Portal dwutygodnika
[wpseo_breadcrumb]

Kolej na Solidarność

Nie ma w Polsce chyba żadnego miasta, w którym nie powstałby komitet czy oddział Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”. Nie inaczej mogło być w największych miastach Polski w tym w Bydgoszczy.

Początek ruchowi solidarnościowemu w Bydgoszczy dało utworzenie 28 sierpnia 1980 r. Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Zakładach Rowerowych „Romet”. Wkrótce, 4 września 1980 r. został on przekształcony w Międzyzakładowy Komitet Założycielski. Początkowo skupiał on 32 zakłady, szybko jednak dołączały załogi kolejnych zakładów i firm. W połowie września 1980 roku Międzyzakładowy Komitet Założycielski skupiał w swoich szeregach 135 organizacji. Zanim doszło do wprowadzenia Stanu Wojennego w Polsce  Region bydgoski NSZZ „Solidarność” liczył aż 294 tysiące członków. Dla lepszej organizacji MKZ podzielono na kilka działów: związkowy, interwencyjny, informacji i propagandy, prawny i lektorski, który w styczniu 1981 r. zmienił nazwę na Wszechnicę Związkową.

Jak wylicza Melania Dereszyńska-Romaniuk: Od 7 października 1980 organem prasowym bydgoskiego MKZ było pismo „Wolne Związki”, a od 19 stycznia 1981 ukazywał się niezależny „Serwis Informacyjny”. Jesienią 1981 r. oba pisma zastąpiło pismo codzienne „Protest”. W okresie od listopada do grudnia 1981 r. wychodziły niezależne od ZR „Impulsy”, a od kwietnia do grudnia 1981 własne pismo „Indeks” wydawał NZS. Od kwietnia do grudnia 1981 r. „S” RI wydawała „Chłopską Sprawę”.

Najgłośniejszym wydarzeniem związanym z bydgoską „Solidarnością” było pobicie 19 marca 1981 r. na posiedzeniu WRN w Bydgoszczy zaproszonych przedstawicieli „Solidarności” – Michała Bartoszczego, Mariusza Łabentowicza i będącego również obecnie w składzie redakcyjnym Wolnej Drogi Jana Rulewskiego. To wydarzenie zapoczątkowało tzw. „Kryzys bydgoski”.

Zamierzano wymóc na ówczesnej władzy zgodę na rejestrację związku zawodowego  rolników indywidualnych. Nadzieje jednak okazały się płonne, a przedstawiciele „Solidarności” nie zostali nawet dopuszczeni do głosu. Przedwczesne zamknięcie sesji wywołało ogromne wzburzenie wśród zebranych. Związkowcy zapowiedzieli wręcz okupację sali sesyjnej. To nie było korzystne dla władzy. Próbowano negocjować, lecz związkowcy twardo obstawali przy swoich postulatach. Na miejsce więc wezwano oddziały Milicji Obywatelskiej oraz ZOMO. Dowodził nimi bezpośrednio szef ZOMO mjr Henryk Bednarek. Mundurowi siłowo rozpoczęli wyprowadzanie protestujących związkowców. W trakcie przepychanek używano pałek, związkowcy się bronili.

„Milicjanci wyprowadzają pojedynczo związkowców do bramy. Dwóch cywili prowadzi sześćdziesięcioośmioletniego Michała Bartoszcze. […] Nagle podchodzi trzeci cywil, Wali go na odlew w twarz. Raz, drugi, trzeci… okłada pięściami. […] Nagle znów krzyk, coraz głośniejszy, przechodzący momentami w długie monotonne wycie. Wycie maltretowanego człowieka. To Rulewski. Uwija się nad nim gromadka cywili. Biją go na oślep, kopią. Gdy upada, podnoszą z ziemi i znów biją” – wspominał jeden z uczestników protestu.

