Portal dwutygodnika

Poza koleją

Milion

Milion

 

Właśnie wybuchł granat: mamy w Polsce już milion osób bezrobotnych. To, co na początku epidemii było niedogodnością, teraz urosło do rangi poważnego problemu, a za miesiąc będzie największym kryzysem jaki pamiętamy. Warto w tych trudnych czasach uważnie przyglądać się, kto i jak się zachowuje. Bo prawdziwe charaktery ujawniają się właśnie teraz.

Milion bezrobotnych, to brzmi groźnie i strasznie. Minister pracy Marlena Maląg nie wyklucza, że niebawem może to być już półtora miliona – ale rząd ma narzędzia i zrobi wszystko, żeby skalę problemu ograniczyć.

Wierzę. Tyle tylko, że globalna, potężna recesja spowodowana nie żadnym wirusem, tylko panikarskim zamknięciem światowej gospodarki, przerośnie prawie każdy rząd. Są państwa, które mają zgromadzone środki na przetrwanie takiego kataklizmu. Polska jednak do takich nie należy. My się cieszyliśmy, że możemy jeszcze bardziej zadłużyć skarb państwa. I teraz płacimy za to okrutną cenę.

W czasach takich właśnie dramatów pojawiają się bohaterowie. Nie mówię o dzielnych pielęgniarkachi strażakach. Mówię o tych, którzy są w stanie spojrzeć nieco dalej niż na czubek własnego nosa. Są oczywiście kraje, gdzie rząd w wyrazie solidarności obniżył swoje uposażenia, ale my musimy się zadowolić radnymi.

Co ciekawe: radnymi Prawa i Sprawiedliwości, bo nie słyszałem o przedstawicielach innych opcji politycznych w tym kontekście. W Bydgoszczy dwóch: Szymon Róg i Paweł Bokiej zrzekli się marcowych diet. Przekazali je na jadłodajnię i szpital zakaźny. „Mam to szczęście, że dzięki stabilnej pracy, ekonomiczne skutki epidemii nie dotknęły mnie bezpośrednio. Wielu z Was musi borykać się z większymi problemami. Wiem, że taki gest to kropla w morzu potrzeb, ale ich suma może zdziałać wiele. Pomagajmy jak potrafimy i możemy – finansowo, dobrym uczynkiem, poświęconym czasem czy rozmową. Bądźmy solidarni, tylko tak wygramy!” – pisał na swoim profilu radny Bokiej.

W Warszawie połowę diety radnego na oddział transplantacji Centrum Zdrowia Dziecka przekazał radny klubu Prawa i Sprawiedliwości (członek Solidarnej Polski) Ernest Kobyliński. Zapytałem go osobiście o powody: „Chciałem jednak dać sygnał, że każdy radny, burmistrz, parlamentarzysta, czy inna osoba pełniąca funkcje publiczne powinna co najmniej raz do roku przekazywać część zarobków (uzyskiwanych z tytułu swojej funkcji) na cele społeczne.

Jeżeli ktoś powie, że nie stać go na taką daninę, to znaczy, że źle gospodaruje pieniędzmi i nie jest właściwie przygotowany do sprawowania władzy. Nie jest to duże wyrzeczenie, szczególnie, że poza osobami, które potrafią ciężko pracować możemy też spotkać osoby, których jedyną pracą jest udział w głosowaniach, a to trochę za mało. Mam nadzieję, że mój krok podziałamotywująco na innych” – powiedział mi radny Kobyliński.

Bycie w polityce, to nie tylko prestiż i relatywnie wysokie apanaże. To przede wszystkim służba społeczeństwu. Służba zaś to również wyznaczanie pewnych standardów w życiu publicznym.

Wyobrażam sobie sytuację, że ministrowie, senatorowie, posłowie wychodzą razem na konferencję prasową – albo przynajmniej ich przedstawiciele, premier i marszałkowie – i zgodnym głosem mówią, że wszyscy musimy zacisnąć pasa. Że idzie kryzys, jakiego nie znamy, o którym nic nie wiemy, oprócz tego, że będzie potężny. I musimy się przygotować na wszystko co najgorsze. Symbolicznie połowę diety, wynagrodzenia oddajemy do dyspozycji ministra zdrowia – chciałbym to usłyszeć, bo wiem, że ludzie inaczej by myśleli, inaczej reagowali, inaczej przyjmowali informację o zwolnieniu z pracy, o zmniejszeniu wynagrodzenia albo wysokości etatu.

Teraz przekaz idzie jasny: rząd się sam wyżywi. Politycy przestali myśleć o tych, którzy płacą w podatkach na ich wynagrodzenia. Dobrze, że są jeszcze tacy politycy, choćby najniższego szczebla naszej demokratycznej drabinki, jak radni Bokiej, Róg i Kobyliński.

I dobrze, że reprezentują Prawo i Sprawiedliwość.

Paweł Skutecki

Kategoria:
Skuter10 kobiety pl