Portal dwutygodnika

kultura-literatura

Prosto z półki

 

Marcel Woźniak

„Tyrmand. Pisarz o białych oczach”

Wydawnictwo Marginesy 2020

Jeśli czytać czyjąś biografię, to tylko pisaną z autentyczną pasją, osobistą. Czasem to niemożliwe, bo nie żyje już dawno nie tylko sam bohater, ale i jego bliscy. Pisarz i dziennikarz Marcel Woźniak miał sporo szczęścia, mógł spotkać się w Nowym Jorku z Mary Ellen, żoną Leopolda Tyrmanda, porozmawiać z jego dziećmi – Rebeccą i Matthew oraz sporą grupą ludzi, którzy go znali zanim wyjechał z Polski na stałe (ostatecznie osiadł w Stanach Zjednoczonych, tam założył rodzinę z prawdziwego zdarzenia, urodziły się bliźnięta). Autor książki podróżował po kontynentach i wielu miastach, wykorzystał szansę zeskanowania fotografii rodzinnych, dokumentów, przekopał się przez niezliczoną ilość archiwaliów, przeczytał wszystko Tyrmanda i o Tyrmandzie. Ale gdyby tylko to decydowało o sukcesie biografii, książka byłaby rzetelna, a jest też poza tym żywa, autentyczna, porywająca. I nie tylko dla fanów Tyrmanda.Wielu, którzy po nią sięgną, w ogóle nie zna ani powieści „Zły” (na jej kartach Tyrmand unieśmiertelnił Warszawę), ani jego „Dziennika 1954”. Zafascynowani modą od razu zwrócą uwagę na styl pisarza, nienagannie skrojone garnitury, ciemne okulary(nawet w siermiężnym PRL-u powiało na chwilę wielkim światem), fani jazzu odkryją prawdziwą bratnią duszę, ceniący dobre poczucie humoru zwietrzą trop. Ale Marcel Woźniak pisząc tę osobistą książkę o Leopoldzie Tyrmandzie musi się zmierzyć z delikatną materią cudzych wspomnień i nie przekroczyć granicy prywatności. Bo też Tyrmand mitologizowany był niejako w oczywisty sposób. Jaki był naprawdę? Tom jest próbą możliwie najwierniejszego naszkicowania postaci ważnej dla polskiej powojennej kultury.

 

Stefan Rieger

„Glenn Gould czyli sztuka fugi”

Wydawnictwo słowo/obraz terytoria 2020

Od pierwszego wydania tej szczególnej książki mijają w tym roku 23 lata, właśnie dostajemy do rąk trzecie wydanie tomu poświęconemu wyjątkowej postaci kanadyjskiego pianisty Glenna Goulda. Za życia ten piewca utworów Johanna Sebastiana Bacha elektryzował publiczność (choć występował rzadko i przede wszystkim latami nagrywał w studiu). Po śmierci jego oddziaływanie na kolejne pokolenia słuchaczy nie słabnie, serie płyt są regularnie wznawiane, do księgarń trafiają biografie artysty, a dokumentaliści próbują odkryć jeszcze nieujawnione fakty z życia ekscentryka. Na tle ostatnich odkryć i mimo upływu czasu, książka Riegera, która blisko ćwierć wieku temu była nie tylko biblią Gouldystów, ale prawdziwym literackim objawieniem, wciąż pozostaje lekturą pasjonującą, teraz wzbogaconą o nowe teksty zamieszczone w aneksie. Dlaczego słuchając nagrań Goulda i wchodząc w świat jego wyjątkowej wrażliwości warto równolegle czytać Riegera? Bo w polskiej literaturze traktującej o muzyce, instrumentalistach, czy kompozytorach próżno często szukać podobnego tomu zdradzającego obsesyjną miłość autora do głównego bohatera. I napisanego (a właściwie skomponowanego) tak konsekwentnie, z dbałością o formę i styl. Lata temu, przecierając oczy ze zdumienia i zachwytu, czytaliśmy po raz pierwszy (a teraz już kolejny, bo to już trzecie wydanie tomu), plastyczny opis tego, jak Glenn Gould gra fugi Bachowskie. W utworach eksponuje nie tylko główny, ale i głosy środkowe („ukazują się przęsła i zwodzone mosty, rozplątują się węzły harmoniczne” – pisze wtedy Rieger). Po uważnej lekturze tego tomu inaczej będziemy słuchać interpretacji Goulda. Ale niekoniecznie z nabożną czcią. Autor nie obawia się rekomendować Mozartowskich wykonań Goulda słowami „wczesne sonaty ożywią nawet trupa”. Za tę nieskończoną miłość autora do sztuki pianistycznej swojego bohatera wypada odwdzięczyć się po prostu słuchaniem Goulda. Ze zrozumieniem!

 

TaffyBrodesser-Anker

„Pan i Pani Fleishman”

Wydawnictwo Dolnośląskie 2020

Oryginalny tytuł debiutanckiej powieści amerykańskiej pisarki i dziennikarki brzmi bardziej intrygująco – „Fleishman ma kłopoty”, albo „Fleishman w opałach” i podkreśla satyryczny rys tej wyjątkowo obiecującej prozy. Bo też główny bohater tej historii, nowojorski lekarz Toby Fleishman znalazł się na rozdrożu – jest w trakcie sprawy rozwodowej z Rachel, swoją żoną i matką ich dwojga dzieci, odkrywa też na nowo randki z kobietami w erze internetu.Gdyby tego było nam jednak nie dość, małżonka (dotychczas często w pretensjach) nagle wyjeżdża na relaksacyjny weekend i znika z pola widzenia. Nie odbiera telefonu, nie reaguje na kolejne ponaglenia. Toby, próbując dodzwonić się do Rachel, jest zmuszony dłużej opiekować się dziećmi, co zamienia się w logistyczną układankę, utrudnia mu spotykanie się z zainteresowanymi nim mieszkankami Nowego Jorku i…uruchamia wspomnienia ich związku. Wiwisekcja małżeństwa Fleishmanów odsłania kulisy, których wielu ich prominentnych znajomych nie podejrzewa. Ale TaffyBrodesser-Akner nie napisała typowej powieści dla kobiet, to raczej próba zanalizowania zjawiska rozwodu, pojęcia rozstania i wszystkich konsekwencji, jakie te wydarzenia ze sobą niosą. Wszystko w lapidarnym stylu, z ciętym dowcipem, swobodą opowiadania historii z serca Nowego Jorku z właściwym dla tego miejsca kolorytem lokalnym.

MAT

ksi01