Portal dwutygodnika

Poza koleją

71 miliardów

Ministerstwo Rozwoju ogłosiło wszem i wobec, że do polskich firm w ramach pomocy nazywanej zgrabnie tarczą antykryzysową trafiło już ponad 71 miliardów złotych. Żeby uzmysłowić sobie skalę tej pomocy, trzeba mieć jakieś porównanie, bo tego typu liczby są dla nas – oczywiście nieprzeciętnych i błyskotliwych matematyków i ekonomistów światowej klasy – po prostu niewyobrażalne.

No, szczerze: kto wie, co jest warte miliard? Milion jeszcze umiemy sobie przeliczyć na nieruchomości, ale miliard? A 71 miliardów? Przyjmijmy dla ułatwienia, że to jest dużo, naprawdę dużo, cholernie dużo pieniędzy. Trzy czwarte tego, co wydajemy rocznie na całą służbę zdrowia. Robi wrażenie?

No i takie pieniądze już teraz trafiły do polskich firm. Nie kiedyś mają trafić, jak – wiecie rozumiecie – wygramy wybory, tylko już trafiły na konta. Mam z tą kwestią dwa problemy, czy bardziej zagadnienia do rozważań.

Pierwsze jest bardzo optymistyczne: mimo wydatków na ogromne programy socjalne, od 500 plus do trzynastych emerytur, a to są najbardziej znane, w rzeczywistości pakiety socjalny jest w Polsce z roku na rok bardziej pokaźny, ale wracając – mimo tak wielkich wydatków, tak monstrualnie rozrośniętej administracji rządowej i samorządowej, było nas jako państwo stać na tak potężny i kompletnie nieprzywidziany wydatek.

To oznacza, że finanse państwa są w doskonałej kondycji! Jak dobry gospodarz nie wszystko przejadamy, nie wszystko inwestujemy, ale mamy też odłożone na „czarną godzinę”. I teraz się przydało: kiedy Unia Europejska, jak ten gruby i ospały kocur dopiero próbuje się otrząsnąć i wypracować jakiś pomysł na pomoc dla kontynentalnej gospodarki, nasze przedsiębiorstwa mają już kasę na koncie.

Przedsiębiorcy – duzi, średni i ci najmniejsi – nie muszą zwalniać ludzi na bruk i zamykać swoich firm, co by oczywiście musiało spowodować lawinę upadłości i w efekcie kuli śnieżnej upadek całej gospodarki. Co zresztą wieszczyli jeszcze niedawno najwięksi eksperci od światowej ekonomii. Daliśmy radę i to jest naprawdę dobra wiadomość.

Druga refleksja, jaka mnie nachodzi w tej kwestii, jest bardziej złożona. Skoro to nie jest temat z baśni o dobrym premierze i złej epidemii, a twardy fakt będący weryfikowalnym na kontach tysięcy przedsiębiorców, to dlaczego rząd się tym nie chwali? Przecież w roku wyborczym, ba – tuż przed wyborami prezydenckimi, to powinno być tematem dnia, każdego dnia. A nie jest. Dlaczego?

Prezydent Andrzej Duda, który miał jeszcze niedawno wygraną w kieszeni, z dużym prawdopodobieństwem już w pierwszej turze, złapał zadyszkę. Wykorzystała to opozycja i wymieniła po cichu słabnącą z każdym krokiem kandydatkę na nowego, wypoczętego, świeżego, rozsadzanego ambicją i wolą walki zawodnika.

I wszystko się zmieniło. Już nikt nie podejrzewa, że skończy się na jednej turze wyborów. Wszyscy są pewni, że będą dwie i że ta druga może być pełna niespodzianek.

Inna sprawa, że wyborami żyje w kraju łącznie może parę tysięcy osób. Można odnieść wrażenie, że pasjonują się tym jedynie działacze poszczególnych partii i ewentualnie ich najbardziej zagorzali sympatycy.

Polacy generalnie mają te wybory… nieco dalej w hierarchii ważności i pilności niż kwestie utrzymania swojej pracy, zapewnienia przychodów pozwalających na terminową spłatę zobowiązań wobec banków. Kwestie bezpieczeństwa swojego i swojej rodziny dla nas ważniejsze niż wyścig do pałacu prezydenckiego.

Nie powinniśmy jednak tracić z oczu tego, po co wybieramy prezydenta. Tego, że wcale nie chodzi o konkurs piękności, erudycji czy dobrych manier, a o coś tak ważnego, co można poznać wyłącznie w chwili próby. Takiej, jak epidemia i błyskawiczna pomoc dla polskich firm, dzięki czemu mamy ogromną szansę uniknąć krachu, po którym byśmy się jako kraj nie podnieśli przez wiele lat.

I naprawdę dziwi mnie ogromnie, że o tej pomocy tak niewiele się mówi.

Marian Rajewski

Kategoria:
Marian12