Michał Bartoszcze, Mariusz Łabentowicz i Jan Rulewski trafili do szpitala. Informacje o zajściach w Bydgoszczy rozeszły się po całym kraju „lotem błyskawicy”. Nawet papież Jan Paweł II zabrał głos na ten temat w jednej ze swoich homilii. To jedynie dodało związkowcom otuchy i animuszu. 20 marca w regionie bydgoskim przeprowadzono dwugodzinny strajk protestacyjny. Była to odpowiedź na wydarzenia z poprzedniego dnia. Na 23–24 marca zwołano do Bydgoszczy posiedzenie władz krajowych NSZZ „Solidarność”, gdzie uchwalono, że 27 marca przeprowadzony będzie czterogodzinny strajk ostrzegawczy, a jeśli nie przyniesie on wymiernych korzyści, 31 marca ogłoszony zostanie strajk generalny.

27 marca doszło do ogólnopolskiego strajku. W Bydgoszczy odsetek protestujących wyniósł aż 87 %. Władza musiała się ugiąć, rozpoczęto negocjacje z najważniejszymi osobami w państwie. Komunistów reprezentował wicepremier Mieczysław Rakowski, stronę solidarnościową Lech Wałęsa, który wcześniej wielokrotnie nawoływał Jana Rulewskiego do opuszczenia sali sesyjnej a później stanowczo przeciwstawiał się organizacji strajku generalnego. W negocjacje zaangażował się również kardynał Stefan Wyszyński, który nawoływał do zawarcia kompromisu.

30 marca w Warszawie władze zawarły ze związkowcami tzw. porozumienie warszawskie.

 

Krzysztof Drozdowski

krzysztof.drozdowski@wolnadroga.pl

 

Według ustaleń zawartych przy Okrągłym Stole, kiedy to PZPR oddawała nieco władzy, zapewniając jednak sobie ciągły wpływ na bieżące wydarzenia, zdecydowano się by przeprowadzić pierwsze wybory powszechne. Ich termin wyznaczono na 4 czerwca 1989 roku. Dziś powszechnie uważa się, że były sukcesem Solidarności i klęską komuny. Czy aby jednak na pewno?

Ówczesna władza liczyła, że skrócenie czasu kampanii wyborczej spowoduje, że opozycja nie będzie w stanie się odpowiednio przygotować. Dla zachowania pozorów przyznano jej możliwość nadawania audycji radiowych i telewizyjnych. Wznowiono wydawanie Tygodnika Solidarność, a na miesiąc przed wyborami ukazał się pierwszy numer Gazety Wyborczej redagowanej przez Adama Michnika. W całym kraju spontanicznie zaczęły się organizować komitety wyborcze „Solidarności”. Drukowały one plakaty ze swoimi kandydatami, rozdawano ulotki i urządzano spotkania na ulicach. Księża udostępniali salki katechetyczne, w których organizowano spotkania wyborcze. Powszechnie było czuć atmosferę i chęć przejęcia władzy przez dotychczasową opozycję. Nadzieja w narodzie była ogromna. I to wszystko przerodziło się w zdecydowane zwycięstwo w pierwszej turze wyborów kandydatów Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”. Na 161 możliwych mandatów poselskich zdobyto 160 oraz 92 ze stu mandatów senatorskich. Zwycięstwo było więc druzgoczące i zaskoczyło obie strony. Działacze „Solidarności” nie chcąc drażnić władzy starali się tonować nastroje. Zwłaszcza, ze dwa dni po wyborach w jednostkach podlegających Ministerstwu Spraw Wewnętrznych ogłoszono stan podwyższonej gotowości. Czy więc komuniści zamierzali siłą utrzymać się przy władzy? Wiele mogło na to wskazywać. 12 czerwca 1989 r. zdecydowano się na zmianę ordynacji wyborczej. Spowodowało to, że w drugiej turze wyborów przekazano 33 mandaty z listy krajowej do okręgów, co pozwoliło na obsadzenie  obsadzenie ich w drugiej turze wyborów. Wówczas już nastrój w społeczeństwie się znacząco stonował. Wyraźnie było to dostrzegalne w drugiej turze, gdzie frekwencja była mizerna. „Solidarność” zdobyła jeden brakujący jej mandat poselski oraz kolejne siedem z ośmiu pozostałych do obsadzenia w Senacie. Kandydaci „Solidarności” uzyskali w wyborach 260 miejsc w 560-osobowym Zgromadzeniu Narodowym.

