Portal dwutygodnika
Strona główna kalejdoskop

kalejdoskop

Do Polski docierają uchodźcy, prawdziwi i „malowani”, tym razem z Afganistanu.

Czy decyzja o budowie muru na granicy polsko-białoruskiej jest właściwą reakcją polskiego rządu?

Mirosław Lisowski: Przede wszystkim, to należy podziękować pani kanclerze Merkel za jej „Velkommen”, wygłoszone do emigrantów w roku 2015. Przez te już 6 lat islamska ludzka fala zalewa Europę. Na szczęście nam udawało się do tej pory przed tym szaleństwem bronić. I dlatego teraz postawienie muru staje się wręcz koniecznością. Przecież jasnym jest, że Łukaszenka i Putin używają bomby demograficznej w ramach, często używanego ostatnio określenia, wojny hybrydowej. I tylko ktoś naiwny tego nie widzi. A te cyrkowe występy na granicy posłów i senatorów opozycji już nie są śmieszne, a nawet żałosne. Ale niebezpieczne i bardzo groźne, bo mogą doprowadzić nawet do zbrojnego konfliktu granicznego.

Aleksander Wiśniewski: Na polskiej granicy, jednocześnie wschodniej granicy Unii Europejskiej, gromadzą się rzekomi Afgańczycy uciekający przed Talibami.Owi uchodźcy, którzy w jakiś niepojęty sposób znaleźli się w Mińsku, teraz usilnie próbują w sposób nielegalny dostać się na teren Polski. Polsko-białoruskie przejście graniczne, gdzie mogliby poprosić o azyl, znajduje się kilka kilometrów od ich koczowiska. W czasie, w którym część naszej totalnej opozycji absurdalnie, wręcz groteskowo, chce migrantom te nielegalne przekroczenie granicy ułatwić, budowa muru wydaje się być koniecznością. Kiedy jesteśmy prowokowani musimy bronić naszej Ojczyzny.

Krzysztof Wieczorek: Aleksander Łukaszenka w ramach szantażu zorganizował most powietrzny z Irakiem i przerzuca nad granice Unii Europejskiej, czyli z Litwą i Polską, kolejne grupy zdesperowanych (czy tylko?) Irakijczyków i Afgańczyków. Pogranicznicy starają się odpędzać te grupy, lecz one wracają poganiane przez uzbrojone służby białoruskie. Tymczasem Europa, nie mając żadnego pomysłu jak im pomóc, a przede wszystkim, jak stawić czoła problemowi, jaki pośrednio sama wywołała, buduje jedynie mury. Musimy bronić swych granic, to nie ulega wątpliwości, jednak na tak postawione pytanie nie ma prostej odpowiedzi. A tymczasem, jak w pieśni Kaczmarskiego „mury rosną, rosną…”

Zbigniew Wolny: Granica naszego państwa zawsze powinna być dobrze strzeżona przed nielegalnymi przekroczeniami. Dzisiaj granica z Białorusią jest szczególnie narażona na prowokacyjne przekroczenia tzw. „uchodźców”, sterowane przez reżim Łukaszenki (a może przez Rosję). Musimy bronić jej przed tymi prowokacjami wszelkimi legalnymi metodami. Budowa muru jest tym sposobem, stosowanym w wielu miejscach świata, np. na granicy meksykańsko-amerykańskiej. Róbmy to jeżeli poprawimy tym bezpieczeństwo Polski.

Paweł Skutecki: Dzisiaj bardzo trudno nawet najlepszym służbom wywiadowczym świata odróżnić uchodźcę od terrorysty, a tego znów od emigranta zarobkowego. Intencje człowieka, o którym nie wiemy nic, mogą być przeróżne. Polska jest dzisiaj, znowu, przedmurzem Europy i mamy na sobie obowiązki wobec całego kontynentu. Podstawowy obowiązek każdego rządu, to zapewnienie fizycznego bezpieczeństwa własnym obywatelom, a dopiero później pomoc obywatelom innych państw. Dlatego decyzja o postawieniu tamy niekontrolowanemu ruchowi niezdefiniowanych grup obywateli państw trzecich jest koniecznością.

