Portal dwutygodnika
Strona główna kalejdoskop

kalejdoskop

Lewica dogadała się z PiS (lub PiS z Lewicą) w sprawie warunków pod jakim poprze ratyfikację Europejskiego Funduszu Odbudowy. Porozumienie to spowodowało ogromne zamieszanie na polskiej scenie politycznej. Politycy PO dramatyzując oskarżają Lewicę o zdradę opozycji, Konfederacja oskarża PiS o zmowę z komunistami, natomiast premier Morawiecki chwali Lewicę jako tą odpowiedzialną opozycję, dla której dobro polskiego społeczeństwa jest sprawą nadrzędną.

Czy porozumienie PiS-u z Lewicą, to dobra decyzja partii dobrej zmiany?

 

 

 

Mirosław Lisowski: Od strony strategicznej, to wsparcie Lewicy dla rządu Prawa i Sprawiedliwości w sprawie Krajowego Planu Odbudowy i pozyskania środków unijnych, jest doskonałym posunięciem. Celowo wskazuję „rządu PiS”, gdyż Porozumienie Jarosława Gowina, a tym bardziej Solidarna Polska Zbigniewa Ziobro, odegrały w tej sprawie zgoła inną rolę. Nie pora o tym, ale myślę, że konsekwencje takiego zachowania, a nie innego, będą bardzo duże. Ponadto warto zwrócić uwagę na to, że „ta” Lewica, to nie tylko twarz Włodzimierza Czarzastego, ale także (a może przede wszystkim) ludzie młodego pokolenia, którzy myślą już innymi kategoriami, nie tylko historycznymi. Dlatego taki ostry i paniczny atak PO na Lewicę. Oni wiedzą, że coś się skończyło i coś się zaczęło. Uwaga powinna być teraz skupiona na Senacie. Może to być początek dużych zmian.

 

Aleksander Wiśniewski: Sojusz PiS i Lewicy, to dobra decyzja, ponieważ spowodowała ogromne zamieszanie w szeregach totalnej opozycji. Wyłącznie antypisowska polityka PO, z jej głównodowodzącym Budką, została zmarginalizowana, a Lewica, jako ta odpowiedzialna część opozycja, być może zyska nowych zwolenników. PiS bardzo sprytnie rozegrał sprawę Funduszu Odbudowy, bo teraz wszyscy będą się przyglądać wojnie w opozycji – PO vs Lewica. Głęboki polityczny kryzys w Zjednoczonej Prawicy zejdzie na dalszy plan, bądź zostanie zupełnie zapomniany. Krótko mówiąc:porozumienie PiS – Lewica, to wizerunkowe zwycięstwo partii dobrej zmiany.

 

Krzysztof Wieczorek: Być może to naiwne myślenie, ale popieram stanowisko premiera Morawieckiego, który dostrzega w Lewicy odpowiedzialną opozycję, dla której dobro polskiego społeczeństwa wydaje się być sprawą nadrzędną. Czas pokaże, czy będzie to posunięcie, które w istocie umocni pozycję PiS. Gdy jednak spojrzeć na politykę socjalną realizowaną przez partię prezesa Kaczyńskiego, to w istocie nietrudno dostrzec tu pewne zbliżenie i zpewnością jest to bardziej konstruktywny ruch niż poszukiwanie zbliżenia z PO, która od lat skupia się jedynie na krytyce, nie wnosząc do polityki nic twórczego.

 

Zbigniew Wolny: Jestem mile zaskoczony decyzją Lewicy, która wzniosła się ponad polityczne podziały. Czyżby obudził się w tej partii duch odpowiedzialności za Państwo? Politycy PiS wykonali doskonałą robotę przekonując władze Lewicy do głosowania za Funduszem Odbudowy. Pokazali, że wszystkie metody polityczne są dozwolone, kiedy chodzi o nadrzędne dobro Narodu. Przecież te pieniądze są Polsce niezbędne dla dalszego rozwoju. Niestety PO z uporem maniaka, zaślepione nienawiścią do Prawa i Sprawiedliwości, zupełnie tego nie rozumie. Myślę, że wyborcy tego nie zapomną. Jest takie stare polskie powiedzenie: „Jeżeli Bóg chce kogoś pokarać, to odbiera mu rozum.” Chyba Platformie Obywatelskiej już dawno odebrał.

 

Paweł Skutecki: Sojusz taktyczny PiS-u i Lewicy, to majstersztyk strategów Prawa i Sprawiedliwości, obliczony z jednej strony faktycznie na wpompowanie olbrzymich pieniędzy w polską gospodarkę, ale drugi cel jest chyba równie ważki. Naprawdę niewielkim kosztem Nowogrodzka chyba już ostatecznie wypchnęła Platformę Obywatelską z poważnej polityki. W sytuacji, kiedy formacja Szymona Hołowni jest tworem medialno-sondażowym, znów wracamy do punktu, w którym trudno znaleźć kogoś, z kim PiS mógłby przegrać. I wbrew pozorom nie jest to dobra wiadomość, także dla Nowogrodzkiej.

