Portal dwutygodnika
Strona główna W numerze Między Warszawą a Tczewem

W numerze

Między Warszawą a Tczewem

Pamiętam, że gdy przed kilkoma miesiącami po raz pierwszy wspomniałem o już w tej chwili słynnym, a wówczas jeszcze mało znanym internetowym trollu o nazwisku Jachira, i gdy jednoznacznie zasugerowałem, że jestem niemal pewien, iż otrzyma ona (gdyż to troll płci żeńskiej jest) mandat poselski z list Koalicji Obywatelskiej, odpowiedzią na moje przewidywania zazwyczaj było znamienne pukanie się w czoło.

– Jak to? To żenujące dziewczę z lalką, ta niespełniona aktoreczka siódmego planu będzie teraz zasiadać w fotelu sejmowym i będzie miała realny wpływ na prawo stanowione w naszym kraju? – pytali jedni.

– Kobietę, która robi sobie obrzydliwe żarty z patriotycznych haseł i to pod pomnikiem Armii Krajowej, mają teraz Warszawiacy wybrać na swoją posłankę?! A w życiu. Nigdy! – dodawali drudzy.

Ja jednak wiedziałem swoje i niestety na moje wyszło, ze szczególnym podkreśleniem słowa: niestety…

Już jakiś czas temu ukułem mocno kontrowersyjną, a może i obrazoburczą tezę, iż ta Warszawa, która została odbudowana po II WŚ, powinna otrzymać jakąś inną nazwę, gdyż o ile znajduje się w tym samym miejscu, jeśli chodzi o współrzędne geograficzne, to de facto nie jest już tym samym miastem, a tragiczne zmiany dotknęły tak wielu aspektów i zaszły tak daleko, że nie było po wojnie możliwości restytucji „Paryża Wschodu”.

Race oraz wycie syren raz do roku w Godzinę „W”, czy późniejsze tłumne, wspólne śpiewanie powstańczych pieśni tego samego wieczoru, nie zmienią tragicznej prawdy, że Warszawa została 75 lat temu zamordowana przez Niemców, na jej miejscu zaś powstało coś, co niektórzy złośliwie nazywają „warszawką”, z całym bagażem negatywnych skojarzeń, jakie to określenie ze sobą niesie.

Zaiste, tylko w „warszawce” mieszkańcy mogli wybrać sobie kobietę o wyglądzie, a co gorsze także mentalności, chciwej przekupy na prezydenta swojego miasta i utrzymywać ją na tej funkcji przez pełne 12 lat, pomimo wszelkich nieprawidłowości, czy afer cechujących tę prezydenturę.

Tylko w „warszawce” można było wyrzucić ponad 40 tysięcy ludzi (w tym również Powstańców!!!) na bruk w procesie złodziejskiej, a niekiedy także bandyckiej (sprawa Jolanty Brzeskiej) reprywatyzacji, przy całkowitej obojętności współmieszkańców.

W końcu, tylko w „warszawce” można było wybrać Jachirę – plującą na wszystko, co powinno być święte dla mieszkańców tego miejsca – na funkcję posłanki. W Warszawie takie rzeczy byłyby wszak niemożliwe!

Taka jednak zasada zbiorowego amoku, że – skupiając się już tylko na pani Klaudii – zwłaszcza w okresie wyborczym, nienawiść do któregoś z polityków wrogiego obozu przesłania zdrowy rozsądek i parę innych z gruntu pozytywnych cech, uwalniając przy okazji trolle oraz demony i przywołując je do życia za pomocą niewinnej karteczki wrzucanej do urny.

O ile zatem, mimo wszystko można ów warszawski amok w sensie emocjonalnym zrozumieć, chociaż z odrazą, o tyle inne zbiorowe szaleństwo, które dotknęło pewną mniejszą społeczność w północnej części Polski, wymyka się wszelkim regułom logiki.

Oto w około 60-tysięcznym Tczewie znalazło się niemal 1.200 osób, które zdecydowały się postawić krzyżyk przy nazwisku – Neumann Sławomir.

Od razu dodam, że nie chodzi o metaforyczne postawienie krzyżyka na danej osobie, czyli skreślenie jej z kręgu ludzi szanowanych, co w tym przypadku byłoby nawet bardziej niż zrozumiałe, ale o postawienie go w kratce przy nazwisku na karcie wyborczej, co oznacza coś wręcz przeciwnego, czyli pełne zaufanie i akceptację danej osoby.

Wydaje się rzeczą raczej mało prawdopodobną, aby elektorat pana Sławomira nic nie wiedział o nagraniach, które tydzień przed wyborami trafiły do szerokiej opinii publicznej, gdyż temat był wałkowany przez kilka dni we wszystkich mediach od prawa do lewa.

Przypomnijmy tylko pokrótce, że na owych nagraniach pan Neumann, podczas wewnętrznej narady tczewskiego kierownictwa Platformy Obywatelskiej, omawia generalną strategię swojego ugrupowania przed nadchodzącymi wówczas wyborami samorządowymi, jak również zajmuje się wewnątrzpartyjnymi personaliami, klnąc przy tym oraz bluzgając z częstotliwością, której nie powstydziłby się sam Bogusław Linda z roli w pamiętnych „Psach”.

Mniejsza z tym, że Neumann bluzga; mniejsza, iż wypowiada się w stylu mafijnego bossa; mało istotne również, że wykazuje skrajny cynizm oraz pogardę w stosunku do oddolnych partyjnych struktur zarówno swojego ugrupowania, jak i szaleńców z upadłego KOD… Wszystko to nieważne.

Natomiast fragment, w którym charakteryzuje on swój własny, potencjalny elektorat, jako stado bezrozumnych idiotów (oryginalnego słowa, użytego przez Neumanna nie mogę przytoczyć ze względu na ograniczenia cenzuralne), którzy nie mają pojęcia na kogo głosują oraz oświadcza, że „rzyga tym Tczewem”, powinien automatycznie spowodować, że przy jego nazwisku nie pojawi się ani jeden krzyżyk. Ani jeden!

Ale pojawił się i to nie jeden, lecz, jak podaje PKW, dokładnie 1.182 mieszkańców tego miasta postanowiło oddać swój głos na człowieka, który tak ich upokorzył. W regionie tczewskim było ich 2.273, a w całym okręgu gdańskim ponad 25 tysięcy! Nie tylko zatem stwierdzili, że deszczyk pada, ale i wystawili swoje twarze ku… chmurkom. Tego właśnie w swojej nieuleczalnej naiwności nie potrafię zrozumieć, to mi się logicznie nie dodaje.

Chciałem to wszystko jakoś zręcznie na koniec podsumować, ale już nie muszę… Te powyższe liczby zrobiły to przecież za mnie w sposób idealny. A może w ogóle, paradoksalnie najlepiej podsumował to wszystko sam Neumann w tych podsłuchanych rozmowach?

Marian Rajewski

Kategoria:
Marian22 kresy pl