Adam Dyląg: W chwili, kiedy to przez Polskę handlarze ludźmi chcą ich przerzucać do Europy, kwestia ochrony granic jest kluczowa. Na pewno budowanie muru, to sprawa trochę żenującą, ale w jaki inny sposób się zabezpieczyć? Oczywiście można postawić setki pograniczników do pilnowania kilku kilometrów granicy, ale czy to na dłuższą metę zda egzamin? Widząc to, co się dzieje w Afganistanie, gdy za kilka miesięcy na granicy pojawią się setki uchodźców, budowa muru wydaje się konieczna. Niestety w chwili obecnej sprawa emigrantów znów znajduje się na czołówkach gazet i dzienników więc trzeba się będzie bronić.

„Urodzenie dziecka, nie mówiąc już o dwójce, trójce, czwórce, to jest demograficznie fajna rzecz, ale jakże często to jest udręka na najbliższe 20 lat życia, nie ma wsparcia, bo mąż jest przekonany, że jest ok, kiedy żona zaiwania od rana do wieczora, a on ma wzory postępowania od samej góry począwszy.”(Donald Tusk)

Czy dziecko rzeczywiście jest udręką dla kobiety?

Mirosław Lisowski: Kobietą nie jestem, zatem trudno mi o Tuskowej „udręce” mówić. Ów też kobietą nie jest (chyba?!), to i doświadczeń ma tyle samo, co i ja. No chyba, że okres wychowania swoich latorośli był dla niego koszmarem i traumą. Ale jedno wiem na pewno – udręką jest powrót Donalda Tuska do polskiej polityki. Jego toksyczność czujemy na każdym kroku. Nie przywiązuję już uwagi do tego, co „król Europy” opowiada. Stał się jedynie hejterem i furiatem, który dostał zadanie do wykonania. Należy to ciągle pokazywać i robić po prostu swoje.

Aleksander Wiśniewski: Zadziwiające głupoty opowiada Pan Tusk. Do kogo właściwie kieruje te słowa? Czyżby chęć przypodobania się parom jednopłciowym? Feministkom? Fanom LGBT? Ta wstawka o kobiecie,żonie-matce co to zaiwania od rana do wieczora i głupkowatym mężu-ojcu, który ma wzory od samej góry (sic!) wyraźnie na to wskazuje. Nie znam żadnej kobiety – poza nielicznymi przypadkami patologii – która uważałaby macierzyństwo za udrękę. Nie jestem kobietą, jestem ojcem i dziadkiem, ale wiem, że dzieci i wnuki, to skarby, które dla moje żony nigdy nie były i nie są udręką.

Krzysztof Wieczorek: Nie wiem skąd wiedzę o świecie i problemach rodziny czerpie pan Tusk. Znam rodziny, które przez lata starają się, by doświadczyć tych „dwudziestu lat udręki”. Wspólnie z żoną wychowaliśmy córkę, która ma już własną rodzinę i również własne potomstwo. Ani przez chwilę nie był to czas udręki, a wręcz przeciwnie. I były to lata, gdy na pomoc państwa nie można było liczyć, gdyż tym odrobinę (podkreślam wyraźnie słowo „odrobinę”) lepiej uposażonym zabrano nawet dodatki rodzinne. Wszystko jest kwestią wyniesionego z domu systemu wartości i poukładania własnych priorytetów w odpowiedniej kolejności. Radości i satysfakcji z macierzyństwa oraz ojcostwa nic nie jest w stanie zastąpić.

Zbigniew Wolny: Jak zwykle Pan Donald Tusk mówi, co mu ślina na język przyniesie. Bez zastanowienia, a potem jego koledzy z partii muszą tłumaczyć, co premier miał na myśli. Parafrazując doktora Strosmajera, gdyby głupota umiała latać Tusk wznosiłby się, jak gołębica. Nie jestem kobietą (Pan premier Donald chyba też nie), więc trudno mi mówić, co czuje przyszła matka, kiedy wie, że urodzi dziecko. Mimo tego jestem przekonany, że 99% kobiet uważa, iż jest to największy dar od Boga. Oczywiście wychowanie dziecka nigdy nie jest łatwe, ale dzisiaj znacznie łatwiejsze niż za czasów komuny, kiedy każdą pieluchę tetrową, każdy śpioszek i odżywkę trzeba było wystać lub kupić za dolary. Wiem jedno, moja córka jest dla mnie największym skarbem i darem od Boga.