 

Adam Dyląg: , iż dogadanie się Lewicy z PiS, to pokazanie, że PiS jest partią, która potrafi zawierać kompromisy. To tylko dobrze świadczy o kierownictwie w Lewicy, jak i w PiS. Sprawa Polski zawsze jest sprawą priorytetową i pomimo różnic politycznychnależy ją stawiać na pierwszym miejscu! Platforma pokazała po raz kolejny że jej jedyny program, to antyPiS, natomiast Polska, to „sukno”,które można drzeć na kawałki dla własnego interesu. Oczywiście jest to sukces, ale należy pamiętać, że pieniądze z tego funduszu muszą być dobrze zainwestowane, gdyż sporą ich część trzeba będzie jednak zwrócić!

 10 kwietnia 2010 r. na lotnisku Smoleńsk-Północny rozbił się rządowy samolot Tu-154M z 96 osobami na pokładzie. Zginął prezydent Lech Kaczyński wraz z małżonką Marią, ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, a także wielu urzędników państwowych, wojskowych i duchownych. Delegacja leciała do Rosji na obchody rocznicowe zbrodni katyńskiej.Film dokumentalny Ewy Stankiewicz „Stan zagrożenia”, którego emisję wcześniej kilka razy przekładano, został ostatnio pokazany w TVP1, oraz na życzenie widzów ponownie w TVP Info. Zawarte w filmie materiały są szokujące. Równie szokujące są niektóre komentarze osób (Donald Tusk), które po emisji filmu ukazały się na portalach społecznościowych. (Film i komentarze można obejrzeć w Internecie). Minęło 11 lat od tragedii w Smoleńsku, a sprawa do dziś nie została w pełni wyjaśniona.

Czy kiedykolwiek poznany prawdziwą przyczynę smoleńskiej tragedii?

 

 

Mirosław Lisowski: Myślę, że Raport Komisji Antoniego Macierewicza i film Ewy Stankiewicz przybliżają nas do prawdy. Tylko, że tej naszej. Dopóki Rosją będą rządzić spadkobiercy NKWD i KGB, pokroju Putina, dopóty nie poznamy ich „prawdy”. Tak było z Katyniem. Musiała nastąpić „odwilż” i Borys Jelcyn, by mogły ujrzeć światło dzienne dokumenty potwierdzające sprawczość Stalina i „bolszewi”. Oczywiście nie możemy czekać na łaskawość władców Kremla. Należy przedstawiać światu naszą prawdę na temat tego, co się stało 10 kwietnia 2010 r. Tym bardziej teraz, kiedy opadają maski i nawet prezydent Biden nazywa Putina zabójcą.

 

Aleksander Wiśniewski: Jeśli przez ponad 10 lat prawda o przyczynach rozbicia się samolotu z polską delegacją rządową na lotnisku w Smoleńsku jest blokowana (w polskich mediach również) nie mam wątpliwości, iż w bliżej określonym czasie nie poznamy prawdy o smoleńskiej tragedii, która wówczas boleśnie dotknęła prawie wszystkich Polaków. Jednak biorąc pod uwagę, iż przez 50 lat (1940–1990) władze ZSRR zaprzeczały swojej odpowiedzialności za zbrodnię katyńską, a 13 kwietnia 1990 roku oficjalnie przyznały, że była to „jedna z ciężkich zbrodni stalinizmu”, nie tracę nadziei na pełne wyjaśnienie przyczyn katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r. Katastrofy w której zginęło 96 osób, w tym Prezydent RP prof. Lech Kaczyński wraz z Małżonką Marią Kaczyńską.

 

Krzysztof Wieczorek: Do dziś nie wiemy, jakie były przyczyny katastrofy Liberatora, który 4 lipca1943 r. z gen. Władysławem Sikorskim – premierem i Naczelnym Wodzem Polskich Sił Zbrojnych na pokładzie oraz towarzyszącymi mu osobami runął do morza tuż po starcie.Domysły miało rozwiać śledztwo prowadzone przez brytyjską komisję. Propaganda niemiecka szybko obwiniła za ów wypadek Anglików i Sowietów. Teorii było wiele, zwłaszcza że Brytyjczycy jednoznacznie nie ustalili, co było przyczyną wypadku. Mówiono nawet, że katastrofa była mistyfikacją, a generała zamordowano wcześniej. Skoro przez blisko osiemdziesiąt lat nie sposób dociec prawdy, to tym bardziej nie sądzę, by w sprawie tragedii prezydenckiego Tupolewa sprzed jedenastu lat było inaczej. W obu tych wypadkach jest nieco podobieństw i w obu ścierają się różne narracje.