Pomimo tak ogromnego sukcesu opozycja solidarnościowa nie sięgnęła po władzę. Nie chciała czy nie mogła wykorzystać ogromnego mandatu zaufania, którym obdarzyli ją wyborcy. Trzeba też nadmienić, że nie wszystkie ugrupowania opozycyjne wzięły udział w wyborach, kontestując ustalenia Okrągłego Stołu. „Solidarność Walcząca”, Polska Partia Socjalistyczna – Rewolucja Demokratyczna, Liberalno-Demokratyczna Partia „Niepodległość” oraz Polska Partia Niepodległościowa zbojkotowały wybory. Również Konfederacja Polski Niepodległej początkowo nie chciała brać udziału w wyborach, jako że jej działacze nie zgadzali się z ustaleniami okrągłostołowymi. Jednakże ostatecznie KNP wystawiło swoich kandydatów.

„Solidarność” co już podkreślałem nie wykorzystała poparcia, które uzyskała w wyborach czerwcowych. Zmiany dokonywały się bardzo powoli. A ciosem, który miał pokazać działaczom „Solidarności” ich miejsce w kolejce po władzę był wybór Wojciecha Jaruzelskiego na Prezydenta RP. Człowieka, który był symbolem komuny i twarzą Stanu Wojennego. (W poprzednich numerach Wolnej Drogi opisana została droga Wojciecha Jaruzelskiego do władzy). A co więcej stało się to przy udziale i zgodzie działaczy „Solidarności”.

Brak aktywnej walki o przejęcie władzy w kraju spowodował, że działacze komunistyczni dalej znajdowali się w kręgach władzy. Nawet jeśli niektórzy z nich zeszli z piedestału, to i tak wykorzystywali swoje wpływu by zapewnić sobie dobre życie i dalszą możliwość sterowania krajem. Nie doprowadzono tym samym do odsunięcia ich od władzy, co poskutkowało w dalszej perspektywie brakiem dekomunizacji i lustracji.

Pierwsze w pełni wolne wybory parlamentarne w Polsce odbyły się dopiero 27 października 1991 r.

 

Krzysztof Drozdowski

 

Fot. Reklama wyborcza PZPR w trakcie kampanii wyborczej.

Nasz cykl omawiający postać generała i prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego obecnym odcinkiem dobiega końca. W trzech odsłonach przedstawione zostały losy Wojciecha Jaruzelskiego od urodzenia aż do momentu wprowadzenia Stanu Wojennego i jego konsekwencji. Obecnie podejmiemy temat jego ostatnich lat życia, rozpoczynając od objęcia urzędu przewodniczącego Rady Państwa. Nastąpiło to 6 listopada 1985 roku. Funkcję tę w lipcu 1989 roku zastąpiono urzędem Prezydenta Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. W czerwcu tego roku Jaruzelski wycofał się w trakcie obrad XIII Plenum KC PZPR z ubiegania się o kolejną kadencję. Jako swojego następcę wskazał Czesława Kiszczaka. Jednakże już w lipcu po uzyskaniu poparcia NSZZ „Solidarność” ponownie stanął jako kandydat do urzędu. Widać więc z tego jasno, że to właśnie poparcie związku dało Jaruzelskiemu kolejną prezydenturę. Czy bez niego byłaby ona możliwa? Według ankiety przeprowadzonej wówczas przez Gazetę Wyborczą na grupie 1000 respondentów odpowiedź musiałaby być twierdząca. Na urząd prezydenta PRL najwięcej osób typowało Wojciecha Jaruzelskiego, a następni byli kolejno: Lech Wałęsa, Bronisław Geremek, Czesław Kiszczak, Aleksander Gieysztor i Mieczysław Rakowski. Warto jednak dodać, że aż 54% badanych nie miało zdania w tej kwestii. Biorąc udział w wyborach mogli całkowicie zmienić układ sił. Czy jednak to by nastąpiło? W największych miastach w kraju odbyły się pikiety sprzeciwiające się kandydaturze Jaruzelskiego. Pomimo tego 19 lipca 1989 roku Jaruzelski został jednak prezydentem PRL, a następnie 31 grudnia 1989 r. przewagą dwóch głosów został wybrany przez Zgromadzenie Narodowe Prezydentem RP. O jego wyborze zdecydowała postawa posłów i senatorów wybranych z list „Solidarności”. Kolejny raz więc „Solidarność” przyłożyła się do wyboru Jaruzelskiego na najważniejszą osobę w Państwie.