Paweł Skutecki: Udręką to jest dla nas wszystkich jakość polskiej sceny politycznej, od prawa do lewa, od góry do dołu. Ale równocześnie udręczeni mamy poważne objawy syndromu sztokholmskiego i dalibyśmy się za swoich dręczycieli pokroić, jedni za lewych, drudzy za prawych. A wracając do sedna… Żyjemy w czasach redefinicji wszystkiego. W mojej ukochanej Bydgoszczy dwóch lekarzy wzięło ze sobą ślub – krzyczą media. Ślub! Jak rozmawiać o macierzyństwie, skoro ten szowinistyczny wyraz od razu dyskryminuje wszystkie kilkadziesiąt płci kosztem jednej, najbardziej zaściankowej? Pogubiliśmy się w tym wszystkim…

Adam Dyląg: Nie wiem, skąd pan Donald Tusk czerpie takie wzorce o rodzinie i rodzicielstwie? Sam wychowałem dziecko i teraz pomagam w wychowaniu wnuków, ale nie zauważyłem, aby moja żona się skarżyła. Z wielką radością oczekiwaliśmy narodzin, a po urodzeniu każda chwila spędzana z dzieckiem, to wspaniałe przeżycia. Być może w domu pana Donalda było coś nie tak i stąd u niego takie wnioski się nasuwają na temat macierzyństwa. Znam wiele rodzin wielodzietnych, ale żadna matka nie narzekała na trudy wychowania. Zdarza się, że mąż pracuje więcej, ale raczej wspomaga w wolnym czasie żonę, bo nie wyobrażam sobie, aby tylko matka zajmowała się dzieckiem. Ojciec jest niezbędny, gdy chce się dobrze wychować dzieci. Oczywiście, wśród feministek myślenie byłego premiera zyskuje aplauz, ale tylko w tych kręgach. Jeżeli pan Tusk ma takie doświadczenia, to mu serdecznie współczuję, że nie miał normalnej rodziny.

 W Japonii odbywa się dziwna Olimpiada. Dziwna, ponieważ zamiast tłumów na stadionowych trybunach zmagania sportowców obserwują nieliczni przedstawiciele państw biorących udział w Olimpiadzie – „Tokio 2020”. Cały świat zmaga się z Covid 19, dlatego dopiero w roku 2021 odbywają się olimpijskie zawody. Bez względu na wyniki, jakie osiągają polscy sportowcy, zastanawia brak profesjonalizmu w przygotowaniu naszych zawodników do wielkich sportowych wydarzeń.

Dlaczego mamy zdolnych juniorów, z których wyrastają przeciętni zawodnicy?

Mirosław Lisowski: Chociaż ponoć wszyscy znają się na sporcie (no i na medycynie), to nie czuję się jednak na siłach zdiagnozować problem. Jestem kibicem i przeżywam występy naszych sportowców, choć teraz z pewnym już dystansem. Bo wystarczy zerknąć na trybuny i zobaczyć zadowolonych z siebie działaczy w strefach VIP-owskich, a cała radość jakoś znika. Autonomia związków sportowych sprawia, że tylko światowe federacje mogą i mają wpływ na lokalnych notabli sportowych. A tutaj funkcjonuje zasada ręka rękę myje. Nie liczy się perspektywiczna i monotonna praca z młodzieżą, ale układy i dostęp do kasy.

Aleksander Wiśniewski: Dopóki polskim sportem będą się zajmować „działacze” mający na ogół niewielkie o nim pojęcie, osoby, którym bardziej zależy na profitach płynących z „opieki” nad sportowcami, niż nad jakością ich wytrenowania, profesjonalnego przygotowania do zawodów na każdym szczeblu, od podstawowego poczynając,nie będzie żadnej zmiany na lepsze. W nieskończoność będziemy sobie stawiać pytanie – jak to się stało, że tak dobrze zapowiadający się junior po latach „szkolenia” jest tak słabym zawodnikiem?Nieliczne, na miarę światową, sportowe sukcesy Polaków potwierdzają jedynie ogólne przekonanie, iż generalnie nie potrafimy młodych ludzi wyszkolić na mistrzów sportu.

Krzysztof Wieczorek: Myślę, że dobrym komentarzem do tak postawionego pytania jest skandal z polskimi pływakami, którzy przez lata przygotowywali się do udziału w zmaganiach olimpijskich. Ciężko trenowali, zdobyli kwalifikacje, często inwestując niemałe pieniądze – własne bądź pozyskanych przez siebie sponsorów. Złożyli ślubowanie, odebrali stroje i polecieli do kraju kwitnącej wiśni. Na miejscu dowiedzieli się, że Polski Związek Pływacki nie dopilnował wszystkich formalności związanych z ich zgłoszeniem, wobec czego muszą wrócić do kraju. Prezes PZP w wydanym oświadczeniu wyraził „głęboki żal i ubolewanie z powodu zaistniałej sytuacji”… Trzeba coś dodać?