 

Zbigniew Wolny: Prawdziwą przyczynę tej strasznej tragedii powinniśmy poznać już dawno. Niestety oddanie przez premiera Tuska wyjaśnienie katastrofy z ręce Rosjan, według mnie zablokowało dojście do prawdy na bardzo długie lata, a nawet na zawsze. Podobnie jest z wyjaśnieniem katastrofy samolotu generała Sikorskiego w Gibraltarze. Bałwochwalcza spolegliwość wobec Rosjan rządu Tuska przeraża i dobitnie świadczy, że nasze państwo w tamtych czasach naprawdę było teoretyczne.

 

Paweł Skutecki: Wciąż nie znamy prawdy o mniejszego kalibru wydarzeniach, a tutaj wszystkie możliwe poszlaki wskazują na to, że… nic nie wiemy na pewno. Moim zdaniem okoliczności wydarzenia w Smoleńsku, kontekst geopolityczny i sama bolesna symbolika miejsca wskazują na to, że nie mamy najmniejszych szans za naszego życia poznać prawdy. Zresztą, skoro do dzisiaj, po tylu latach, Rosjanie wciąż nie są w stanie w normalny, przyjazny sposób współpracować z polską stroną… Inną sprawą jest to, że my sami nie potrafimy przepracować tej traumy, czego dowodzi fakt, że zamiast wspólnej modlitwy wciąż mamy do czynienia z jakimś szałem nienawiści przeciwników Śp. prezydenta.

 

Adam Dyląg: Dziś po 11 latach od tragedii w Smoleńsku trudno jest ocenić postronnej osobie co, tak naprawdę wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku. Raport Anodiny, to moim zdaniem został zrobiony na potrzeby propagandy rosyjskiej. Jednak trudno nie zgodzić się z wieloma ekspertami, którzy twierdzą, iż urwane skrzydło przez brzozę, to śmieszna teoria. Do tego obrócenie samolotu o 180 stopni na wysokości kilku metrów też wydaje się mało prawdopodobne. Rzetelnych badań bez czarnych skrzynek i wraku nie da się przeprowadzić. Ponadto to, co się stało się później: rozbijanie okien, dewastacja tego, co zostało z samolotu, nie pozwoli chyba już na ustalenie faktycznej przyczyny katastrofy. Nie jestem przekonany, że to był zamach, jednakże „coś” musiało spowodować tak poważne uszkodzenia samolotu i fakt, że nikt nie przeżył. To „coś” będzie nas jeszcze długo gnębić. Być może nigdy nie poznamy prawdy!

 

 Dzisiaj ze smutkiem w „Kalejdoskopie”(wydarzeń).21 marca 2021 roku zmarł Adam Zagajewski, ostatni z wielkich, współczesnych polskich poetów. Od kilkudziesięciu lat nie objawił się poeta, który zdobyłby serca Polaków tak, jak Herbert, czy Różewicz.

Czy ze śmiercią Zagajewskiego musimy się pożegnać z poezją w życiu i świadomości Narodu?

 

 

Mirosław Lisowski: Twierdzenie, że poeci są sumieniem narodu, stało się już niestety nieaktualne. I nie tylko wiąże się to z tymi Wielkimi, którzy jak Adam Zagajewski – odchodzą do Niebiesiech. Świat, ujmując to kolokwialnie – spsiał. Nie liczą się autorytety, ale jacyś „celebryci”, którzy znani są tylko z tego, że są znani. Którzy z totalnego ekshibicjonizmu, wylewającego się z socjal-mediów, uczynili sposób na życie, na rozpoznawalność. W kąt poszła poezja, jej mądrość. Ale, jak uczy historia, znów nadejdzie czas poetów. I by rzec za Czesławem Miłoszem: Niektórzy mówią, że nas oko łudzi. / I że nic nie ma, tylko się wydaje, / Ale ci właśnie nie mają nadziei. / Myślą, że kiedy człowiek się odwróci, / Cały świat za nim zaraz być przestaje, / Jakby porwały go ręce złodziei.

 

Aleksander Wiśniewski: Nie musimy. Musimy z nadzieją czekać aż minie czas brutalizacji życia społecznego, politycznego, bywa, że rodzinnego. Nadejdzie czas, że skończą się wulgaryzmy „Strajku kobiet”, bezsensowna nienawiść do siebie polityków odmiennych opcji zarówno w polskim Sejmie, jak i w Parlamencie Europejskim. Nadejdzie czas, kiedy TVP skończy z propagandą, tanią, miałką rozrywką, pogonią za rosnącą oglądalnością, a zacznie proponować Polakom kulturę. KULTURĘ. Nadejdzie czas wielkich poetów, wielkich pisarzy, wielkich kompozytorów, bo nadejść musi. Naród nie może na zawsze ugrzęznąć w bagnie chamstwa, brutalności, bylejakości. Czekajmy z nadzieją.