19 września 1990 przesłał do marszałka Sejmu Mikołaja Kozakiewicza projekt ustawy konstytucyjnej skracający jego kadencję oraz wprowadzający do porządku konstytucyjnego wybory powszechne prezydenta RP. Wkrótce w wyborach powszechnych zwycięstwo odniósł Lech Wałęsa. Kadencja Wojciecha Jaruzelskiego wygasła oficjalnie 22 grudnia 1990 roku. Wycofał się też wówczas z większości działań publicznych. Jako weteran i były prezydent brał udział w ochodach rocznicowych zakończenia II wojny światowej organizowanych w Moskwie, gdzie spotykał się z Władimirem Putinem oraz Dmitrijem Medwiediewem. Został również odznaczony przez prezydenta Federacji Rosyjskiej Władimira Putina Medalem 60-lecia Zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej, co spowodowało sprzeciw prezydenta Czech Václava Klausa, przypominającego rolę generała w trakcie interwencji w Czechosłowacji w 1968 roku.

W marcu 2011 r. zdiagnozowano u Wojciecha Jaruzelskiego nowotwór złośliwy, przez co musiał poddać się chemioterapii.

11 maja 2014 gen. Wojciech Jaruzelski przeszedł rozległy udar mózgu, wskutek którego został częściowo sparaliżowany i utracił zdolność samodzielnego oddychania.

Zmarł 25 maja 2014 o godz. 15:24 w Warszawie, a krótko przed śmiercią wyspowiadał się oraz przyjął katolickie sakramenty, mimo deklarowania się przez większość życia jako ateista. Przeciwko organizacji państwowego pogrzebu i pochówku na Powązkach zaprotestował prezes Instytutu Pamięci Narodowej Łukasz Kamiński, który oświadczył, że „nie można pogodzić pamięci o ofiarach systemu totalitarnego z honorowaniem pogrzebem państwowym na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach człowieka, który poświęcił większość swojego życia służbie reżimowi komunistycznemu”. Pogrzeb odbył się 30 maja 2014. Mszę św. żałobną w katedrze polowej Wojska Polskiego w Warszawie odprawił bp polowy Wojska Polskiego ks. Józef Guzdek wraz z księżmi Adamem Bonieckim oraz Wojciechem Lemańskim i Wojciechem Drozdowiczem z Bielan. W trakcie pogrzebu organizacje i osoby upamiętniające ofiary stanu wojennego zorganizowały pikietę. Po nabożeństwie na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach odbył się pogrzeb świecki z udziałem honorowej asysty wojskowej. Nad grobem przemówienie wygłosił Aleksander Kwaśniewski.

Według badania przeprowadzonego przez Centrum Badań Opinii Społecznej w 2014, już po śmierci Wojciecha Jaruzelskiego, 47% badanych przyznało, że generał dobrze zasłużył się Polsce.

Krzysztof Drozdowski

Każdorazowa wizyta amerykańskiego prezydenta w Polsce wywołuje duże poruszenie. Związane jest to również z dość niezrozumianym oczekiwaniem na złożenie jakiejś dalekonośnej deklaracji militarnej czy politycznej, która znacząco zwiększy nasze bezpieczeństwo czy tez wzmocni naszą pozycję polityczną względem innych państw europejskich.

