"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Niedziela, 25 czerwca 2017 r.
Imieniny obchodzą: Dorota, Łucja, Wilhelm
 
Kolej na muzykę - De Press – „’56” (2016)
   Wiele lat temu ponad rok swego życia spędziłem niedaleko Poznania. Był to czas, gdy trudno było wyniesioną ze szkoły wiedzę historyczną pogodzić z faktami, o których pamiętała ulica. W mieście bywałem niezbyt często. Gdy jednak mogłem, to starałem się chłonąć jego atmosferę. Chodziłem po poznańskiej starówce, zaglądałem do zabytkowych kościołów.
Na moich oczach wyrósł pomnik, poświęcony bohaterom poznańskiego czerwca. Wymowa dwóch skrępowanych, lecz kroczących krzyży, zwłaszcza w tamtym czasie była aż nadto czytelna. Spoglądała na nie dumna głowa orła, z niejako odrąbanym fragmentem skrzydła - co nawiązywało do pamiętnej wypowiedzi Józefa Cyrankiewicza, ówczesnego premiera PRL.
Były też daty, wyznaczające kolejne zrywy robotnicze. Wydawało się, że umieszczona na samej górze cyfra 1980 kończy ten bolesny ciąg.
   Historia jednak toczyła się dalej. Po pacyfikacji w kopalni „Wujek” ktoś białą farbą domalował kolejną, 1981. Widziałem te ociekające świeżą farbą cyfry. Parokrotnie władza próbowała je zamalować, pojawiały się jednak uparcie, niczym wyrzut sumienia.
   Wiosną 1982 wróciłem z Poznania w rodzinne pielesze. Gdy przyjechałem rok później w dniu wizyty Jana Pawła II, chciałem pod te krzyże zaprowadzić moją Mamę. Nie dało się. Z każdej strony otaczał je szczelny kordon milicji. Oficjalnie data 1981, upamiętniająca ofiary stanu wojennego, pojawiła się na poznańskich krzyżach dopiero na początku lat dziewięćdziesiątych, przy okazji renowacji pomnika.
   Historię poznańskiego czerwca w przejmujący sposób przypomniał na swej najnowszej płycie Andrzej Dziubek z zespołem De Press. Ten niepokorny góral z orawskiej Jabłonki nie pierwszy raz daje wyraz swemu poczuciu wolności, patriotyzmu i religijności. Zwykle unika łatwizny i angażuje się jedynie w to, co sam uważa za ważne.
Tak było z wydaną kilka lat temu płytą „Myśmy rebelianci”, z pieśniami żołnierzy wyklętych. Lider De Press uważa, że artysta powinien być wolny, także od nacisków środowiska, układów towarzyskich, koterii i zobowiązujących znajomości. Może dlatego nie słychać go zbyt często.
Mimo to konsekwentnie robi swoje. Nie udaje. Dowiódł tego już przed wielu laty, uciekając przed kulami czechosłowackich pograniczników za żelazną kurtynę. W Austrii stracił palce, pracując w tartaku. Wiele lat spędził w Norwegii. Studiował w Państwowej Akademii Sztuk Pięknych w Oslo, tam też założył swój zespół.
Jakiś czas temu wrócił do Polski. Maluje i gra na gitarze basowej. Jego muzyka, to prosty rock o korzeniach postpunkowych. Równie proste są treści, jakie chce przekazać. Nie trzeba ich z mozołem rozszyfrowywać, doszukując się ukrytych znaczeń.
   Płyta „’56” jest muzyczną opowieścią o pierwszym ważnym zrywie robotniczym w Polsce Ludowej, sprowokowanym rosnącym uciskiem i brakiem chleba. Ów zryw stał się początkiem walki z totalitarnym systemem.
Andrzej Dziubek podkreśla, że rock and roll jest muzyką ulicy, stąd wydarzenia pamiętnego czerwca stały się dla niego tematem naturalnym. W otwierającym płytę „Intro” umieścił fragmenty pamiętnego przemówienia Józefa Cyrankiewicza. Do pozostałych utworów wykorzystał nie tylko teksty poetów, lecz także zapiski zwykłych ludzi. Czasem jest to prosta robotnicza piosenka, czasem pełen dramatyzmu poważny utwór.
Szczególnego wymiaru nabiera zaśpiewany przez lidera De Press przejmujący wiersz „Rozstrzelano moje serce w Poznaniu”, napisany kilka dni po Czarnym Czwartku przez świadka tamtych wydarzeń, wybitną poetkę Kazimierę Iłłakowiczównę. Jest też poruszający utwór „Romek”, z tekstem Wojciecha Byrskiego, bezsilna skarga najbliższych szukających swego dziecka. 28 czerwca rano mama trzynastoletniego Romka Strzałkowskiego wysłała go po zakupy. Wieczorem odszukała jego ciało z kulą w sercu. W innej poetyce utrzymany jest mocny utwór Idziemy na UB.
   Rok temu w sześćdziesiątą rocznicę robotniczego zrywu poznańskie Radio Merkury zorganizowało koncert grupy De Press we wnętrzach hali nr 7 legendarnego Ceglorza, dziś firmy H. Cegielski-Poznań S.A. (w tamtym czasie Zakładów Przemysłu Metalowego im. Józefa Stalina). Taka forma, w połączeniu z inscenizacją multimedialną, dużo łatwiej trafia do współczesnych odbiorców.
   Płyta, która miała premierę w październiku ubiegłego roku, jest próbą spojrzenia na tamte wydarzenia z szerszej perspektywy, wszak kilka miesięcy po poznańskim czerwcu swą tragedię przeżywali mieszkańcy Budapesztu. Nie bez przyczyny zamykający płytę utwór „Nie do zmiażdżenia”, opowiadający o wspólnych polskich i węgierskich ofiarach, pojawia się w dwóch wersjach językowych - po polsku i po węgiersku.
   Album powstał z potrzeby serca i chęci przywołania pamięci o tamtych wydarzeniach. Warto sięgnąć po tę płytę, zwłaszcza, że piosenek De Press raczej nie słychać w mediach.
Krzysztof Wieczorek


  Komentarze 2
  Dodaj swój komentarz
~
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.