Portal dwutygodnika
Strona główna W numerze Z trzeciej strony: Nalepka

Aktualności

Z trzeciej strony: Nalepka

Rozpocznę od dłuższej analizy pojęcia (za „Wikipedią”): polityka historyczna, bo bez tego trudno będzie mi wyłuszczyć to, co chciałbym w moim felietonie przekazać.

A zatem…  Polityka historyczna (niem. Geschichtspolitik) lub polityka pamięci – kształtowanie świadomości historycznej oraz wzmocnienie publicznego dyskursu o przeszłości.

Pojęcie polityki historycznej wywodzi się z Niemiec, gdzie pojawiło się po 1989 roku. Skupia się tam na szczegółowej analizie związku historii z polityką tego kraju. Wraz z początkiem lat 90. debata publiczna na temat wydarzeń z historii zaczęła mieć coraz większe znaczenie. (…)

Narzędziami polityki historycznej są finansowane przez państwo: badania naukowe, edukacja i wychowanie, instytucje wyspecjalizowane (jak muzea, izby pamięci, instytuty lub centra), organizacja czasu (kalendarz świąt państwowych), topografia pamięci, wykorzystanie mediów masowych i wymiar sprawiedliwości, a także dwa instrumenty modalne: definiowanie postaw i wartości poprzez etykietowanie bohaterów [podkreśl. M.L.] oraz polifonia narracji, czyli wykorzystywanie różnych narratorów o odmiennym autorytecie (np. świadka wydarzeń i naukowca) do opowiadania o jednym wydarzeniu z przeszłości.

Polityka historyczna rozstrzyga jakie będą: budowane pomniki i muzea, nadawane nazwy ulic i placów [podkreśl. M.L.], powoływane do życia instytucje służące pamięci historycznej wspólnoty, a także wspierane przez państwo i samorządy badania naukowe oraz działania kulturalne i edukacyjno-wychowawcze. Ponadto decyduje o nazwiskach patronów [podkreśl. M.L.] (które znajdą się w nazwach placówek oświatowych i innych instytucjach publicznych) oraz o osobach, które zostaną odznaczone orderami i medalami zasługi.

Tyle analiza… A po cóż ona? Ano po to, by sięgnąć choćby do przykładu skutecznego „etykietowania bohaterów” w wykonaniu państwa niemieckiego.

8 lipca 2015 r. wówczas (o zgrozo!) jako prezydent RP, Bronisław Komorowski podczas uroczystości ku czci nazisty Clausa von Stauffenberga i pamięci o uczestnikach nieudanego zamachu na Hitlera z 20 lipca 1944 r., stwierdził, że w jakimś sensie Powstanie Warszawskie było konsekwencją zamachu na Hitlera z 20 lipca 1944 r. w Wilczym Szańcu: „W jakiejś mierze polski zryw niepodległościowy 1 sierpnia 1944 r. wpisuje się (niezależnie od intencji) także w ten kalendarz wydarzeń, w których funkcjonuje tradycja 20 lipca 1944 r., a więc tradycja zamachu na Hitlera”.

I zakończył swoją „myśl”, żeby nie było wątpliwości, twierdzeniem, że niemiecki sprzeciw wobec nazizmu wymagał heroizmu i odwagi, często nieporównywalnej z niczym innym, więc zasługuje na szacunek i na podziw…!

A jak wygląda etykietowanie bohaterów polskich A.D. 2019?

31 października 2019 r. Rada miasta Żyrardów na wniosek radnych PO-KO dokonała zmiany nazwy ulicy generała Emila Fieldorfa „Nila” na ulicę „Jedności Robotniczej”.

Inicjatywa Obywatelskiego komitetu Uchwałodawczego podyktowana jest konsekwencją woli mieszkańców miasta Żyrardowa, dla których „Jedność Robotnicza” była i jest istotnym czynnikiem w życiu społecznym. Ta jedność stanowiła i stanowi nasze dziedzictwo kulturowe. Jest w głębokiej niezaprzeczalnej robotniczej tradycji naszego miasta, której mit nie powinien kwestionować, a wyłącznie ją szanować. Jedność Robotnicza w Żyrardowie upamiętnia bogatą historię ruchu robotniczego w naszym mieście, strajków pracowniczych w walce o lepsze prawa i byt mieszkańców – można przeczytać w uzasadnieniu uchwały.

Siał postrach wśród Niemców, został zamordowany przez komunistów. Teraz straci swoją ulicę. 30 lat po jego rehabilitacji władze Żyrardowa pozbawiają bohatera swojej ulicy, przemianowując ulicę „Nila” na Jedności Robotniczej – poinformował na swojej stronie na Facebooku IPN.

Polityka „właścicieli” III RP w ostatnich dziesięcioleciach, to nie polityka historyczna, ale raczej polityka wstydu. Ciągłego samobiczowania za grzechy, których nie popełniliśmy. Robione po, by zniszczyć pozytywny obraz historyczny Polski, jej dumy kulturowej.

Polityka wstydu, to także relatywizm historyczny. To przekłamania lub wręcz niezaistniałe fakty, półprawdy i karkołomne anachronizmy, by zamiast prawdy historycznej, wszystko, co jest niewygodne dla innych, generalizować: – No wyście też wycierpieli… Te przesiedlenia, ten Hitler. Ci okropni naziści… I jak to ujęła kanclerz Niemiec Angela Merkel: lądowanie wojsk alianckich w Normandii było „darem historii”, bo „w Niemczech doprowadziło ostatecznie do wyzwolenia od narodowego socjalizmu”.

Część naszych rodaków nadal nie potrafi wyzwolić się od polityki wstydu i myli „etykietowanie bohaterów” z etykietą, jako nalepką na produkcie z jego nazwą i ceną… Lepiej zmieniać nazwy ulic, czy przenosić pomniki, niż odwoływać się do prawdziwej i tak dumnej naszej historii…

Georg Christoph Lichtenberg, niemiecki fizyk i myśliciel, pisał: Istnieją ludzie, którzy dopiero wtedy słyszą, gdy im się uszy obetnie.

Mirosław Lisowski - podpis

Kategoria: ,
strona23