Tych wizyt nie było w polskiej historii zbyt wiele. Za czasów rządów Edwarda Gierka Polskę odwiedziło aż trzech prezydentów Stanów Zjednoczonych. Na przełomie maja i czerwca 1972 r. gościł tu Richard Nixon, trzy lata później przyleciał Gerald Ford, a w grudniu 1977 r., Polska stała się jednym z pierwszych krajów, do których przybył Jimmy Carter. Za sprawą kiepskiego tłumacza wizyta zapisała się w historii dyplomacji jako jedna z największych wpadek.

Z wizytą prezydenta Cartera wielkie oczekiwania wiązała polska władza, która w związku z pogłębiającym się kryzysem gospodarczym liczyła na możliwość załatwienia dostaw zbóż i innych potrzebnych artykułów rolnych na preferencyjnych warunkach kredytowych.

Z wizytą swoje oczekiwania wiązali również działacze opozycji, zwłaszcza zaś Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela, któremu zależało na możliwość zaznaczenia swojej obecności. Już w listopadzie 1977 r. rozważano rożne scenariusze wykorzystania wizyty amerykańskiego prezydenta w Polsce. Pomysły były różne: od próby dotarcia z wizytą do samego prezydenta lub ewentualnie jego doradcy do spraw bezpieczeństwa Zbigniewa Brzezińskiego, przez zorganizowanie demonstracji czy tez przekazanie zachodnim dziennikarzom materiałów na temat polskiej opozycji i łamania praw człowieka przez ówczesną władzę.

Amerykański gość wraz z małżonka Rosalynn Smith i towarzyszącą mu ekipą wylądował w Warszawie 29 grudnia 1977 roku w godzinach wieczornych. Na lotnisku gości powitali I sekretarz KC PZPR Edward Gierek wraz z przewodniczącym Rady Państwa Henrykiem Jabłońskim i premierem Piotrem Jaroszewiczem. Również warszawiacy tłumnie ruszyli na lotnisko, by zobaczyć głowę państwa, które kojarzyło się z wolnością, siłą i bogactwem.

Orkiestra wojskowa odegrała hymny narodowe Stanów Zjednoczonych i Polski, Carter wraz z Gierkiem odebrali raport dowódcy kompanii reprezentacyjnej, przemaszerowali przed frontem kompanii wojsk lądowych, lotnictwa i marynarki wojennej, po czym weszli na podium. Jako pierwszy głos zabrał Edward Gierek, a po nim do głosu doszedł prezydent USA, którego słowa były na bieżąco tłumaczone.

Robione to było niestety na tyle siermiężnie, że co rusz dochodziło do zabawnych pomyłek i lapsusów. Kiedy prezydent USA powiedział na płycie Okęcia, że „dziś rano wyleciał ze Stanów Zjednoczonych”, tłumacz przekazał zebranym gościom, że Carter „porzucił Amerykę na dobre, by przylecieć do Polski”.

Na tym nie koniec. Prawdziwe zdziwienie musiały wywołać słowa prezydenta, który miał powiedzieć, że „pożąda Polaków”. Faktycznie powiedział on zaś, że przyjechał do Polski, aby poznać opinie i zrozumieć „pragnienia dotyczące przyszłości Polaków”.

W kolejnym dniu wizyty zaplanowane było wspólne złożenie wieńców na Grobie Nieznanego Żołnierza oraz pod pomnikami Bohaterów Warszawy i Bohaterów Getta. Bogumił Włodarski i Marek Chwalewski – działacze ROPCIO z Łodzi, postanowili wykorzystać ten moment. Według polskich służb mieli wystawić dwa transparenty w języku angielskim: „Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela wita pana – prezydencie w Polsce” oraz „Tak. Prawa Człowieka przede wszystkim, nie ma odprężenia bez praw człowieka”.

