Portal dwutygodnika
Strona główna W numerze Admirał Unrug – obrońca polskiego Wybrzeża

W numerze

Admirał Unrug – obrońca polskiego Wybrzeża

Przyszedł na świat u schyłku XIX stulecia w Brandenburgu koło Berlina. Jego ojciec, generał major pruskiej gwardii Thaddäus Gustav von Unruh pielęgnował polskie tradycje, wysoko ceniąc sobie obywatelstwo, które ród Unrugów jako indygenat zyskał od króla Władysława IV już XVI wieku.

Przywiązanie do Polski nie było tu jedynie pustą deklaracją. Starsi bracia Tadeusza walczyli w powstaniu styczniowym, a on sam – mimo że w domu mówiło się także po niemiecku i francusku – do synów zwracał się jedynie po polsku. Zatrudniając polskich nauczycieli zadbał o ich patriotyczne wychowanie i edukację.

Starszy z nich – Józef Michał Hubert (takie imiona zgodnie z tradycją otrzymał na chrzcie) już od najmłodszych lat zafascynowany był morzem. Niewykluczone, że miały w tym swój udział polskie książki marynistyczne, przygodowe i podróżnicze, których w majątku Unrugów położonym niedaleko Żnina nie brakowało.

Po ukończeniu drezdeńskiego gimnazjum, dzięki listom polecającym ojca przyjęto go do szkoły morskiej Kaiserliche Marine w Kilonii. Szkolił się na różnych jednostkach, począwszy od trójmasztowca z napędem parowym po pancerniki. Ukończył kurs żeglugi podwodnej, strategii walki oraz torpedowo-minowy.

Po promocji oficerskiej rozpoczął służbę na krążownikach „München” i „Niobe” oraz pancerniku „Braunschweig”. W czerwcu 1911 roku trafił jako oficer inspekcyjny do Szkoły Marynarskiej Mürwik we Flensburgu, a roku został adiutantem jej komendanta. W 1913 roku powrócił na morze, gdzie pływał na pancerniku „Friedrich der Große”, a w latach 1915-1919 na okrętach podwodnych. Był także komendantem szkoły i dowódcą flotylli okrętów podwodnych.

Tuż po odzyskaniu niepodległości wystąpił z Kaiserliche Marine i wrócił do Polski, gdzie powierzono mu zadanie odbudowy polskiej marynarki wojennej. Nie było to łatwe, gdyż odradzająca się Polska nie miała początkowo dostępu do morza, a tym bardziej własnej floty.

Józef Unrug rozpoczął pracę jako kierownik Wydziału Operacyjnego dla Spraw Morskich. Z zaangażowaniem szlifował swój język polski, a dzięki wrodzonemu poczuciu obowiązku regularnie awansował. Z czasem został szefem nowopowstałego Urzędu Hydrograficznego.

Gdy w wyniku traktatu wersalskiego Polska uzyskała dostęp do morza byli zaborcy bynajmniej nie mieli zamiaru odsprzedawać „sezonowemu państwu” jakichkolwiek jednostek. Dzięki swym znajomościom były kapitan-lejtnant Joseph von Unruh zakupił w Hamburgu na własne nazwisko (i niewykluczone, że za własne pieniądze – choć tu historycy nie są zgodni) mały wysłużony parowiec „Woltan”, który po remoncie jako ORP „Pomorzanin” stał się zalążkiem polskiej floty.

W 1933 roku Józef Unrug został awansowany do stopnia kontradmirała, a tuż przed wybuchem II wojny światowej objął stanowisko dowódcy Floty i Obrony Wybrzeża. Pomimo początkowych zawirowań w kwestii dowodzenia Półwysep Helski okazał się jednym z najdłużej bronionych punktów oporu podczas kampanii wrześniowej. Hel skapitulował 2 października 1939 roku, a admirał Unrug trafił do niewoli.

Do legendy przeszła jego odmowa używania języka niemieckiego. W jakichkolwiek rozmowach z okupantem mówił po polsku choć z twardym akcentem i żądał tłumacza, twierdząc, że 1 września 1939 roku definitywnie zapomniał niemieckiego. Konsekwentnie odrzucał też oferowane przez Niemców stanowiska w hitlerowskiej Kriegsmarine. Wolność przynieśli mu żołnierze amerykańscy w kwietniu 1945 roku, wyzwalając niemiecki obóz Murnau w Bawarii.

Po zakończeniu wojny trafił do Wielkiej Brytanii, gdzie brał udział w demobilizacji Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Tam też otrzymał awans do stopnia wiceadmirała, a w styczniu 1947 r. został odznaczony Złotym Krzyżem Orderu Wojennego Virtuti Militari IV klasy. Władze brytyjskie przyznały mu emeryturę, on jednak w geście solidarności z setkami tysięcy polskich żołnierzy walczących na Zachodzie i pozbawionych później środków do życia odmówił jej przyjęcia.

Nie mogąc wrócić do kraju, gdzie rozpoczęła się nowa okupacja, wyjechał wraz żoną na emigrację do Maroka. Tam pracował przy rozładunku kutrów rybackich. Po przeprowadzce do Francji, już jako siedemdziesięciolatek został kierowcą dostawczej ciężarówki.

W 1958 roku wraz z żoną trafił do domu spokojnej starości dla byłych kombatantów i polskich uchodźców politycznych w Lailly-en-Val niedaleko Orleanu. Zmarł w roku 1973, mając 88 lat.

Wraz z żoną, która przeżyła go o siedem lat, został pochowany w kaplicy zamku Branickich w Montrésor nad Loarą. W testamencie zastrzegł, że sprowadzenie jego szczątków do Polski będzie możliwe dopiero po zrehabilitowaniu kolegów, oficerów Marynarki Wojennej RP, niewinnie straconych lub zmarłych w więzieniach.

Doczekał tego po wielu latach. Jego prochy zostały sprowadzone do kraju dopiero w październiku 2018 roku. Wraz z żoną spoczął na Cmentarzu Marynarki Wojennej w Gdyni-Oksywiu. Prezydent Rzeczypospolitej Andrzej Duda pośmiertnie awansował go na stopień admirała floty, najwyższy w polskiej Marynarce Wojennej.

Krzysztof Wieczorek

Kategoria:
histo23