 

Krzysztof Wieczorek: Poezja jest tajemnicą, czymś, co trudno zdefiniować. Jak mówił zmarły Adam Zagajewski – w minionych czasach od poetów oczekiwano sprawiedliwego osądu świata, wtedy poezja musiała przyjąć funkcje etyczne. Dziś jest to sposób widzenia świata. Poeta patrzy przez bardzo grube okulary, widzi świat zniekształcony, ale dzięki tej deformacji może mówić więcej. Myślę, że drzemie w każdym z nas. Czasem budzi się, kiedy pod wpływem silnych przeżyć próbujemy powiedzieć coś po swojemu, zwykle najczęściej do szuflady, bo mamy w sobie nieco samokrytycyzmu. Poezja budzi także pewną wrażliwość. I to jest najcenniejsze, tego nie może nam zabraknąć, zwłaszcza w dzisiejszym, tak skomplikowanym świecie pomieszanych wartości. Dlatego jest tak ważna i zwłaszcza w świadomości narodu nigdy nie powinno jej zabraknąć. Gdy zabraknie – będzie to kres świata jaki znamy.

 

Zbigniew Wolny: Jeżeli kochamy wielką literaturę, to nigdy się z nią nie pożegnamy. Zawsze będzie żyła w nas i świadomości Narodu, zapewne także całej ludzkości. Tak, jak żyje poezja Mickiewicza, Norwida, Tuwima, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Andrzeja Bursy i innych wielkich. Adam Zagajewski wywodzi się z pokolenia innych wielkich polskich poetów tamtego nieludzkiego czasu komuny, którzy niestety umarli młodo, nie doczekawszy wolności, zaszczytów i orderów. Są to zapomniani dzisiaj tzw. poeci wyklęci. Pamiętajmy i czytajmy również Edwarda Stachurę, Rafała Wojaczka, Ryszarda Milczewskiego Bruno. Im także należą się pomniki. Kochajmy artystów, tak szybko odchodzą.

 

Paweł Skutecki: Żyjemy w czasach okrutnych dla wielkiej sztuki. Od wielu lat nie pojawił się w Polsce żaden geniusz literacki, kompozytorski czy plastyczny, a z drugiej strony – bardziej brutalnej – na taki talent nie ma dzisiaj zapotrzebowania. Wielkie jest to, co się najlepiej sprzedaje, a sprzedaje się to, co trafia w gusta średnie, przeciętne. Dzisiaj ani Penderecki, ani Herbert, ani nawet Niemen pewnie by nie królowali na listach bestsellerów. Musimy się chyba już z tym pogodzić, że aktualnie jedyną powszechnie dostępną i używaną sztuką są sezonowe gwiazdy internetowej estrady i twarze kojarzone z telewizyjnych seriali. Jestem mimo wszystko pewny, że kiedyś wróci głód literatury ponadczasowej, konstytuującej naszą tożsamość narodową. To tylko kwestia czasu.

 

Adam Dyląg: Myślę że nie, chociaż w obecnym czasie promowana jest byle jakość i to nie tylko w literaturze, ale także w innych dziedzinach kultury. Jeżeli słyszę, że pani noblistka Tokarczuk uważa, że napisy noszone przez protestujących na strajku kobiet, to nowa forma literacka, to budzi się w człowieku obrzydzenie! Jednak jestem przekonany, że jest wielu pisarzy, którzy dbają o warsztat i za kilka, a może kilkanaście lat znów wrócimy do literatury przez duże „L”. Ludzie z czasem dorastają (choć nie wszyscy) i przychodzi potrzeba przeczytania dobrej książki, czy wiersza, dlatego muszą się pojawić pisarze, którzy odpowiedzą na potrzeby takiego homo sapiens. Mam nadzieję, że jednak tak się stanie.

 

Dzisiaj w „Kalejdoskopie”(wydarzeń) o szeroko dyskutowanym w mediach społecznościowych zdarzeniu – usunięcia z pociągu IC 3512 niepełnosprawnego BawerAondo-Akaa, pochodzącego z Nigerii,polskiego działacza społecznego i antyaborcyjnego, doktora teologii, dziennikarza.

Niepełnosprawny poruszający się na wózku Pan Aondo-Akaa próbował, nie posiadając wcześniej wykupionego biletu, odbyć podróż z Krakowa do Wrocławia. W pociągu był już osiągnięty limit 50% miejsc do siedzenia, tym samym drużyna konduktorska nie mogła sprzedać podróżnemu biletu i wyniosła niepełnosprawnego z pociągu.

A zatem: Czy obsługa pociągu IC 3512 postąpiła właściwie?

