Portal dwutygodnika
Strona główna Aktualności Ppor. Leszek Biały „Jakub”

kultura-historia

Ppor. Leszek Biały „Jakub”

 

Z opowieści mojej nieżyjącej już babci zapamiętałem, że w 1957 roku, kilka miesięcy po pogrzebie mojego dziadka na bydgoskim cmentarzu na Bielawach, na tej samej cmentarnej alejce,zaledwie parę kwater dalej, pochowano Leszka Białego – młodego człowieka, zamordowanego przez UB.

Przez blisko dwanaście lat jego najbliżsi żyli nadzieją, że uciekł z ubeckiej katowni i przedostał się na zachód. Resztki nadziei prysnęły po krótkotrwałej odwilży w 1956 roku. Do rodziców owego młodego człowieka zgłosił sięKonstanty Kielich, niegdyś członek AK, później pracujący w bydgoskimWojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego. Oświadczył, że na podwórzu urzędu przy ul. Markwartaosobiście wykopał dół, w który wrzucono doczesne szczątki dwóch mężczyzn, zamordowanych w trakcie niezwykle brutalnych przesłuchań. Jednym z nich był ppor. Leszek Biały „Jakub”, szef łączności Okręgu Pomorskiego Armii Krajowej. Drugim – również członek AK o ps. „Bolesław”, którego personaliów nie ustalono. Później na tym miejscu ustawiono śmietnik…

Po latach udało się odkryć, że za ich śmierć bezpośrednio odpowiedzialny był Henryk Wątroba, Bolesław Halewski i Ryszard Szwagierczak – funkcjonariusze Urzędu, jednak pomimo przeprowadzonych w różnych latach trzech śledztw żadnego z nich nie udało się postawić przed sądem.

Moja babcia odwiedzając grób dziadka była mimowolnym świadkiem pogrzebu, podczas którego po latach, wreszcie w godny sposób, pochowano we wspólnej mogile zarówno Leszka Białego, jak i jego towarzysza broni.

Wspominała, że wśród żałobników oraz w pewnej odległości kręcili się panowie, robiący ukradkiem zdjęcia. Część z tych fotografii, opatrzonych stosownymi uwagami operacyjnymi znajduje się dziś w bydgoskim oddziale IPN.

Odwiedzając miejsce spoczynku moich najbliższych, często przystawałem również przy wspomnianej mogile. Umieszczono na niej niewielkie zdjęcie. Spogląda z niego inteligentna, młoda twarz w okularach.

Kim był Leszek Biały? Był dla nowej władzy aż tak niebezpieczny?

Urodził się na Podolu w 1919 roku. Gdy Podole trafiło w ręce bolszewików,jego rodzice i trzy starsze siostry przenieśli się w 1920 roku do Warszawy, potem do Łodzi, by ostatecznie w 1922 roku osiąść na stałe w Bydgoszczy. Leszek ukończył Gimnazjum Matematyczno-Przyrodnicze w Bydgoszczy, zaś w latach 1937-1939 studiował elektrotechnikę na Politechnice Lwowskiej.

Wojna przerwała naukę. Po jej wybuchu zaangażował się w konspirację. Mieszkanie Białych szybko stało się ważnym punktem konspiracyjnym. Tu odbywały się narady sztabu AK, tu także słuchano alianckiego radia, a dzięki zdobytym informacjom można było wydawać biuletyny informacyjne dla zaufanych osób.

Leszek aktywnie włączył się w prace konspiracyjne. Został zaprzysiężony w 1942 r. Przyjął pseudonim „Jakub”. Pracując w Fabryce Prochu i Amunicji DAG FabrikBrombergjako elektromonter zajął się nadzorem i organizacją tajnej produkcji radioodbiorników do nasłuchu. Tu trzeba dodać, że w czasie okupacji za samo posiadanie radia Niemcy karali śmiercią.

Później awansował do sekcji wywiadu AK. Organizował kopiowanie tajnej dokumentacji produkcyjnej, nadzorował komórkę legalizacyjną, która podrabiała dokumenty dla żołnierzy AK, zorganizował telefoniczny podsłuch w dyrekcji firmy, a także zajmował się sabotażem. To dzięki niemu 23 czerwca 1944 r. udało się wysadzić w powietrze nową mieszalnię trotylu.

Przełożeni doceniali jego pracę i zaangażowanie. Powierzono mu stanowisko SzefaŁączności AK na Pomorze, dzięki czemu podjął kontakty z innymi regionami, organizacjami i oddziałami partyzanckimi z Borów Tucholskich, a także z Komendą Główną AK. Gdy w styczniu 1945 rokugen. Leopold Okulicki podjął decyzję o rozwiązaniu AK Leszek Biały wspólnie z emisariuszem Komendy Głównej o pseudonimie „Bolesław” podjął tworzenie w regionie bydgoskim struktur nowej organizacji „Nie”.

Niestety, najprawdopodobniej jedna z drobnych akcji z czasów okupacji, polegająca na zorganizowaniu fałszywych dokumentów i ukrycia w partyzanckim leśnym oddziale polskiego dezertera z Wermachtu, stała się przyczyną jego aresztowania w lutym 1945 roku.

27 lutego UB przesłuchiwało jako świadka, Eugeniusza Roszczyna, znajomego Leszka Białego z okresu pracy w DAG FabrikBromberg. To on opowiedział funkcjonariuszom bezpieki o szczegółach wspomnianej akcji i wskazał miejsce zamieszkania swego znajomego.Aresztowano go tego samego dnia wieczorem.W czasie rewizji skradziono z mieszkania wszystkie wartościowe rzeczy, w tym biżuterię, zegarki, a nawet maszynę do pisania.

Przesłuchania trwały zaledwie pięć dni. Z relacji więźniów, którym udało się przeżyć wiadomo, że był brutalnie bity orazdręczony psychicznie i fizycznie. Bito go gumowymi wężami i kolbami broni. Podwieszano za ręce bądź nogi pod sufitem, wlewano do gardła i nosa wodę lub benzynę, przypalano i wbijano różne przedmioty pod paznokcie. Zamykano go rozebranego w celi metr na metr, a na podłogę wylewano wodę tak, by nie mógł się położyć. 3 marca został zamordowany.

Po 1989 r. środowisko kombatanckie AK uczciło jego pamięć, ustawiając naprzeciw dawnego siedziby WUBP (dziś szpitala MSWiA) poświęcony mu obelisk. Jego imieniem nazwano także pobliski skwer.

Warto i trzeba o nim pamiętać. Miał zaledwie dwadzieścia sześć lat. Po oswobodzeniu Bydgoszczy z rąk hitlerowskiego okupanta nowa władza pozwoliła mu przeżyć niespełna dwa miesiące.

Krzysztof Wieczorek

his15