Marek Chwalewski w późniejszych wspomnieniach opisał faktyczny przebieg akcji: „Gdy Włodarski próbował rozwinąć transparent z hasłem pisanym w języku angielskim […] rzuciło się na niego około sześciu cywili. […] Cywile ci podarli transparent i wykręcili ręce i następnie doprowadzili Włodarskiego do milicyjnego samochodu”. Chwalewski lojalnie również oddał się w ręce milicji. Obu działaczy przewieziono na komendę, gdzie przetrzymano ich do następnego dnia.

Po złożeniu kwiatów prezydent USA został przyjęty w polskim Sejmie. Nastąpiło tu również dwugodzinne spotkanie z Edwardem Gierkiem. Według doniesień prasowych obaj przywódcy wyrazili wolę „dalszego kształtowania i rozwijania stosunków polsko-amerykańskich w duchu pokojowego współistnienia i tradycyjnej przyjaźni między narodami”. Po rozmowie odbyły się obrady plenarne, w trakcie których w towarzystwie zagranicznych gości omawiano ówczesne problemy międzynarodowe i perspektywy współpracy gospodarczej.

Krzysztof Drozdowski

krzysztof.drozdowski@wolnadroga.pl

(Fot. Jimmy Carter i Jan Paweł II podczas wizyty papieża w USA, 1979 r.; źródło: domena publiczna)

To już czwarta część opisująca życiorys Wojciecha Jaruzelskiego na naszych łamach. W niniejszej części zajmiemy się przedstawieniem tego okresu, dzięki któremu Jaruzelski najbardziej wpisał się w polską historię, jednocześnie całkowicie negatywnie.

Po rozpoczęciu strajków inicjowanych przez działaczy „Solidarności”, do których doszło w lipcu i sierpniu 1980 r.,Wojciech Jaruzelski jako członek Biura Politycznego wszedł w skład specjalnej kilkuosobowej komisji utworzonej wewnątrz PZPR, która miała zaproponować zmiany w składzie władz partii.

W połowie sierpnia Edward Gierek zaproponował jego kandydaturę jako odpowiednią na swojego następcę na stanowisku I sekretarza KC PZPR. Generał odmówił, argumentując, że w czasie, gdy społeczeństwo oczekuje zmian w kierunku demokratyzacji, wybór wojskowego na tę funkcję mógłby zostać odczytany jako symbol zanegowania tej tendencji. Jego kandydatura na funkcję I sekretarza została ponownie wysunięta po odejściu ze stanowiska Edwarda Gierka we wrześniu 1980 r. Generał ponownie odmówił. Jednocześnie poparł kandydaturę Stanisława Kani, który konsultował z generałem wszystkie wystąpienia publiczne i posunięcia kadrowe.

W sierpniu 1980 r. Jaruzelski w ramach prac Komitetu Obrony Kraju i Sztabu Generalnego Wojska Polskiego rozpoczął prace studyjne nad wprowadzeniem stanu wojennego w Polsce. 12 listopada 1980 r. ujawnił na posiedzeniu KOK-u, że przygotowany został zestaw niezbędnych aktów prawnych dotyczących stanu wojennego.

1 grudnia władze Związku Radzieckiego przekazały polskim wojskowym plany wkroczenia wojsk radzieckich do Polski w ramach ćwiczeń Sojuz 81. Gotowość operacyjną do przekroczenia granicy wyznaczono na 8 grudnia.

11 lutego 1981 r. gen. Jaruzelski objął stanowisko Prezesa Rady Ministrów. Nominacja ta nastąpiła pod osobistym naciskiem ze strony ówczesnego I sekretarza PZPR Stanisława Kani przy rzekomej niechęci gen. Jaruzelskiego. Na IV plenum KC PZPR obradującym w dniach 16–18 października, po ustąpieniu Stanisława Kani, Wojciech Jaruzelski został I sekretarzem KC PZPR. Otrzymał, w głosowaniu tajnym, 180 głosów za i 4 przeciw.

