

 

Aleksander Wiśniewski: Niestety tak. W Kodeksie Etyki Dziennikarskiej SDP, opartym na zasadach Karty Etycznej Mediów i deklaracji Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy, czytamy:Zadaniem dziennikarzy jest przekazywanie rzetelnych i bezstronnych informacji oraz różnorodnych opinii (…)Dobro czytelników, słuchaczy i widzów oraz dobro publiczne powinny mieć pierwszeństwo wobec interesów autora, redaktora, wydawcy lub nadawcy.” Czytając prasę, słuchając radia, oglądając telewizję każdy, samodzielnie myślący odbiorca medialnego przekazu widzi, że jest dokładnie odwrotnie. Nie wchodząc w szczegóły można powiedzieć, iż wszystkie media, od prawa do lewa, często zalewają społeczeństwo informacjami zmanipulowanymi, przeważnie niewiele wspólnego mającymi z rzeczywistością.

 

Krzysztof Wieczorek: Myślę, że źródła problemu należy szukać nie tylko w poziomie współczesnego kształcenia dziennikarzy. Dziś pisać może niemal każdy, zaś pracodawcy nie stawiając wysokich wymagań (bo to kosztuje) oczekują, że każdy z zatrudnionych będzie swoją postawą legitymował profil polityczny danej redakcji, czemu niejednokrotnie dają wyraz formułując oczekiwania wobec kandydatów. Etos dziennikarza jako obiektywnego obserwatora współcześnie jest bardzo rzadko spotykany. Młode wilki często i chętnie popisują się, by zyskać przychylność swych chlebodawców. Naczelna zasada kulturalnej dyskusji, by nie przerywać mówiącemu również odeszła w cień. Trudno dziwić się, że prestiż tego zawodu upada. Dość spojrzeć na polszczyznę, jaką posługują się współcześni adepci słowa, nie wspominając nawet o wcale nie tak rzadko spotykanych błędach ortograficznych…

 

Zbigniew Wolny: Niestety, większość dziennikarzy, czy to z lewej, czy prawej strony jest na usługach różnego rodzaju partii politycznych i stowarzyszeń, a to z etyką dziennikarską nie ma nic wspólnego. Czego chcieliśmy się spodziewać po „dziennikarzu” TVN24?!, stacji telewizyjnej, której głównym zadaniem jest sianie nienawiści do partii dzisiaj rządzącej. Każda metoda jest dobra, aby potwierdzić założoną tezę. Frustracja Morozowskiego wobec Lewicy jednoznacznie pokazuje społeczeństwu, że „dziennikarze” tej stacji nie są obiektywni, a etyka dziennikarska jest im zupełnie obca. Szkoda, że dziennikarzy telewizji publicznej, szczególnie TVP Info, także można złapać na manipulacjach i braku obiektywizmu. Spodziewałem się w telewizji publicznej bardziej etycznego dziennikarstwa.

 

Paweł Skutecki: Kiedyś, dawno temu dziennikarze relacjonowali wydarzenia i przedstawiali odbiorcy szerokie tło szukając sensów i znaczeń. Mieli swoje poglądy, ale najgorszym grzechem dziennikarza było zdradzać się z nimi publicznie. Dzisiaj coraz częściej są po prostu politykami udającymi bezstronnych żurnalistów, bo tego chcą odbiorcy, czy czasy obiektywnych mediów zwyczajnie odeszły już do historii?

 

Adam Dyląg: No cóż, tak się stało, że nie tylko życie polityczne zeszło na psy, ale także część towarzystwa dziennikarskiego i to nie koniecznie związanego TVN czy „Gazetą Wyborczej”. Często w różnego rodzaju wywiadach, czy rozmowach można zauważyć zacietrzewienie ze strony dziennikarzy, gdy przepytywany unika odpowiedzi na zadane pytania, czy odpowiada nie na temat. Część tego naszego towarzystwa nie potrafi podczas programów radiowych czy telewizyjnych ukryć swoich sympatii politycznych. Wiadomo,że dziennikarz, jak i sędzia, ma swoje przekonania polityczne, które może wyrażać, ale gdy jest na antenie albo w sądzie, to powinien widzieć przed sobą człowieka, a nie wroga politycznego. Dlatego dziś człowiek nawet nie musi się wiele zastanawiać, jak będzie wyglądać rozmowa z politykami wystarczy, że zobaczy dziennikarza (kę) i już wie, który polityk będzie atakowany. Zbrutalizowało się to nasze życie codzienne wśród ludzi i to przedostało się do mediów. Przestrzegał już o takim zaangażowaniu politycznym środków masowego przekazu mało znany w Polsce pisarz Leopold Tyrmand w latach 70-tych. Pisał na ten temat w Stanach Zjednoczonych, któremu już tam w tym czasie zakładano cenzurę. Dlatego dziś już trudno mówić o etyce dziennikarskiej wśród wielu dziennikarzy, dla których liczy się tylko kasa.

Lewica dogadała się z PiS (lub PiS z Lewicą) w sprawie warunków pod jakim poprze ratyfikację Europejskiego Funduszu Odbudowy. Porozumienie to spowodowało ogromne zamieszanie na polskiej scenie politycznej. Politycy PO dramatyzując oskarżają Lewicę o zdradę opozycji, Konfederacja oskarża PiS o zmowę z komunistami, natomiast premier Morawiecki chwali Lewicę jako tą odpowiedzialną opozycję, dla której dobro polskiego społeczeństwa jest sprawą nadrzędną.