Zbigniew Wolny: Myślę, że jest kilka powodów takiej sytuacji. Według mnie najważniejszym jest brak dużych środków finansowych w klubach, kiedy junior staje się seniorem i zaczyna walczyć na dużych międzynarodowych zawodach. Wtedy potrzebne jest profesjonalne zaplecze sportowe (sale, odnowa, lekarze, psycholodzy, sprzęt itp.), a to kosztuje ogromne pieniądze. Małe kluby sportowe często na to nie stać, a tam rodzą się sportowe talenty, na tzw. prowincji (bez obrazy). Znane są przypadki, że doskonali młodzicy i juniorzy trenują we własnych piwnicach, czy przeciekających halach. Niestety dzisiejszy seniorski sport jest zawodowy i bez pieniędzy nic się nie osiągnie. Innym ważnym powodem jest brak profesjonalnych i zaangażowanych trenerów, takich jak chociażby świętej pamięci Hubert Wagner, Papa Stamm czy Kazimierz Górski. I koło się zamyka.

Paweł Skutecki: Problem polskiego sportu jest znany od zawsze. Państwo toleruje folwarki, na których tuczą się tak zwani działacze, a dla sportowców zostają bidony z popularnej sieciówki. Niezależnie od tego, którą dyscyplinę weźmiemy pod lupę, widzimy to samo. A z drugiej strony sport zawodowy w Polsce ma tyle wspólnego z profesjonalizmem, co gale FAME MMA z prawdziwym sportem. Efekt mamy taki, że na polski sport patrzy się z taką samą przyjemnością, co na polskie filmy. „Nuda, nic się nie dzieje” – jakby powiedział inżynier Mamoń. I póki nie oderwiemy „działaczy” od koryta, póty nic się nie zmieni. Ani w sporcie, ani w ogrodach działkowych, ani w spółdzielniach mieszkaniowych.

Adam Dyląg: Moim zdaniem dopóki sport będzie tylko dla tych, których stać na jego uprawianie, talenty zaginą. Znam z autopsji wiele sytuacji, że dzieciaki chcą uprawiać sport, jednak muszą korzystać z pomocy rodziców. To rodzic musi dziecko zawieść na trening, opłacić ten trening kupić potrzebne ubrania i sprzęt. Dopóki są to drobne kwoty jeszcze wszystko jakoś idzie, ale potem jest coraz gorzej. Gdy dzieciaki osiągną jakiś poziom, zaczynają się schody – opiekę nad nimi przejmują kluby sportowe, a tam już liczy się tylko wynik. Działacze żądają rezultatów, wyników, w związku z czym trenerzy ustawiają zawodnika pod konkretny wynik, a zaprzestaje się pracy indywidualnej. Gdy jest wsparcie dla takiego zawodnika z zewnątrz od rodziny wszystko jest ok. Natomiast kiedy nie daj Boże przytrafi się jakaś kontuzja, to nikt się takim zawodnikiem w klubie nie interesuje. Dlatego często wspaniali młodzicy kończą kariery. Inna sprawa, to kwestia transferów nie myśli się o tym, aby zawodnik się rozwijał we własnym klubie, ale szybko sprzedaje się go dla kasy, a tam gdzieś grzeje ławę i kończy się jego kariera.

Donald Tusk, 64-letni polityk, który przez ostatnie siedem lat jest (był) poza Polską, a będąc przewodniczącym Rady Europy niespecjalnie zabiegał o polskie sprawy, wrócił do kraju, aby uratować zmierzającą w polityczny niebyt partię (PO), której przed laty był założycielem.

Czy porozumienie Kaczyński – Tusk jest możliwe?

 

Mirosław Lisowski: 7 lat, to w polityce epoka. Powrót Donalda Tuska do Polski A.D. 2021, to zderzenie ze światem mu obcym. Nie toleruje on krytyki, niewygodnych pytań, stąd ta buta i agresja.Nic z tego nie będzie. No może kilka procent więcej w sondażach. I tyle. Bez programu, ciekawej oferty dla Polaków, jakiejś wizji… nie wygra się wyborów. Dlatego Tusk i Kaczyński, to inne światy. Inna liga. Cytując Małgorzatę Kidawę-Błońską: Jak wiemy,Jarosławowi Kaczyńskiemu niezależy naświecie, naEuropie. Jemu zależy tylkonaPolsce.A na czym zależy Donaldowi Tuskowi?