 

Mirosław Lisowski: Opis podróży Pana Aondo-Akaa śmiało można zaliczyć do tych z gatunku: prawda leży po środku. Żyjemy w czasach przejaskrawiania wszystkiego w sferze medialnej, by zdobyć tzw. „cytowalność”. No bo przekaz, że kolejarze wyrzucili z pociągu niepełnosprawnego i zostawili samego na peronie, brzmi sensacyjnie i wywołuje oburzenie. Nikt jakoś nie wnika w głębię sprawy, a nawet, gdy niemal natychmiast pojawiają się wyjaśnienia PKP Intercity, umykają one w gąszczu następnych „hitowych” wieści. Zawsze wygrywa ta pierwsza czołówka na portalu, czy w gazecie – bezduszni konduktorzy wyrzucili z pociągu osobę na wózku. A że jest pandemia i rygor stosownych przepisów, nikogo już nie obchodzi. Znika zdrowy rozsądek, powaga sytuacji i odrobina pokory. Pan BawerAondo-Akaa, z całym szacunkiem dla jego dotychczasowej postawy i dokonań, po prostu nie miał biletu. I tyle na ten temat.

 

Aleksander Wiśniewski: Nie pierwszy raz żywy człowiek przegrywa z bezdusznymi przepisami, a dokładniej z brakiem ludzkiej empatii. W przypadku Pana Aondo-Akaa sprawa jest delikatna, ale także skomplikowana. Jest on bowiem znanym czarnoskórym działaczem społecznym, cieszącym się życzliwością społeczeństwa, zwłaszcza tej prawicowej jego części. Myślę, że przy odrobinie dobrej woli ze strony kolejarzy można by sprawę rozwiązać, nieznacznie naginając przepis dotyczący bezpieczeństwa epidemicznego. Z drugiej strony mogę sobie wyobrazić taką oto sytuację, że jakiś bardziej nerwowy pasażer robi awanturę załodze pociągu, twierdząc, iż ta, omijając przepis, naraża pasażera na ryzyko zarażenia koronawirusem. Hejt, jaki w Internecie wylał się na kolejarzy,upewnia mnie w przekonaniu, że każde ewentualne rozwiązanie problemu Pana Aondo-Akaa spowodowałoby potępienie wyłącznie obsługi pociągu.

 

Krzysztof Wieczorek:Nieodpłatna pomoc osobom z niepełnosprawnością zapewniana jest w granicach technicznych i organizacyjnych możliwości, jeżeli o takiej potrzebie PKP IC zostanie poinformowana z przynajmniej 48-godzinnym wyprzedzeniem. Należy tozrobić w godzinach pracy Centrum Obsługi Klienta poprzez stosowny formularz lub telefonicznie za pośrednictwem konsultanta Infolinii PKP Intercity, co jednak nie gwarantuje pomyślnego załatwienia sprawy – tyle informacja ze strony internetowej PKP Intercity. Uważam, że w trzecim dziesięcioleciu XXI wieku, gdy tak wiele mówi się o integracji osób niepełnosprawnych i łamaniu barier architektonicznych, te regulacje są po prostu nieżyciowe i oderwane od rzeczywistości. Czy istotnie przewóz osoby na wózku wymaga aż tak wielkich przygotowań logistycznych? Bareja złapałby się za głowę, gdyby żył. A na marginesie – czytając internetowe publikacje opisujące wspomniany przypadek, spotkałem się z taką ilością nieprzychylnych i rasistowskich komentarzy pod adresem pana Aondo-Akaa, że było mi po prostu wstyd.

 

Zbigniew Wolny: Z punktu widzenia osób, które odpowiadają za bezpieczeństwo pasażerów, drużyna konduktorska postąpiła właściwie. Zostali postawieni przed faktem obowiązywania takich, a nie innych przepisów, niestety wymuszonych pandemią covida,a kolejarz jest nauczony przestrzegać przepisy, jak żołnierz (mundur zobowiązuje). Wszystkie spółki kolejowe muszą stosować obowiązujące przepisy, abyśmy mogli kiedyś wrócić do normalności. Jest jednak również druga strona tego medalu – człowieczeństwo i empatia. Co ja bym zrobił na miejscu tych biednych i zaszczuwanych w Internecie kolejarzy? Warto zadać sobie takie pytanie.Pewnie starałbym się znaleźć kompromisowe rozwiązanie. Myślę, że także w tym pociągu jest tzw. „przedział służbowy” dla drużyny konduktorskiej. Tam starałbym się umieścić tego Pana, oczywiście wcześniej zgłaszając problem do swoich przełożonych. Zawsze można znaleźć rozwiązanie, nawet w czasach tak trudnych, jak pandemia koronawirusa.

