"SEMAFOR": podjęliśmy próbę przekazywania na łamach "Semafora" informacji i wiadomości, które mamy nadzieję zainteresują naszych czytelników; informacji których nie znajdziecie na łamach oficjalnych dzienników....

WOLNA DROGA: Choć poszukiwanie prostych rozwiązań jest osadzone głęboko w podświadomości, a nieskomplikowany obraz rzeczywistości jest wygodny, nie zmusza do choćby chwilowej zadumy, do uświadomienia prawdy o traconym wpływie na własne losy, na otaczający świat - od poszukiwania prawdy nikt nas nie zwolni.

 
Poniedziałek, 26 czerwca 2017 r.
Imieniny obchodzą: Paulina, Jan, Paweł
 
Koleją w Europie jeździ się
[ 0000-00-00 ]
   Ostatnio odbyłem kolejną podróż po kilku krajach Europy korzystając z biletu FIP. Gdy kilka lat temu jeździłem kolejami po Europie byłem pełen zachwytu jej funkcjonowaniem. Niestety, w tej podróży doznałem kilku rozczarowań.
   Dziś podróż po Europie nie jest już taka łatwa, jak przed laty. Większość pociągów nocnych nie prowadzi wagonów do siedzenia i trzeba wykupywać kuszety bądź rezerwować miejsca w nielicznych wagonach z siedzeniami, które znajdują się w składach nocnych.
Jednak po kolei.
   Rozpoczęliśmy z kolegami podróż pociągiem z Katowic do Wiednia przez Czechy. Wbrew narzekaniom na naszą kolej pociąg jechał punktualnie, a miejsca były w przedziałach rozsuwane tak, że podróż była zupełnie znośna.
Podobnie było w pociągu ÖBB „railjet” relacji Wiedeń – Zurych, wagony bez przedziałowe w bardzo wysokim standardzie. Na stolikach znajdował się rozkład jazdy pociągu z połączeniami ze stacji zatrzymywania się pociągu.
Jest to bardzo dobre rozwiązanie dla pasażerów. Szkoda, że na polskich kolejach każdy przewoźnik sobie rzepkę skrobie.
Jednak największym chyba zaskoczeniem była szybkość wyświetlona na ekranie monitora. Wyświetliło się 230 km/h. I jeszcze jedno spostrzeżenie - pociągi jeżdżą z dużym obłożeniem. Takiej prędkości nie rozwija i takiego obłożenia nie ma w Polsce nawet słynne „Pendolino”.
   Po dotarciu do Zurychu, stamtąd udaliśmy się w dalszą podróż do Grenoble. Po noclegu w tym mieście z rana pojechaliśmy pociągiem motorowym w Alpy do miejscowości Gap.
Pociąg jechał prawie 3 godziny wspinając się w góry, pokonując wiadukty, tunele pamiętające odległe czasy. Na każdej stacji był dyżurny ruchu, a pasażerów jak na lekarstwo, jednak pociąg piął się w górę, a my podziwialiśmy wspaniałe widoki. Od czasu do czasu były mijanki, wsiadali i wysiadali nieliczni pasażerowie i tak do stacji końcowej.
Tu, w Polsce, już dawno by ktoś zamknął linię, zlikwidował połączenie, bo nierentowne. Tam wszystko działa, pociągi kursują, choć nie ma nowoczesnych nastawni, a dyżurny ustawia trasę przejazdu jak za starych, dobrych lat na małej nastawni pod wiatą. Naprawdę, warto to zobaczyć.
Gdy stamtąd wracaliśmy do Marsylii pociąg pędził, jak szalony w dół, a na każdej stacji wsiadało i wysiadało mnóstwo pasażerów.
   Po krótkim pobycie w Marsylii, ruszyliśmy w stronę Monte Carlo jadąc TGV do Nicei - dopłata do miejscówki, to 1,5 Euro. Tym razem nie mieliśmy szczęścia, jeden ze składów TGV zdefektował. Jednak w przeciwieństwie do naszych kolei szybko zostaliśmy ściągnięci do najbliższej stacji i przesiedliśmy się do sprawnego składu i z opóźnieniem pojechaliśmy dalej.
Niestety w Polsce usunięcie takich niedogodności trwa kilka godzin, a pasażerowie klną, na czym świat stoi. Tam konduktor od razu grzecznie informuje pasażerów i przeprasza za opóźnienie i nikt nie wydawał się być tym rozgniewanym. U nas nikt nic nie wie i zwala na innych.
Awaria ta kosztowała nas utratę połączenia do Włoch, ale za to mogliśmy zobaczyć nocą Ventimigle szukając noclegu.
   Dopiero we Włoszech mieliśmy kłopoty z kupieniem miejscówek, tam nikt nic nie wie. Wreszcie jakiś urzędnik w kasie stwierdził, że bilet FIP upoważnia do przejazdu w pociągach Regio. Nic bardziej mylnego, okazało się, że jeździć można, ale trzeba zwracać uwagę na rezerwację lub po prostu zmienić przedział, gdy przyjdzie pasażer z miejscówką.
Jest to na pewno problem przy podróży nocą, natomiast w dzień można jeździć do woli po Rzymie i jego okolicach, a chyba każdy wie, że jest tam, co oglądać.
   To, co najlepsze w podróżach po Europie, to jazda w super pociągach i z super prędkością. Niestety, gdy wjedziemy na teren Polski jazda się kończy, bo choć mamy coraz więcej fajnych, wygodnych i szybkich pociągów, to nasze tory są w stanie fatalnym.
Dlatego na naszych kolejach pociągi świecą pustkami, a coraz więcej pasażerów ucieka z kolei przesiadając się do konkurencji autobusowej.
Tak jest choćby na trasie z Katowic do Przemyśla, gdzie w pociągach ludzi, jak na lekarstwo. TLK przemierza odległość 322 km w niecałe 8 godzin (7 h 30 min), co daje średnią niewiele ponad 40 km/h. Nie wspomnę już o jeździe pociągiem osobowym, gdzie podróż z przesiadkami trwa już bez kilku minut 9 godzin.
Linia E 30 miała być już oddana na Euro 2012, niestety w tym tempie nie wierzę, że zostanie ukończona do końca tego roku, jak to głoszą niektórzy optymiści.
Adam Dyląg

fot.A.Dyląg/SolkolArt
Copyright "Wolna Droga"
[X]
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.