Aleksander Wiśniewski: Bezsensowny powrót do kraju Donalda Tuska, odwiecznego politycznegorywala Jarosława Kaczyńskiego, tylko i wyłącznie po to, aby, nie bacząc na metody, tegoż prezesa PiS od władzy odsunąć, sam w sobie wyklucza możliwość porozumienia. Skoro jedyny ośmiogwiazdkowy „program”p. Budki, który notabene korzystając z okazji, czmychnął ze stanowiska wodza PO, powiela, kreowany na nowego wodzatotalnej opozycji Donald Tusk, to o porozumieniu nie może być mowy. Śledząc pełne nienawiści i pogardy wystąpienia byłego przewodniczącego Rady Europejskiej, utwierdzam się w przekonaniu, że do żadnego porozumienia pomiędzy tymi dwoma politykami nigdy nie dojdzie.

Krzysztof Wieczorek: Według badań przeprowadzonych pod koniec czerwca tego roku przez Kantar, bodaj największy panel badawczy w Polsce,60 proc. Polaków było zdania, że Donald Tusk nie powinien wracać do polskiej polityki i obejmować przywództwa Platformy Obywatelskiej. A jednak wraca, chcąc wzmocnić coraz bardziej osłabioną partię, której niegdyś był współzałożycielem. Czy mu się to uda? Jest z pewnością bardziej wyrazistą postacią niż Borys Budka, dotychczasowy przywódca tej partii, który ustąpił z tego stanowiska 3 lipca. Ponoć, jak już pięć stuleci p.n.e. twierdził Heraklit z Efezu, nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki, stąd też śmiem wątpić. Ale obserwować z pewnością będę.

Zbigniew Wolny: Miałem sen… Donald Tusk i Jarosław Kaczyński podali sobie ręce. W przyjacielskiej rozmowie doszli do porozumienia, że kończą z agresywnym językiem, nienawiścią i wzajemną pogardą. Od dzisiaj rozmawiamy o sprawach Polski tylko w merytoryczny sposób. Na programy, a suweren wybierze ten najlepszy i ta partia wygra w wyborach. Niestety rzeczywistość jest zupełnie inna. Przemówienie Donalda Tuska na Radzie Krajowej Platformy Obywatelskiej utwierdziło mnie, że do tego sennego porozumienia droga jeszcze daleka. Bardzo bym chciał, żeby było inaczej. Polacy są już zmęczeni tymi wojenkami między politykami, którzy wywodzą się z jednego pnia „solidarnościowego”.

Paweł Skutecki: Jarosław Kaczyński i Donald Tusk, to dwie strony tej samej monety, to jak wodór i tlen polskiej polityki. Nie mogą istnieć bez siebie, są mocniejsi dzięki sobie, są dla siebie wzajemnie paliwem. Ale pod jednym warunkiem: jeśli stoją na przeciwległych biegunach. Jest to tym prostsze do spełnienia, że po Smoleńsku najtęższe umysły politicalfiction nie potrafiłyby sobie wyobrazić normalnej, czy nawet nienormalnej, ale jakiejkolwiek współpracy między tymi dwoma – bez grama sarkazmu, to mówię – wybitnymi politykami.

Adam Dyląg: W moim odczuciu Donald Tusk żyje w innym świecie. Zresztą, jego wypowiedzi podczas wystąpienia najlepiej oddają to, co sobą prezentuje. Dlatego jeżeli nawet coś tam Platformie się podniesie, to tylko kosztem Hołowni. Nie rozumiem dlaczego szef Europejskiej Partii Ludowej rzuca wszystko i wraca? No chyba, że jednak to był rozkaz! Nic dobrego nie zrobił dla Polski ani dla Unii Europejskiej. Dla mnie to wytrawny polityk umiejący dobrze lawirować. Natomiast Jarosław Kaczyński, to jednak przeciwieństwo. To jest mąż stanu. Dla niego liczy się Polska i polska racja stanu. Pomimo pewnych błędnych decyzji, jak choćby piątka dla zwierząt, to jednak jego działania są długofalowe i służą Polsce. Dlatego nie widzę możliwości jakiegokolwiek porozumienia pomiędzy tymi panami. Może gdyby nie było kwietnia 2010 roku, to byłaby iskierka nadziei na porozumienie.