 

Paweł Skutecki: Hejt, który się wylał na konduktorów ze słynnego już pociągu, sięgnął sufitu. Internety obiegła depesza radia Erewań, jakoby bezduszni kolejarze, będący w rzeczywistości zbrojnym ramieniem światowego lewactwa (Antifa przy nich to przedszkole!), wyrzucili z pociągu niepełnosprawnego, czarnoskórego orędownika prolife. Zbrodnia byłaby to niesłychana, gdyby była prawdą. Ale nie jest. Doktor Bawer zwyczajnie nie kupił biletu. Nie miał miejscówki. A rząd zmanipulowany przez uwikłanych w konflikty interesów doradców epidemicznych, wykoncypował, że wirus zaraża tylko tych, którzy siedzą na miejscach nieparzystych. Albo parzystych – w dni nieparzyste. I w ramach walki z epidemią ofiarą padł Bogu ducha winny doktor Bawer, którego konduktorzy zwyczajnie wynieśli z wózkiem inwalidzkim z pociągu i postawili na peronie. Mam wrażenie, że byli tym zgorszeni i zniesmaczeni bardziej niż ziejący jadem miłości internauci. A jedynym adresatem apeli o powrót do rozumu powinien być rząd.

 

Adam Dyląg: Gdy przeczytałem nagłówek informacji w necie strasznie się wkurzyłem, gdyż pomyślałem: znów kolejarze dali ciała, zwłaszcza że Pana Aondo-Akaa jest czarnoskórym działaczem pro-life. Jednak po przeczytaniu tekstu do końca okazało się, iż nie posiadał on ważnego biletu, a do tego stan 50% składu był już zapełniony przez pasażerów. Wydaje mi się, że załoga pociągu postąpiła słusznie w świetle obowiązujących przepisów. Niemniej jednak patrząc na całą sytuację zwyczajnie, po ludzku, to widać na ulicach w sklepach, jak ludzie do tych obostrzeń podchodzą, pomimo grożących kar. Dlatego znalezienie w całym składzie jednego miejsca dla człowieka na wózku wydaje się nie powinno stanowić aż tak wielkiego problemu, nawet naginając w którymś miejscu przepisy sanitarne. Niestety przepisy nie mają serca i są bezduszne, a zła opinia o kolejarzach idzie w sieć. Przykro, że taka sytuacja w ogóle się zdarzyła.

 

 

W świecie dzieje się wiele ciekawych, ale i dramatycznych wydarzeń. Polska nie jest od nich wolna.Dlatego będziemy w każdym z kolejnych wydań „Wolnej Drogi” publikować w stałej rubryce „Kalejdoskop” opinie naszych dziennikarzy na aktualne, dziejące się w Polsce i na świecie wydarzenia, zaprzątające uwagę większości obywateli.

Tym razem: Czy zapowiedź Platformy Obywatelskiej o likwidacji TVP Info, to atak na niezależność mediów?

 

Mirosław Lisowski: Można by rzec: o paradoksie! Oto partia, która zwie się – nie wiedzieć czemu: Platforma Obywatelska, z jednej strony wymachuje konstytucją, w której w Art. 54 czytamy: Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane, a z drugiej zaś za najważniejszy punkt swojego programu uznaje postulat:„Zlikwidujemy TVP Info”. Przekaz jest jednak prosty – dopóki jest jako taka równowaga medialna, dopóty opozycja totalna nie wygra wyborów. Nie jest w stanie przygotować atrakcyjnego programu dla wyborców, to idzie na przysłowiowe skróty. Jednak uznawanie Polaków za idiotów, którzy dadzą się kolejny raz złapać na taki numer, jest żałosne. A panowie Budka, czy Trzaskowski chcą zostać zapamiętani, jako główni cenzorzy III RP. Gratulacje!

 

Aleksander Wiśniewski: Platforma Obywatelska poza ciągłymi atakami na rządzącą obecnie w Polsce Zjednoczoną Prawicę (czytaj: PiS),nie ma żadnego realnego programu politycznego, ale aby istnieć w świadomości Polaków, musi być aktywna na płaszczyźnie medialnej. Istnieć za wszelką cenę, nawet za cenę śmieszności. Głupoty, jakie wygadują niektóre znaczące osoby z opozycji, są niekiedy porażające. Pozwolę sobie przytoczyć fragment wypowiedzi (na Twitterze) obecnego szefa PO, Borysa Budki: Należy ją [TVPInfo] zlikwidować. A potem zbudować prawdziwą telewizję publiczną – rzetelną, obiektywną i kontrolowaną przez Platformę Obywatelską. Mimo, iż mam wiele zastrzeżeń do sposobu prowadzenia TVPprzez Jacka Kurskiego, jak choćby za niekiedy wręcz nachalną propagandę,zdecydowanie wolę obecną TVP niż to, co może nam zgotować telewizja według pomysłu Budki Borysa. Niemniej buńczuczna zapowiedź likwidacji TVPInfo przez PO, to jednak jakaś forma ataku na niezależność mediów, choć moim zdaniem, infantylna, bez większego znaczenia.