Czy porozumienie PiS-u z Lewicą, to dobra decyzja partii dobrej zmiany?

 

 

 

Mirosław Lisowski: Od strony strategicznej, to wsparcie Lewicy dla rządu Prawa i Sprawiedliwości w sprawie Krajowego Planu Odbudowy i pozyskania środków unijnych, jest doskonałym posunięciem. Celowo wskazuję „rządu PiS”, gdyż Porozumienie Jarosława Gowina, a tym bardziej Solidarna Polska Zbigniewa Ziobro, odegrały w tej sprawie zgoła inną rolę. Nie pora o tym, ale myślę, że konsekwencje takiego zachowania, a nie innego, będą bardzo duże. Ponadto warto zwrócić uwagę na to, że „ta” Lewica, to nie tylko twarz Włodzimierza Czarzastego, ale także (a może przede wszystkim) ludzie młodego pokolenia, którzy myślą już innymi kategoriami, nie tylko historycznymi. Dlatego taki ostry i paniczny atak PO na Lewicę. Oni wiedzą, że coś się skończyło i coś się zaczęło. Uwaga powinna być teraz skupiona na Senacie. Może to być początek dużych zmian.

 

Aleksander Wiśniewski: Sojusz PiS i Lewicy, to dobra decyzja, ponieważ spowodowała ogromne zamieszanie w szeregach totalnej opozycji. Wyłącznie antypisowska polityka PO, z jej głównodowodzącym Budką, została zmarginalizowana, a Lewica, jako ta odpowiedzialna część opozycja, być może zyska nowych zwolenników. PiS bardzo sprytnie rozegrał sprawę Funduszu Odbudowy, bo teraz wszyscy będą się przyglądać wojnie w opozycji – PO vs Lewica. Głęboki polityczny kryzys w Zjednoczonej Prawicy zejdzie na dalszy plan, bądź zostanie zupełnie zapomniany. Krótko mówiąc:porozumienie PiS – Lewica, to wizerunkowe zwycięstwo partii dobrej zmiany.

 

Krzysztof Wieczorek: Być może to naiwne myślenie, ale popieram stanowisko premiera Morawieckiego, który dostrzega w Lewicy odpowiedzialną opozycję, dla której dobro polskiego społeczeństwa wydaje się być sprawą nadrzędną. Czas pokaże, czy będzie to posunięcie, które w istocie umocni pozycję PiS. Gdy jednak spojrzeć na politykę socjalną realizowaną przez partię prezesa Kaczyńskiego, to w istocie nietrudno dostrzec tu pewne zbliżenie i zpewnością jest to bardziej konstruktywny ruch niż poszukiwanie zbliżenia z PO, która od lat skupia się jedynie na krytyce, nie wnosząc do polityki nic twórczego.

 

Zbigniew Wolny: Jestem mile zaskoczony decyzją Lewicy, która wzniosła się ponad polityczne podziały. Czyżby obudził się w tej partii duch odpowiedzialności za Państwo? Politycy PiS wykonali doskonałą robotę przekonując władze Lewicy do głosowania za Funduszem Odbudowy. Pokazali, że wszystkie metody polityczne są dozwolone, kiedy chodzi o nadrzędne dobro Narodu. Przecież te pieniądze są Polsce niezbędne dla dalszego rozwoju. Niestety PO z uporem maniaka, zaślepione nienawiścią do Prawa i Sprawiedliwości, zupełnie tego nie rozumie. Myślę, że wyborcy tego nie zapomną. Jest takie stare polskie powiedzenie: „Jeżeli Bóg chce kogoś pokarać, to odbiera mu rozum.” Chyba Platformie Obywatelskiej już dawno odebrał.

 

Paweł Skutecki: Sojusz taktyczny PiS-u i Lewicy, to majstersztyk strategów Prawa i Sprawiedliwości, obliczony z jednej strony faktycznie na wpompowanie olbrzymich pieniędzy w polską gospodarkę, ale drugi cel jest chyba równie ważki. Naprawdę niewielkim kosztem Nowogrodzka chyba już ostatecznie wypchnęła Platformę Obywatelską z poważnej polityki. W sytuacji, kiedy formacja Szymona Hołowni jest tworem medialno-sondażowym, znów wracamy do punktu, w którym trudno znaleźć kogoś, z kim PiS mógłby przegrać. I wbrew pozorom nie jest to dobra wiadomość, także dla Nowogrodzkiej.

 

Adam Dyląg: , iż dogadanie się Lewicy z PiS, to pokazanie, że PiS jest partią, która potrafi zawierać kompromisy. To tylko dobrze świadczy o kierownictwie w Lewicy, jak i w PiS. Sprawa Polski zawsze jest sprawą priorytetową i pomimo różnic politycznychnależy ją stawiać na pierwszym miejscu! Platforma pokazała po raz kolejny że jej jedyny program, to antyPiS, natomiast Polska, to „sukno”,które można drzeć na kawałki dla własnego interesu. Oczywiście jest to sukces, ale należy pamiętać, że pieniądze z tego funduszu muszą być dobrze zainwestowane, gdyż sporą ich część trzeba będzie jednak zwrócić!