  „Sejm przyjął ustawę, która kończy z dziką reprywatyzacją, która blokuje zgłaszanie kolejnych roszczeń, w tym mienia bezspadkowego. To bardzo ważna ustawa, która kończy z niepewnością i niesprawiedliwością” – napisał na Twitterze wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta.

„Polska musi postępować właściwie w stosunku do ocalałych z Holokaustu, w przeciwnym razie ucierpią jej więzi z Izraelem” – powiedział minister spraw zagranicznych Izraela Jair Lapid, w reakcji na przyjęcie przez Sejm nowelizacji Kodeksu postępowania administracyjnego.

Czy napięcia dyplomatyczne między Polską a Izraelem kiedyś się skończą?

 

Mirosław Lisowski: Należy na sprawę patrzeć szerzej. To państwo Izrael i jej mieszkańcy mają problem z własną najnowszą historią. A choćby, to że szefostwo diaspory żydowskiej w Niemczech w latach 30-tych XX wieku porozumiało się z Adolfem Hitlerem w sprawie deportacji Żydów, którzy zaczęli napływać do III Rzeszy z Europy Wschodniej. Albo Jüdischer Ordnungsdienst, czyli Żydowska Służba Porządkowa. W okresie II wojny światowej były to kolaborujące z Niemcami żydowskie jednostki policyjne funkcjonujące wewnątrz gett, obozów pracy oraz obozów koncentracyjnych.Można by jeszcze wspomnieć o krytycznym stosunku Żydów palestyńskich do swoich współbraci zamieszkujących Europę za to, że byli bierni i poddali się bez walki Holokaustowi… I o tym powinien mówić Jair Lalid… No, ale przywoływanie tych niewygodnych faktów jest traktowane, jako dowód na antysemityzm. Lepiej grzmieć, że to Polska i Polacy są winni ich losowi… Tak jest wygodnie.

Aleksander Wiśniewski: Skończą się wówczas, kiedy skończy swoją bezczelną działalność Przedsiębiorstwo Holokaust. wykorzystujące zagładę Żydów dla politycznego, a przede wszystkim finansowego wspierania interesów Izraela.Mienie, które po II wojnie światowej pozostało po Polakach narodowości żydowskiej bez spadkobierców, ma „służyć jako podstawa do spełnienia potrzeb materialnych znajdujących się w potrzebie ofiar Holokaustu i zapewnienia ciągłej edukacji o Holokauście, jego przyczynach i konsekwencjach”. Forsowana przez polityków izraelskich, przy wydatnym wsparciu administracji amerykańskiej (Ustawa 447) Deklaracja Terezińska, jest sprzeczna z polskim prawem. Nic to! Organizacje żydowskie wyceniały wartość utraconego majątku Żydów w Polsce na 230 mld złotych i z wyłudzenia od nas takiego majątku nigdy nie zrezygnują.

Krzysztof Wieczorek: W maju 2019 roku zarówno prezydent Andrzej Duda, jak i premier Mateusz Morawiecki, odnosząc się do kwestii tzw. mienia bezspadkowego stwierdzili, że ewentualne roszczenia nie mają żadnych podstaw ani moralnych, ani prawnych. I to zarówno z punktu widzenia prawa, jak i z punktu widzenia elementarnej moralności i przyzwoitości. Polacy, podobnie jak naród żydowski, byli ofiarami prowadzonej w czasie wojny zbrodniczej polityki niemieckiej. Zastanawiam się, komu tak naprawdę zależy na kreowaniu waśni i próbach pisania naszej wspólnej historii na nowo. Może warto przypomnieć, że do 2019 roku blisko siedem tysięcy Polaków uhonorowano izraelskim medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, co stanowi największą grupę ze wszystkich państw. Może warto też przypomnieć postać mickiewiczowskiego Jankiela – Żyda i polskiego patrioty, wzorowaną na będzińskim rabinie Jakubie Natanie.

