Portal dwutygodnika
Strona główna W numerze Z trzeciej strony: Paweł K.

Aktualności

Z trzeciej strony: Paweł K.

No niby mamy jeszcze okres wakacyjny, ale wybory, które już za pasem, sprawiają, że zamiast tradycyjnego potwora z Loch Ness, mamy różnej maści polityków, którzy starają się wypełnić tę pustkę. Co prawda, czasami to „wypełnianie” ociera się o groteskę, ale czego się nie zrobi dla władzy…

Niejaki Paweł Kukiz wedle wielu ekspertów winien zdobyć mistrzostwo świata w trwonieniu poparcia, oczywiście tuż za Bronisławem Komorowskim, którego nikt nie jest chyba w stanie pobić…

I ten wspomniany bojownik antysystemowy wszedł właśnie w alians z PSL (przez niektórych zwanych „PZL-em”), partią, która wręcz uosabia system polityczny III RP, oparty na nepotyzmie, kolesiostwie i partyjniactwie.

Konferencja prasowa, podczas której owo epokowe wydarzenie zostało ogłoszone miastu i światu, przejdzie pewnie do historii… Bo oto „antysystemowiec” Paweł K. wygłasza peany na temat Władysława K.-K., szefa „PZL-u”, że on taki szlachetny, dobry, uczciwy… I że to on właśnie jest stworzony do rozbetonowania sceny politycznej… Nie wiem, śmiać się, czy płakać.

Gwoli wyjaśnienia… Dlaczego to obu panom skracam nazwiska do jednej literki „K.”. Nie, żebym im źle życzył i czekał aż to sąd nakaże „tytułować” ich tylko inicjałami.

To raczej skojarzenie z Józefem K., bohaterem „Procesu” Franza Kafki. Bo losy K. udowadniają bezradność zwykłego człowieka wobec absurdalnie rozbudowanych, beznamiętnych struktur biurokratycznych, które stopniowo człowieka osaczają i tłamszą.

I tak właśnie obaj panowie K., jeden nawet podwójnie literkowany, jakoś mi pasują do „kafkowego” świata A.D. 2019.

Wracając zaś do koalicji PZL-Kukiz, to rzeczywiście płakać raczej trzeba nad losem tegoż drugiego „członu”, bo upadek jest tak druzgocący, że aż boli. I to nie tylko tegoż pana z Opolszczyzny, ale przede wszystkim szeregu naprawdę wartościowych, często bardzo młodych ludzi, którzy mu zawierzyli, a teraz przeżywają spotkanie ze ścianą zwykłej hipokryzji i egoizmu.

A miało być przecież inaczej… A okazało się tak samo, tylko bardziej śmieszno…

Mój ulubiony bohater serialu „House of Cards”, Frank Underwood, rzekł w podobnej sytuacji: „Drogę do władzy wypełniają hipokryzja i trupy. Na wyrzuty sumienia nie ma miejsca”.

No i Paweł K. posłuchał Franka U., i zastosował tę tak bolesną prawdę. Szkoda tylko tych 20% rodaków z wyborów prezydenckich 2015 roku, którzy zaufali byłemu wokaliście zespołu „Piersi”. Oni są tymi „trupami”, których pozostawia na ścieżce do władzy Paweł K. To oni są rozczarowani i sfrustrowani. Pytanie, czy jeszcze komuś uwierzą i dadzą się porwać w jakiś wyborach?

Najwyraźniej Paweł K. uwierzył. Nawet wtedy, gdy zapytano go o głośny incydent z niejakim Leszkiem Jażdżewskim. Ów L.J. w obecności Władysława Kosiniaka-Kamysza głosił wszem i wobec: „Polski Kościół zaparł się Ewangelii, zaparł się Chrystusa i gdyby dzisiaj Chrystus był ponownie ukrzyżowany, to prawdopodobnie przez tych, którzy używają krzyża jako pałki do tego, aby zaganiać pokorne owieczki do zagrody. (…) Ale rywalizacja na inwektywy i negatywne emocje z nimi [kościołem] nie ma sensu, dlatego że po kilku godzinach zapasów ze świnią w błocie orientujesz się w końcu, że świnia to lubi.”

I wówczas tłum, w tym Władysław K.-K., chichotał i klaskał co niemiara… Czy Paweł K. też by klaskał? Chociaż, jego obecny polityczny kompan, nazajutrz wycofywał się z zachwytów i tłumaczył, że on może i klaskał, ale nie zgadza się z tymi poglądami.

Jakimi? No właśnie… Może to taka nowa tradycja: Kosiniak klaskał i był „za”, a Kamysz był „przeciw”? W końcu to partia obrotowa. Pójdzie z każdym. Teraz z Pawłem K.

No i kiedy zapytano dalej Pawła K., jak może współpracować teraz z PSL-em, skoro nie tak dawno nazywał tę partię „Zorganizowaną grupą przestępczą”, odpowiedział, że on już teraz patrzy w przyszłość…

No i wszystko jasne… Świetne wytłumaczenie… Zresztą nie on jeden je stosuje, bo szef PO-KO, Grzegorz Schetyna, też patrzy w przyszłość i na listy wyborcze wyciągnął z krypty sprawdzonych towarzyszy – Millera, Cimoszewicza, Belkę… Toż to oni mają być przyszłością!

No i znów skojarzenia literackie się nasuwają… Tym razem Orwell i jego „Rok 1984”. To przecież tamże, w Oceanii, Ministerstwo Pokoju, zajmowało się w działaniami wojennymi; Ministerstwo Prawdy, propagandą i fałszowaniem informacji; Ministerstwo Miłości, odpowiadało za inwigilację i egzekucje…

Jakoś mi to całe towarzystwo pasuje i do „Procesu”, i „Roku 1984”…

Szkoda tylko Józefa (Pawła) K.

Mirosław Lisowski - podpis

Kategoria: ,
strona17