Portal dwutygodnika
[wpseo_breadcrumb]

kultura-muzyka

Kolej na muzykę: „Harvest Festival” (1999)

Wywołany w poprzednim numerze temat festiwalu sprzed ponad pół wieku w Monterey, zainspirował mnie do dalszych wspomnień. I tak przeglądając swe zbiory trafiłem na kolejny interesujący pięciopłytowy zestaw, wydany w formie obszernej, bogato ilustrowanej książki, dokumentującej pierwszą dekadę istnienia wytwórni Harvest Records.

Schyłek lat sześćdziesiątych to czas rewolucji kontrkulturowej, hippisów, festiwalu w Woodstock oraz wszechobecnej psychodelii, która zdominowała ówczesną muzykę młodego pokolenia po obu stronach Atlantyku. Ta dekada była szczególnie ważna, bowiem później rewolta muzyki punk niemal całkowicie stłumiła ów nurt, zarówno w przekazie radiowym, jak i na rynku muzycznym.

Harvest Records powstało w 1969 roku jako oddział EMI, aby pełnić podobną funkcję, jak Deram w wytwórni Decca, a Vertigo w koncernie Polydor – czyli oddzielnej marki służącej do eksplorowania i promocji undergroundowo – progresywnej brytyjskiej sceny muzycznej. Tu, dzięki większej swobodzie artystycznej trafiała muzyka, która w głównym katalogu mogłaby wydawać się zbyt awangardowa.

Wspomniany przeze mnie album to studwudziestostronicowa kwadratowa księga w formacie ćwierć na ćwierć metra, która w wewnętrznych okładkach mieści pięć krążków CD. Album „Harvest Festival” można polecić w ciemno każdemu, kto chce odkryć dla siebie tamte lata i poszukać źródeł dzisiejszej muzyki progresywnej. Ta nieoceniona kompilacja tylko jednej, ale jakże znaczącej firmy, opatrzonej charakterystycznym żółto-zielonym logiem obejmuje przełom lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych oraz twórczość artystów zarówno wielkich, jak i nieco zapomnianych.

Obok Pink Floyd jest tu Edgar Broughton Band, Kevin Ayers, Roy Harper, Syd Barrett, Barclay James Harvest, Pete Brown, Bakerloo, ELO, The Pretty Things, Deep Purple, Babe Ruth, Gryphon, Greatest Show On Earth, Saints, Wire i wielu innych.

Zebrana muzyka mówi sama za siebie. Symboliczną wymowę ma również okładka albumu, zwłaszcza w pełnej rozłożonej wersji. W otoczeniu antycznej scenerii sportretowano na niej najbardziej charakterystyczne postacie z tamtych czasów.

Występ nagiej tancerki z pytonem podziwia cały skład Pink Floyd wraz z Sydem Barrettem. Jest też Roy Wood, Michael Chapman, Glen Sweeney, Kevin Ayers, Roy Harper, Richie Blackmore, Edgar i Steve Broughton, Shirley Collins oraz Arthur Grant. Jeden z recenzentów napisał: Gdybyś trafił na bezludną wyspę i mógł zatrzymać tylko jeden album – to jest właśnie TO. 

Kompilacja obejmuje dziewięćdziesiąt siedem utworów pochodzących z ówczesnego repertuaru wytwórni, co daje blisko sześć i pół godziny naprawdę fascynującej muzyki. Jej różnorodność sprawia, że ​​słucha się tego z dużą przyjemnością, zwłaszcza, że nagrania zostały pierwszorzędnie zrekonstruowane.

Twórcy zestawu dołożyli wielu starań, aby przedstawić możliwie szerokie spektrum ówczesnej sceny alternatywnej. Odrzucono pozycje, które ewidentnie nie wytrzymały próby czasu. W wielu przypadkach (choć nie zawsze) udało im się uzyskać zgodę na prezentację artystów, którzy później trafili do innych wydawców. Wybór obejmuje muzykę wydaną do 1979 roku.

Jej korzeni należałoby szukać w popularnych wówczas eksperymentach z środkami psychoaktywnymi, poszerzającymi wrażliwość na zewnętrze i wewnętrzne bodźce oraz prowadzącymi do odmiennego postrzegania otaczającej rzeczywistości.

Ojcem tego zamieszania był m.in. Timothy Leary, ze szczególnym upodobaniem badający działanie na świadomość kwasu LSD (wówczas jeszcze legalnego), leków halucynogennych i innych pokrewnych substancji. Nie chcąc zagłębiać się ten odległy dla mnie aspekt skupię się na inspiracjach muzycznych psychodelii. Jak większość stylów muzycznych czerpała z bluesa i rockandrolla, lecz dodatkowo sięgała także do modnej wówczas kultury dalekowschodniej, spoglądając jednocześnie w stronę stylistyki jazzowej, a także eksperymentów z elektroniką.

Do owego barwnego i odrealnionego świata nawiązywała także charakterystyczna abstrakcyjna i jaskrawa stylistyka okładek płyt i plakatów, często opartych o surrealistyczne wizje. Niegdyś bliska była mi ideologia „dzieci kwiatów”, propagująca miłość i brak przemocy. Czas jednak pokazał, że dość szybko zbankrutowała.

O ile pamiętny festiwal w Woodstock był jej punktem kulminacyjnym, o tyle już kilka miesięcy później, podczas Altamont Speedway Free Festival w grudniu 1969 roku, doszło do zamieszek i zabójstwa, za które winę ponosili członkowie gangu motocyklowego Hells Angels (im to bowiem nieopatrznie powierzono ochronę imprezy). Pozostała muzyka, nadal stanowiąca punkt wyjścia dla wielu inspiracji. Jakkolwiek współczesne inspiracje mogą być interesujące, to nic nie zastąpi źródeł. To właśnie tam należy szukać początków hard rocka, rocka progresywnego, a nawet heavy metalu.

Psychodelia pozwoliła otworzyć wiele furtek i porzucić tradycyjną strukturę piosenki na rzecz swobodniejszych i znacznie dłuższych form muzycznych.

Harvest Festival” to wyjątkowe i bodaj najciekawsze, choć nie jedyne wydawnictwo próbujące zdefiniować brzmienie brytyjskiej undergroundowej sceny muzycznej. Wprawdzie do pełnego obrazu brakuje tu wielu zespołów, jednak gdyby nawet udało pokonać się wszystkie bariery natury prawnej, to i tak stworzenie pełnego obrazu nie byłoby możliwe – choćby z uwagi na jej niespotykaną różnorodność.

Krzysztof Wieczorek

krzysztof.wieczorek@wolnadroga.pl

Kategoria:
muza10