Zbigniew Wolny: Z ogromnym niedowierzaniem i zażenowaniem przyjąłem słowa wypowiedziane przez ministra spraw zagranicznych Izraela i innych polityków żydowskich. Po raz kolejny prominentni przedstawiciele tego państwa mieszają się w wewnętrzne sprawy naszego Kraju. Jest to niedopuszczalne w cywilizowanej polityce. Napięcia dyplomatyczne między Polską a Izraelem skończą się wtedy, kiedy każdy rząd Izraela zrozumie, że Polacy tak, jak i Żydzi, są ofiarami II Wojny Światowej – kropka, koniec. Nie ma innego państwa na świecie, których obywatele poświęcali własne życie dla ratowania życia obywateli pochodzenia żydowskiego. Ponosili największą ofiarę. Więcej szacunku politycy izraelscy wobec tych ofiar! A swoje roszczenia Państwo Izrael winno kierować m.in. wobec Niemiec i Francji, która kolaborowała z Niemcami (rząd Vichy) i m.in. pomogła niemieckiemu okupantowi w wysłaniu do obozu w Sobiborze 4 tysięcy Żydów przebywających na terenie tego Państwa.

Paweł Skutecki: Obecny rząd dość jednoznacznie – choć niezbyt donośnie – zadeklarował, że nie ugnie się przed międzynarodowym naciskiem w sprawie tak zwanych roszczeń do mienia bezspadkowego i dzisiejsza sytuacja jest tego pokłosiem. Żeby było jasne: nie mamy żadnego problemu z Żydami, mamy cykliczną dyskusję z Izraelem i ciągły, głęboki konflikt z szubrawcami, którzy chcą od nas wyłudzić pieniądze, powołując się na nieznane w naszej kulturze prawnej pojęcie roszczeń do mienia, którego spadkobiercami w miejsce testamentowych i prawnych miałaby być jakaś nieokreślona grupa samozwańczych spadkobierców etnicznych. Musimy wciąż głośno przypominać, kto podczas ostatniej wojny był w gronie ofiar, a kto po stronie sprawców, bo jak widać opinii międzynarodowej zacierają się te sprawy…

Adam Dyląg: Jest to poważny problem, ponieważ Niemcy chcą zrzucić winę za holokaust na Polaków, tak naprawdę już w latach 50-tych ubiegłego wieku zaczęto wymazywać z pamięci ludzkości świata, że to Niemcy są odpowiedzialne za straszliwe zbrodnie II Wojny Światowej. Zamiast Niemcy zaczęto używać słowa „naziści” i tak przez dziesięciolecia uznano, że to „naziści” są odpowiedzialni za holokaust, ale współudział w tej zbrodni umiejętnie zaczęto przypisywać nam, Polakom. Na dodatek Niemcy zapłaciły Izraelowi spore odszkodowania, które przejęło tzw. „Przedsiębiorstwo Holokaust”, niestety pieniędzy tych nie oglądały osoby, które przeżyły to piekło. Dlatego widząc, iż można w łatwy sposób zarabiać i gromadzić majątek, grupa zaczęła być coraz bardziej nachalna. Dlatego trudno spodziewać się, że Izrael przestanie zmieniać historię ofiar II Wojny Światowej. Trzeba ciągle przypominać, że to 6 milionów Polaków zginęło, a w tym 3 mln pochodzenia żydowskiego… Ale Polaków! Bo oni się czuli przede wszystkim Polkami.

 

W ramach akcji BlackLivesMatter zawodnicy klubów piłkarskich Premier League klękali przed rozpoczęciem meczów. Do akcji dołączyły niektóre kadry narodowe biorące udział w Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej 2020. Cześć drużyn poinformowało jednak, że nie będzie wykonywać tego gestu w czasie Euro 2020. 

Czy demonstracja poparcia dla BLM („Czarne życia mają znaczenie”) jest właściwa podczas zawodów sportowych?

 

Mirosław Lisowski: Moim zdaniem w ogóle takich demonstracji być nie powinno. To, że stały się one tematem dyskusji, to tylko dowód na kompletne pomieszanie pojęć. Tym bardziej, gdy ma to dotyczyć Polski i naszych piłkarzy. Można by zamknąć sprawę stwierdzeniem, że Polak klęka tylko przed Bogiem i kiedy się oświadcza swojej wybrance. Ale gdy czarnoskóra burmistrz Chicago Lori Lightfoot stwierdza kategorycznie, że nie udzieli wywiadu białym dziennikarzom, to tytułowe „Czarne życia mają znaczenie” zmienia sens. Bo oto mamy do czynienia z nowym typem współczesnego rasizmu…

 

Aleksander Wiśniewski: Zdecydowanie nie, ponieważ niepotrzebnie wprowadza politykę do sportu. Należy przypomnieć, że BLM, to lewicowy ruch wywodzący się z czarnej społeczności USA (afroamerykanie), występującej przeciwko brutalności policji wobec osób czarnoskórych oraz przeciwko nierówności rasowej w amerykańskim wymiarze sprawiedliwości. Natomiast gest klękania przed meczami piłki nożnej ma być wyrazem poparcia dla BLM i formą protestu przeciwko rasizmowi w ogóle. Zważywszy na fakt, iż Irlandczycy byli przez wiek i brutalnie kolonizowani przez Anglików groteskowo wyglądali piłkarze irlandzcy klęczący na murawie stadionu w Budapeszcie przed meczem z reprezentacją Węgier. Bezmyślne gesty wykonywane przez piłkarzy na europejskich stadionach są dla wielu po prostu niezrozumiałe.