 

Krzysztof Wieczorek:To nic innego, jak akt zemsty politycznej. Zwykle bywa tak, że telewizja publiczna jest głosem partii rządzącej. Tak było wcześniej, tak jest i teraz. I najprawdopodobniej, jeśli w kolejnych wyborach wygra inna partia, to również tak będzie. Ciekaw jestem, czy wówczas ten postulat będzie równie aktualny. Ataki i złośliwe komentarze opozycji dotyczące TVP Info, w istocie godzą w niezależność mediów. Obecnie w polskiej telewizji ścierają się trzy różne narracje: TVP, TVN oraz Polsatu. Dobrze, że tak jest. Każdy może wybrać taki przekaz, jaki mu odpowiada. Gorzej, jeśli przy tym wyłącza się samodzielne myślenie i uczciwy osąd rzeczywistości.

 

Zbigniew Wolny: Jeżeli partia polityczna nie ma programu, tylko puste frazesy – a takowego Platforma Obywatelska nigdy nie miała – to, co robi? Stara się zamknąć usta dziennikarzom, którzy to krytykują. Jak to robi? Straszy, że po dojściu do władzy wyrzuci ich na bruk i zamknie telewizyjny program informacyjny, w którym pracują. Iście szatański pomysł, bardzo „demokratyczny”. Który kanał informacyjny tak się naraził „demokratom” z Platformy Obywatelskiej? Oczywiście kanał informacyjny publicznej telewizji, TVP Info, opanowany przez wrednych, mało inteligentnych dziennikarzy, którzy nie rozumieją wielkiej i dziejowej misji, jaką do spełnienia w Polsce, ba! w Europie, a nawet świecie ma Platforma Obywatelska. Szanowni Czytelnicy, to co zamierza zrobić ta partia, po ewentualnym dojściu do władzy- myślę, że Bóg na to nie pozwoli – to zwyczajny zamach na wolność i niezależność mediów. Takie rzeczy dzieją się tylko w niedemokratycznych państwach. Dzisiaj, to jest jedyny program Platformy, za wszelką cenę, nawet kosztem niedemokratycznych posunięć pozbawić PiS władzy. Jeżeli dobry Bóg chce kogoś pokarać, to mu odbiera rozum. Niestety włodarzom z PO już dawno odebrał. I może dobrze.

 

Paweł Skutecki: Ani ci, którzy traktują publiczne media, jako partyjną krzykaczkę, ani ci, którzy chcą je zlikwidować, czy sprzedać temu, kto da więcej, zwyczajnie nie rozumieją, czym one są. Samo porównanie kilkudziesięcioletniego dorobku, tradycji, archiwaliów i majątku sieci publicznych rozgłośni radiowych i telewizji do przedsięwzięć komercyjnych, nastawionych – zgodnie z prawem handlowym – wyłącznie na zysk, jest głębokim nieporozumieniem. Faktem jest, że polskie media publiczne muszą w mniej, czy bardziej bolesny sposób wejść wreszcie w XXI wiek pod względem zarządzania i pojmowania swojego miejsca na rynku, podobnie jak Poczta Polska czy koleje państwowe, ale pomysły likwidatorów świadczą wyłącznie o ich horyzontach myślowych.

 

Adam Dyląg: Propozycja PO mająca na celu likwidację TVP Info, to nic innego, jak próba ograniczenia wolności słowa. Ja rozumiem, że w TVP Info są informacje na temat działań posłów opozycji, ale to nie jest powód do jego likwidowania! A tak na marginesie, to gdy po 20.00 odbywają się debaty i rozmowy z politykami, to jest tam naprawdę pluralizm. Mogą się wypowiadać przedstawiciele wszystkich ugrupowań. Dlatego likwidacja TVP Info, to czysty zamordyzm stosowany przez obecną poprawność polityczną!

 

Tym razem: O co chodzi w „Strajku Kobiet”?

 

 

Aleksander Wiśniewski: Oficjalnie kobiety nie godzą się na odbieranie im prawa wyboru. Ewentualnie mógłbym zgodzić się na taką argumentację, gdyby nie forma protestu. Czy domagając się prawa o decydowaniu o tym, czy pozbyć się niechcianej ciąży – nazwijmy rzecz po imieniu – zabiciu swego nienarodzonego dziecka, trzeba demolować miasta? Fizycznie atakować tych wszystkich, którzy mają inne zdanie (w tym dziennikarzy)? Wykrzykiwać wulgarne hasła? Instruować uczestników, także czternastoletnie dziewczynki, jak zaznaczyć przez bazgranie czerwoną farbą (sic!) wulgaryzmów na chodnikach i elewacjach domów oraz okrzykami „Aborcja jest fajna”, swoją obecności na tzw. „proteście”? Nawoływać do zmiany rządu? A może hasło „To Jest Wojna” wyjaśnia, o co chodzi w „Strajku Kobiet”?