5 grudnia na szczycie państw Układu Warszawskiego w Moskwie gen. Wojciech Jaruzelski przedstawił koncepcję samodzielnego zlikwidowania „Solidarności” i opozycji, gdy tylko wystąpią pierwsze oznaki wyczerpania społeczeństwa. 13 grudnia 1981 r. wprowadził w Polsce stan wojenny i stanął na czele Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON). Pozostawał na tym stanowisku do 21 lipca 1983 r.

Wzmocnienie pozycji politycznej gen. Jaruzelskiego w wyniku stanu wojennego posłużyło mu do wprowadzenia polityki kadrowej „cięcia po skrzydłach”, polegającej na odsuwaniu od władzy w PZPR przedstawicieli skrajnych frakcji: liberalnej i dogmatycznej. Jednocześnie rozpoczął się stopniowy proces utraty wpływów przez działaczy inspirowanych przez czynniki radzieckie.

W stanie wojennym rząd gen. Jaruzelskiego zrealizował wiele reform instytucjonalnych. Powołano wówczas Trybunał Stanu, uchwalono nową ustawę o szkolnictwie wyższym rozszerzającą samodzielność uczelni, wprowadzono samorząd radców prawnych, a także wprowadzono w życie nową ustawę o radach narodowych i samorządzie terytorialnym, przywracając pojęcie samorządu terytorialnego mimo sprzeciwów zwolenników teorii jednolitości władzy państwowej.

Nie zdecydował się na realizację koncepcji jednego ze swoich najbliższych współpracowników Mieczysława Rakowskiego – rozwiązania PZPR lub jej zawieszenia na czas trwania stanu wojennego. Na początku lutego 1982 r. zwołał posiedzenie KC PZPR, gdzie rzucił hasło: „Partia ta sama, ale nie taka sama”.

W lutym 1992 Sejm r. przeważającą liczbą głosów podjął uchwałę, w której uznał decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego za sprzeczną z konstytucją PRL. Powołano specjalną komisję do przesłuchania ówczesnych członków Rady Państwa, po roku parlament został jednak rozwiązany, a przejmujące wówczas władzę Sojusz Lewicy Demokratycznej i Polskie Stronnictwo Ludowe zrezygnowały z kontynuacji śledztwa parlamentarnego. Jaruzelskiego doceniono, zapraszając go na pierwsze posiedzenie Sejmu II kadencji.

W 1996 r. Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej, gromadząca dokumenty dotyczące stanu wojennego, uznała, że wprowadzenie stanu wojennego było „wyższą koniecznością”, Sejm umorzył postępowanie wobec Jaruzelskiego, podzielając opinię tej komisji.

Krzysztof Drozdowski

krzysztof.drozdowski@wolnadroga.pl

(Fot. Wojciech Jaruzelski, 13 grudnia 1981 r.; źródło: domena publiczna)

W ostatnich numerach „Wolnej Drogi” opublikowaliśmy dwie części życiorysu Wojciecha Jaruzelskiego. Obecnie zapraszamy do lektury trzeciej części, w której skupimy się głównie na działalności politycznej.

 

Jaruzelski na ścieżkę polityczną wstąpił już w czerwcu 1947 r., zgłaszając swoje członkostwo do Polskiej Partii Robotniczej.

15 grudnia 1948 r. został już członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W latach 1950-1952 brał udział w zajęciach dwuletniego Wieczorowego Uniwersytetu Marksizmu-Leninizmu, który ukończył z oceną bardzo dobrą. Od 1 czerwca 1960 r. do lutego 1965 r. Jaruzelski z polecenia marszałka Mariana Spychalskiego był szefem Głównego Zarządu Politycznego WP.

Sam nominant był przeciwny mianowaniu go, gdyż jak twierdził był zbyt zżyty ze służbą liniową. W liście do marszałka tak to uzasadniał: Jestem szczerze zmartwiony ewentualnością odejścia z pionu liniowego w którym służę z wielkim zamiłowaniem od 17-stu lat. Nawet traktując takie odejście jako czasowe, muszę liczyć się z faktem, iż wyłączy mnie ono z właściwego rytmu problematyki bojowej, stwarzając tym samym poważne luki i zaległości.

