Portal dwutygodnika
Strona główna W numerze Kolej na muzykę: „Feel the Noize” – Slade (1997)

kultura-muzyka

Kolej na muzykę: „Feel the Noize” – Slade (1997)

Pozostając w karnawałowym nastroju, po sporej dawce sylwestrowych rytmów w rodzimej telewizji, poczułem nieodpartą chęć na nostalgiczną podróż do połowy lat siedemdziesiątych, gdy na domowych prywatkach bądź szkolnych dyskotekach pośród wielu wykonawców modnego wówczas glam rocka, zasłużenie królowała brytyjska grupa Slade – jeden z niekwestionowanych współtwórców tego gatunku. Można tu oczywiście jednym tchem wymienić kilku innych jego przedstawicieli, najczęściej odzianych w barwne, nieco kiczowate stroje, jak choćby Gary Glittera, Suzi Quatro, Sweet, Marca Bolana, T. Rex, Mud itp.

Jednak na początku lat siedemdziesiątych, to właśnie Slade ulokował sześć piosenek na pierwszych miejscach brytyjskiego Top 5, drugie tyle w tytułowej piątce, zaś trzy duże płyty wprowadził na szczyt UK Album Chart. Jednym słowem, grupie niemal udało się powtórzyć sukces The Beatles sprzed dekady.

Dziś oglądam ich popisy z przymrużeniem oka, jednak myślę, że warto z okazji karnawału je przypomnieć, gdyż potrafią wprawić w dobry nastrój. Nie sposób również ich lekceważyć, bowiem do fascynacji zespołem przyznawało się wielu późniejszych twórców, jak choćby Nirvana, Smashing Pumpkins, Sex Pistols, Clash, Kiss i inni.

Zespół miał spory dystans do swej twórczości i wizerunku – dość spojrzeć na ich absurdalne stroje – baki, lustrzany cylinder, kraciaste spodnie, srebrne peleryny i buty na niebotycznych koturnach. A jednak Ozzy Osbourne stwierdził, że wokalista zespołu Noddy Holder, to jeden z największych głosów w historii rocka, zaś Alice Cooper powiedział wprost, że kocha Slade, bo to jeden z najdziwniejszych poszukujących zespołów wszech czasów… Fakt faktem – dawali z siebie wszystko, zwłaszcza na koncertach. Grali prosto, a wszyscy zazdrościli im niesamowitej energii.

Pochodzili z Wolverhampton. Zespół powstał w 1966 roku, a spory w tym udział odegrał miejscowy pub Trumpet, który początkowo służył muzykom za miejsce spotkań. Ich największe przeboje, zresztą jak większość materiału, napisał Noddy Holder (voc) i Jimmy Lea (bg, g, voc, keyb). Podstawowy skład pierwszego wcielenia grupy uzupełniał Dave Hill (bg, g, voc) oraz Don Powell (dr).

We wczesnych latach siedemdziesiątych w zasadzie nie mieli konkurencji. Dość przypomnieć, że w 1973 roku singiel Merry Xmas Everybody sprzedano na całym świecie w ponad milionowym nakładzie. Początki na brytyjskiej scenie jednak nie były łatwe. Pierwszy longplay Beginnings nagrali w 1969 roku, lecz przeszedł bez większego echa.

Rok później odkrył ich Chas Chandler, wcześniej członek The Animals. To on namówił zespół do gruntownej zmiany wyglądu, a także ośmielił muzyków do tworzenia własnego repertuaru.

Strzałem w dziesiątkę okazał singiel z autorskim przebojem Coz I Luv You. Jednym z pomysłów była dość specyficzna pisownia, mająca niewiele wspólnego z angielską ortografią, jak choćby: Look Wot You Dun, Take Me Bak’Ome, Mama Weer All Crazee Now, Gudbuy t ‘Jane, czy nawiązujący do tytułu dzisiejszego odcinka Cum on Feel the Noize.

Członkowie zespołu zgodnie tłumaczyli, że gdyby zapisali je poprawnie, to… zabrzmiałyby nieszczerze i sztucznie, gdyż w Wolverhampton nikt tak nie mówił. Warto też przypomnieć nieco kontrowersyjny film Slade in Flame z 1975 roku. Fabuła opowiadała dzieje fikcyjnej grupy Flame, bez ogródek pokazując ciemne strony show biznesu. Muzycy doskonale sprawdzili się jako aktorzy, a sam film był ciekawym portretem brytyjskiej klasy robotniczej końca lat sześćdziesiątych.

Rok później zespół ruszył na podbój USA. Nagrali tam płytę i zagrali sporo koncertów, jednak nie zrobili kariery. Gdy wrócili do kraju okazało się, że wypracowana z trudem popularność ulotniła się. W międzyczasie powstała nowa fala, a jednak zespołowi udało się przypomnieć o swoim istnieniu niezłą płytą Whatewer Heppened To Slade (1977). Zaostrzyli brzmienie, a rok później pojawili się na trzytygodniowym tournée w Polsce, co w ówczesnych warunkach było sporą sensacją. Zagrali osiemnaście koncertów. Niestety, zgodnie z jakąś ponurą tradycją (patrz grupa Budgie), krótko po tej trasie zespół rozpadł się.

Kilkakrotnie reaktywowali się, a 19 listopada 2010 roku ponownie zagrali w Polsce, w Zielonej Górze i – jeśli wierzyć świadkom – był to jeden z najbardziej udanych koncertów, choć już bez charyzmatycznego Noddy Holdera.

Reasumując trzeba stwierdzić, że wbrew pozorom nie była to jedynie pstrokato odziana grupa wesołków. Zdobyli sławę i popularność bez wsparcia telewizji oraz Internetu. Warto, zwłaszcza w karnawale, przypomnieć sobie ich twórczość. Kwintesencję stylu oraz przegląd najwyżej notowanych przebojów przynosi rekomendowany dziś przekrojowy album zespołu. Jeśli ktoś po niego sięgnie to przypominam: PLAY IT LOUD!

Krzysztof Wieczorek

muza01