"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Poniedziałek, 25 wrzesienia 2017 r.
Imieniny obchodzą: Aurelia, Władysław, Kamil
 
Kolej na muzykę - Przemysław Rudź – „Music For Stargazing” (2016)
Wydawać by się mogło, że muzyka elektroniczna, to wycinek twórczości zarezerwowany jedynie dla wąskiej grupy fanów. Nic bardziej mylnego. Jest to gatunek cieszący się w naszym kraju sporym zainteresowaniem, który doczekał się także wielu rodzimych twórców.
Dziś, z uwagi na rozwój technologii proces twórczy jest znacznie prostszy, co jednak niestety przekłada się również na dość przeciętny poziom artystyczny wielu propozycji. Przyznam, że najbliższa mej estetyce jest twórczość łącząca elementy ambientowego eksperymentu z barwą dźwięku z motoryką tzw. szkoły berlińskiej. Stylistykę tę w latach siedemdziesiątych eksplorował m.in. zespół Tangerine Dream i późniejsze solowe dokonania Klausa Schulze czy Chrisa Franke.
W ten klimat wpisuje się także wydany w ubiegłym roku album „Music For Stargazing” Przemysława Rudzia. Nie jest to muzyka nowa, bowiem dojrzewała ponad pięć lat, będąc w zamyśle ilustracją do kosmologicznego atlasu nieba, jednak ów multimedialny projekt nie doczekał się realizacji. Na szczęście utwory gruntownie przekomponowane i uzupełnione o nowe pomysły znalazły się na wspomnianym albumie.
Przemysław Rudź, urodzony w Elblągu i mieszkający w Gdańsku, jest postacią znaną na krajowej scenie twórców muzyki elektronicznej. W ciągu zaledwie kilku lat nagrał kilkanaście płyt. Co ciekawe - jest absolwentem wydziału Biologii, Geografii i Oceanologii Uniwersytetu Gdańskiego, a pasję kompozytorską łączy z działalnością naukową i popularyzatorską na gruncie astronomii. Napisał wiele książek o tej tematyce, w tym także wspólnie z Robertem Szajem pierwszy podręcznik podstaw astronomii i astrofizyki dla osób niewidomych i niedowidzących.
Inspiracją dla albumu „Music For Stargazing” stał się umieszczony na okładce znany cytat, kończący „Krytykę praktycznego rozumu” Immanuela Kanta: „Dwie rzeczy napełniają umysł coraz to nowym i wzmagającym się podziwem i czcią, im częściej i trwalej nad nimi się zastanawiamy: niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie. Nie potrzebuję ich szukać ani jedynie domyślać się poza polem mego widzenia jako spowitych w ciemnościach lub znajdujących się poza granicami mego poznania; widzę je przed sobą i wiążę je bezpośrednio ze świadomością mego istnienia” (tłum. Jerzy Gałecki, PWN 2004).
To bardzo ważne słowa, bowiem w otwierającej płytę kompozycji „Starry Heavens Above Me…” cytuje je po angielsku sam kompozytor, bodaj pierwszy raz na swych płytach wykorzystując własny głos. One też w jakimś stopniu ilustrują tę zróżnicowaną i wielobarwną muzykę. Trudno ją jednoznacznie sklasyfikować. Trzeba się w niej zanurzyć i to najlepiej wielokrotnie. Przy tych dźwiękach równie dobrze można zastanawiać się nad miejscem człowieka w otaczającym wszechświecie, jak również odnaleźć inspirujące tło do pracy lub wypoczynku.
Kompozytor zadbał by utwory ułożyły się w pewien dramaturgicznie spójny całokształt. Pierwszy jest nieco mylący, bowiem sugeruje nagrania krótkie, melodyjne, wręcz relaksacyjne. Jednak dalej jest znacznie ciekawiej i poważniej. Album przypomina kosmiczną podróż, inspirowaną bogatym dorobkiem muzyki elektronicznej, choć nie tylko…
Już wstęp do kolejnej kompozycji przywodzi na myśl nagranie Rogera Watersa „Several Species of Small Furry Animals Gathered Together in a Cave and Grooving with a Pict” z albumu „Ummagumma” grupy Pink Floyd (to bodaj jeden z najdłuższych tytułów w historii rocka). Prócz bogatego instrumentarium, nawiązującego do brzmienia dawnych syntezatorów analogowych, na płycie pojawia się także tradycyjna gitara (Rafał Szydłowski) bądź mocno przetworzone elektryczne skrzypce (Dominik Chmurski). W muzyce łatwo można odnaleźć nawiązania do dobrze znanej stylistyki z pogranicza ambientu i szkoły berlińskiej. Nie są to zarzuty, bowiem u Rudzia każda inspiracja nabiera bardzo osobistego i indywidualnego wymiaru.
Warto wspomnieć, że wydawca przygotował także wersję analogową albumu, różniącą się nieco od programu zawartego na CD. Matryce do winyla przygotowano w londyńskich Abbey Road Studios. Warto poszukać czarnych krążków choćby dlatego, że jest tam pełna, dwudziestotrzyminutowa wersja kompozycji „The Astronomer”, którą kompozytor poświęcił przedwcześnie zmarłemu przyjacielowi. W wersji CD znalazły się jedynie jej fragmenty. Właśnie ten utwór to prawdziwe opus magnum całości, będące doskonałą prezentacją muzycznego świata Przemysława Rudzia.
W dobie pośpiechu i plastikowych przebojów koi nerwy i przywraca zaburzony system wartości. Wisienką na torcie jest projekt okładki, wykorzystującej obraz Paula Nicholsona, który w pełni czaruje dopiero w formacie okrywającym czarne krążki. Trzeba posłuchać.
Krzysztof Wieczorek


  Komentarze 2
~PR2017-09-07 10:58:37
Dzięki za ciepłe słowa o płycie. Miłego odsłuchu :)
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.