Portal dwutygodnika
Strona główna W numerze Kolej na muzykę: „Love Is Here To Stay” – Diana Krall & Tony Bennett (2017)

W numerze

Kolej na muzykę: „Love Is Here To Stay” – Diana Krall & Tony Bennett (2017)

Leniwe skwarne popołudnie, czas relaksu, sezon urlopowy w pełni. Podczas wakacji muzyka ma wymiar szczególny. Cóż polecić, by zapewnić psychiczny relaks także uszom, skołatanym muzyką serwowaną w przestrzeni publicznej modnych kurortów? Może odrobina klasyki sprzed wielu lat, w uroczym współczesnym wykonaniu dwóch artystów światowej klasy…

„Love Is Here To Stay” („Miłość pozostanie”), to tytuł starego przeboju napisanego w latach trzydziestych przez George’a Gershwina z tekstem Iry Gershwina. Śpiewała go Ella Fitzgerald z Louisem Armstrongiem, Ella Fitzgerald, Billie Holiday, Dinah Washington i wielu innych. To także tytuł wspólnej płyty Tony Bennetta, lubianego przeze mnie wybitnego amerykańskiego wokalisty jazzowego, czarującego swym głosem już blisko siedem dekad, laureata kilkunastu nagród Grammy oraz Diany Krall, dobrze znanej w naszym kraju kanadyjskiej pianistki i wokalistki, również laureatki Grammy, która także może pochwalić się sporym dorobkiem płytowym. Oboje przyjaźnią się od wielu lat, jednak dopiero teraz postanowili nagrać wspólną płytę, którą w zasadzie zaliczyć można do tzw. Great American Songbooks, czy jak kto woli do zbioru słynnych amerykańskich standardów. Całość została zinterpretowana w przeuroczy swingowy sposób, bez zbędnych udziwnień, a przy tym z niezwykłą lekkością, na jaką stać jedynie prawdziwie wielkich artystów.

Urzeczony głosem (i pianistyką) Diany Krall zacząłem kupować jej płyty, gdy miała za sobą zaledwie trzy krążki. Dziś mam już siedemnaście tytułów, a moja fascynacja jej postacią nie zmalała ani o jotę. Wielokrotnie zadawałem sobie pytanie – czy to kwestia niepowtarzalnego głosu, urody, czy może brzmienia fortepianu? Nie ma na to prostej odpowiedzi. Zebrane płyty również jej nie dają, bowiem za każdym razem odkrywam w jej twórczości i interpretacjach coś nowego. Nie ulega wątpliwości, że Diana Krall jest obecnie najpopularniejszą, komercyjną wokalistką jazzu. Można przyjąć, że jest spadkobierczynią tradycji Bessie Smith i Shirley Horn.

Jak dotąd zdołała ulokować aż osiem albumów na szczycie prestiżowej listy Billboard Jazz Albums. Zdobyła pięć statuetek Grammy Awards, osiem nagród Juno Awards oraz kilkadziesiąt złotych i platynowych płyt na całym świecie. Co ciekawe – jej wyjątkowy głos jeden z krytyków porównał do mieszaniny whisky z miodem. To jedna z niewielu wokalistek, która swoje niepowtarzalne brzmienie potrafi łączyć z tradycyjnym klimatem jazzu i swingu, wnosząc jednocześnie do tych gatunków świeżość i nowoczesność. Dla wielu to właśnie ona jest dziś ikoną jazzowego śpiewu.

Wspaniała muzyka, doskonała interpretacja, atrakcyjny estradowy wizerunek oraz niepospolita uroda sprawiają, że Diana Krall jest równie popularna i ceniona, jak największe gwiazdy filmu i pop-estrady. Nic dziwnego, do wykonywanych przez siebie piosenek potrafi dodać fascynującą nutę kobiecej zmysłowości, ukrytą pod nienagannymi manierami prawdziwej damy. Albumem z Tony’m Bennettem potwierdza swą wyjątkową klasę.

Sięga także po lżejszy repertuar. Czasem (choć rzadko) wykonuje własne kompozycje (oraz napisane wspólnie z mężem – Elvisem Costello). Można je odnaleźć choćby na płycie „The Girl in the Other Room” (2004). Jednak zasadniczą część jej repertuaru stanowią standardy jazzowe oraz utwory zaliczane do amerykańskiej klasyki, takich kompozytorów jak choćby Jerome Kern, Irving Berlin, George Gershwin, Richard Rodgers, Cole Porter i Harold Arlen.

Te stare kompozycje mają do dziś w sobie coś magicznego i fascynującego. Sięga po nie wielu wykonawców, bo zwykle gwarantują dobrą sprzedaż płyt. Wspomnę tu choćby serię pięciu albumów z takim właśnie repertuarem, które nagrał kilka lat temu Rod Stewart.

Nasuwa się pytanie – czy w istocie naprawdę lubimy tylko te piosenki, które znamy? Album nagrany z nestorem amerykańskiej wokalistyki dowodzi, że Diana nadal ma sporo do przekazania swym słuchaczom. Fascynuje zarówno młodsze, jak i starsze pokolenia, a jej koncerty wciąż pozostają wielkim przeżyciem. Do każdego utworu prócz talentu wnosi coś nowego i świeżego, dowodząc że we współczesnym świecie podział na style i gatunki jest anachronizmem. Choć brzmi to banalnie, to muzyka naprawdę jest albo dobra, albo zła. A prawdziwy artysta potrafi utrzymać swą wysoką pozycję bez skandali i tanich sensacji.

Krzysztof Wieczorek

Kategoria:
muza17