Krzysztof Wieczorek: W świecie antycznym na czas olimpiad obowiązywał tzw. święty pokój, zawieszano wojny, wstrzymywano nawet wykonywanie wyroków śmierci. Po dziś dzień zmagania sportowe z założenia mają być pozbawione pozasportowego kontekstu. Jeśli wielkie mocarstwa mają powody, by przepraszać za swą politykę kolonialną, niech to robią, jednak wymuszanie pewnych zachowań w kontekście poprawności politycznej oraz bezkrytyczne i bezrefleksyjne naśladownictwo zdecydowanie prowadzi do absurdu. Szacunek – jak najbardziej, jednak przepraszanie za niewolnictwo i segregację rasową? Chyba jednak nie wszyscy muszą przepraszać. Nasz głos w tej sprawie półtora wieku temu wyartykułował Cyprian Norwid, pisząc wiersz „Do obywatela Johna Brown”.

 

Zbigniew Wolny: Zawody sportowe nie powinny być areną żadnego rodzaju demonstracji. Nawet tych pozytywnych. Duch sportu nie ma żadnego koloru skóry. Powinnyśmy dobrze wiedzieć, że każde życie ma znaczenie, nie tylko czarne. A klękać powinny te narody, które mają na sumieniu niewolnictwo i wyzyskiwanie ekonomicznie państw słabiej rozwiniętych. Dzięki niewolniczej pracy i koloniom te państwa są dzisiaj znacznie bogatsze. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Holandia już dawno powinny wstydzić się za lata wyzysku Afrykanów, Hindusów, Indian, Aborygenów, Azjatów itp. Polska nie ma sobie nic do zarzucenia. Zawsze byliśmy państwem tolerancyjnym wobec innych nacji. Na marginesie, to politycy Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji powinny klęczeć przed Polakami i prosić ich o wybaczenie, że w 1945 roku wpakowali Polskę w łapy Stalina.

 

Paweł Skutecki: Jak kompletny, to jest idiotyzm, niech świadczy mecz Polska-Słowacja, podczas którego ewentualnie jedynym klęczącym mógłby być sędzia. Narzucanie całemu światu wyrzutów sumienia dosłownie kilku kolonialnych państw jest aberracją i dowodem na niczym nieograniczoną w globalnym świecie megalomanię zakurzonych gigantów, którzy dzisiaj oprócz Stanów Zjednoczonych są jedynie bladym cieniem starej potęgi. Wpychanie do sportu ideologii zabija ducha zdrowej rywalizacji, czego dowodem są mutanci na bieżniach lekkoatletycznych.

 

Adam Dyląg: Dla mnie taki sposób prezentowania przeprosin za upokorzenie Afrykańczyków przez białych, to absurd. Niestety lewicowe ruchy zwłaszcza w USA (BLM), to sprawa wewnętrzna Amerykanów. Natomiast kwestia klękania przed meczem zapoczątkowana przez Anglików, to absurd, zwłaszcza, że wśród klękających są czarnoskórzy. Nasuwa się pytanie: za co i kogo oni przepraszają? Gdy na stadionie w Budapeszcie uklękli Irlandczycy, dało się słyszeć gwizdy. Chyba nie o to chodzi, gdy się walczy z uprzedzeniami. Poprawność polityczna doprowadziła nas do absurdu. Kilka miesięcy temu przed meczem w Paryżu pomiędzy PSV a İstanbul Başakşehir jeden z czarnoskórych piłkarzy uznał, że jeden z sędziów, notabene Rumun, obraził go mówiąc do niego negro (czarny). Pomimo protestów sędziego, iż został źle zrozumiany, bo był to zwrot w języku rumuńskim do drugiego sędziego, piłkarze na znak solidarności zeszli do szatni i mecz odwołano! Chyba nie oto w tym chodzi?