Pełniona przez niego funkcja wiązała się jednocześnie z zasiadaniem w Zespole MON i Radzie Wojskowej MON. W wyborach w 1961 r. został z klucza partyjnego mianowany na posła z ziemi szczecińskiej. Uzasadnieniem wyboru miasta było to, że Jaruzelski wcześniej dowodził dywizją w Szczecinie.

15 czerwca 1964 r. Wojciech Jaruzelski wszedł do Komitetu Centralnego PZPR, w którym zasiadał do 19 lipca 1989 roku. W okresie 1967-1968 jako członek ścisłego kierownictwa resortu obrony aktywnie włączył się w organizację czystek syjonistycznych w wojsku polegających na usunięciu z armii i degradacji oficerów pochodzenia żydowskiego, co było częścią antysemickich działań władz państwowych, których kulminacją były tzw. wydarzenia marcowe.

Generał Jaruzelski w późniejszym czasie odwoływał się do tych wydarzeń określając je czarną kartą w ówczesnej historii Polski. Jak mówił: Tamten czas ma jednak wiele płaszczyzn i uwarunkowań (…). Na różnych etapach różne były moje – i miejsce, i możliwości. Nie uchylam się jednak od krytycznej oceny tego na co mogłem mieć realny wpływ. Ubolewam z powodu symptomów i faktów, jakie „pełzały” w drugiej połowie lat pięćdziesiątych i w latach sześćdziesiątych. Rok 1967 to było w Wojsku wybuchowe apogeum. Po tzw. wojnie czerwcowej pojawił się w naszych siłach zbrojnych (…) szokujący sygnał strategiczno-profesjonalny. W warunkach antagonistycznie podzielonego wówczas świata nastąpiło obsesyjne wręcz uwrażliwienie na ochronę tajemnicy, problem lojalności oraz zagrożenia zaskakującą napaścią zwłaszcza z powietrza. (…) Powstała w skali kraju swoista psychoza, słynne określenie „piąta kolumna”, pożywka dla podejrzeń, inspiracja i pretekst do oskarżeń oraz różnych, niewątpliwie także preparowanych informacji, wreszcie polityczno-personalnych rozgrywek.

W lutym 1969 r. z inicjatywy Jaruzelskiego odbyło się w Sztabie Generalnym WP sympozjum naukowe poświęcone interwencji w Czechosłowacji (Akcja „Dunaj”), do której doszło przy udziale jednostek Wojska Polskiego poprzedniego roku.

Od 1969 r. był wiceprezesem Zarządu Głównego ZBoWiD, a od 1972 roku wiceprezesem Rady Naczelnej tej organizacji. Od grudnia 1970 roku do grudnia 1971 roku był zastępcą członka, a od 11 grudnia 1971 roku do 19 lipca 1989 roku był członkiem Biura Politycznego KC PZPR.

Jako minister obrony narodowej jest odpowiedzialny za tłumienie wystąpień robotniczych na wybrzeżu w grudniu 1970 roku. Jaruzelski tłumaczył, że nie miał wpływu na decyzję o użyciu broni, która miała zapaść wówczas na najwyższym szczeblu partyjnym. Zdaniem jednak historyków Jaruzelski nie sprzeciwił się tej decyzji, którą powzięto 15 grudnia 1970 r. na posiedzeniu Biura Politycznego KC PZPR, co jest jednoznaczne z jego aprobatą, a więc i współodpowiedzialnością.

Jaruzelski po wydarzeniach grudniowych został wynagrodzony stanowiskiem zastępcy członka Biura Politycznego KC, a już w grudniu 1971 r. dotarł na szczyt hierarchii partyjnej na stanowisko członka Biura Politycznego KC.

Krzysztof Drozdowski

krzysztof.drozdowski@wolnadroga.pl

(Fot. Zakończenie I etapu odbudowy Zamku Królewskiego, 19 lipca 1974 r.; źródło: domena publiczna)