Krzysztof Wieczorek: Mamy tu do czynienia ze starciem nie tylko w wymiarze światopoglądowym, ale przede wszystkim etycznym, do którego trudno odnieść zasady demokracji. Wszak jeśli nawet jakikolwiek trybunał, czy większość parlamentarna uzna zabójstwo za czyn dopuszczalny, to nadal pozostaje on zabójstwem. Także dla człowieka niewierzącego postulat zabijania dzieci nienarodzonych przeczy zasadom etyki. Niestety, hasła coraz odważniej głoszone przez aktywistów protestu potwierdzają, że chodzi tu nie tyle o dzieci z wadami rozwojowymi, lecz o szeroko pojętą liberalizację prawa do aborcji. Można jedynie ubolewać, że zacietrzewienie strajkujących przekroczyło akceptowalne formy i przestało sprzyjać jakiejkolwiek rzeczowej dyskusji.

 

Zbigniew Wolny: Ostatnie manifestacje tzw. „strajku kobiet” upewniły mnie, że szczytne ideały walki o prawa kobiet nijak mają się do tego, co wyprawiają manifestanci. Szczególnie w Warszawie przekroczone zostały wszystkie granice przyzwoitości. Agresja, chamstwo, a przede wszystkim pierwotna nienawiść młodych ludzi do wszystkiego, co jest podstawą człowieczeństwa, budzi we mnie grozę i strach. Dokąd zmierzasz człowieku. Marta Lempart, jak wytrawny pedagog, instruuje młodych zadymiarzy –„Zostawcie po sobie ślad”. I młodzi ludzie zostawiają ślad, niszcząc co się da na swoje drodze. Przyszłe matki i ojcowie szczególnie upodobali sobie niszczenie billboardów z plakatem „pro-life”, na którym widać nienarodzone dziecko w sercu. Plakat jest bardzo wyważony i według mnie nie wywołuje agresji swoim przekazem. Niestety, przeszkadza tym młodym ludziom, którzy nie kochają życia. Dzisiaj niszczą oni plakaty. Jutro mogą podpalać domy i palić książki.

 

Paweł Skutecki: W Polsce doskonale się sprawdza kilka mechanizmów społecznych. Od co najmniej trzydziestu lat perfekcyjnie działa metoda odwracania uwagi. Służą do tego trzy czerwone płachty: aborcja, adopcja dzieci przez homoseksualistów i finanse kościoła. Jeśli sytuacja jest bardzo poważna, może te płachty łączyć, ale tym razem, choć na szali jest rozmontowanie modelu gospodarki opartej na prywatnych małych i średnich firmach, nie trzeba regulować odbiorników. Ewentualnie można doprawić Owsiakiem i sądami, to w zupełności wystarczy, żeby Polacy mieli o czym dyskutować tak długo, aż się okaże, że ich firmy już nie istnieją lub przejął je Orlen.

 

Adam Dyląg: O co tak naprawdę chodzi w strajku kobiet? Na to pytanie jest niezmiernie trudno odpowiedzieć, ponieważ same protestujące już nie wiedzą. Na początku chodziło o wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który uznał, iż zabijanie dzieci w związku z prawdopodobieństwem wystąpienia, np. zespołu Downa, jest niezgodne z Konstytucją. Natomiast teraz, to chodzi o wszystko i o nic. Hasła „aborcja na żądanie”, „piekło kobiet” itp., oraz wulgarne słownictwo i nawoływanie do przemocy, są chyba tylko sposobem odreagowania na panujące ograniczenia związane z pandemią. Oczywiście jest tu także podtekst polityczny, bo zarówno lewica, jak i PO chcą wykorzystać ten protest dla własnych celów i zbić na nim choć kilka punktów procentowych, ale okazuje się, że tak nie jest.

 

Od Redakcji

W świecie dzieje się wiele ciekawych, ale i dramatycznych wydarzeń. Polska nie jest od nich wolna – pandemia koronawirusa, kontrowersje wokół szczepionek, lockdown, który przybiera formy coraz bardziej ograniczające nasze swobody i prawa, oraz nieuchronny kryzys gospodarczy, to wystarczające powody do niepokoju. W naszym kraju bezpardonowa, niekiedy brutalna walka z obozem rządzącym i ciągłe nowe coraz brutalniejsze formy różnych protestów, to także powód do obaw o przyszłość.

Dlatego od tego numeru będziemy w każdym z kolejnych wydań „Wolnej Drogi” publikować w stałej rubryce „Kalejdoskop zdarzeń” opinie naszych dziennikarzy na aktualne, dziejące się w Polsce i na świecie wydarzenie, zaprzątające uwagę większości obywateli.

W imieniu Zespołu bardzo proszę Szanownych Czytelników o Wasze opinie i propozycje tematów do dyskusji. Do Waszej dyspozycji cały czas jest dostępny e-mail: opinie@wolnadroga.pl. Każdy Wasz głos jest dla nas bardzo cenny.

Mirosław Lisowski, redaktor naczelny