Portal dwutygodnika
[wpseo_breadcrumb]

Felietony

Najpierw wyrok, później zwolnienie – Felieton Marka Lewandowskiego

Jeśli „Solidarność” osiąga sukces w zakładzie, podwyżki dostają wszyscy. Jeśli jest porażka i pracodawca wyrzuca przewodniczącego, wszyscy mają w nosie, co się z nim stanie i czy będzie miał z czego żyć. Brzmi znajomo?

Kończą się negocjacje „Solidarność” – Rząd. Przypomnę, że zostały rozpoczęte 17 listopada ubiegłego roku, gdy „Solidarność” odwołała manifestację „Marsz Godności”. Gwoli przypomnienia, powodem odwołania protestu był tragedia w Przewodowie, gdy jeszcze wtedy nie wiadomo było czy to był ruski atak, czy wypadek. Odpowiedzialność wymagała, aby w takim momencie nie eskalować napięcia, a duża uliczna manifestacja, to niewątpliwie duże napięcie. Cóż – odpowiedzialność!

Taką odpowiedzialność pokazał też Mateusz Morawiecki. Premier nie tylko podziękował, ale zaprosił na negocjacje, aby sprawy, które były powodem protestu, rozwiązać przy stole negocjacyjnym. Tyle wstępu.

Jednym z punktów jest skuteczna ochrona działaczy związkowych przed bezprawnym zwolnieniem. O taką zmianę kodeksie postępowania cywilnego walczymy od lat. Organizowaliśmy nawet specjalną konferencję z udziałem ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. I nic. Niby wszyscy się zgadzali, ale woli politycznej jakoś nie było. Nie było, ale wreszcie jest!

O co chodzi? O bardzo proste rozwiązanie. Wiadomo, że zgodnie z ustawą o związkach zawodowych organizacja w zakładzie ma prawo do pewnej grupy osób, które objęte będą szczególną ochroną przed zwolnieniem. Najczęściej to osoby funkcyjne z przewodniczącym na czele. 

W myśl tych zapisów osoby szczególnie chronionej nie można zwolnić. Problem w tym, że się zwalnia. A co robią sądy? Orzekają, że zwolnienie jest bezprawne, ale skuteczne!!! To jeszcze bardziej chora formuła, niż tzw. „niska szkodliwość społeczna czynu”, która jest najczęstszą formą umarzania spraw. 

Tak na marginesie – człowiek jest wyrzucony z pracy, latami walczy o przywrócenie, jest bez środków do życia, z wilczym biletem, a potem jak wygra i dożyje, to dostaje kilkadziesiąt tysięcy odszkodowania. I jaka tu niska szkodliwość?

Zmiana, którą wynegocjowała „Solidarność”, odwraca tę zasadę. Nadal będzie można wyrzucić z pracy chronionego lidera związkowego, ale dopiero po prawomocnym wyroku sądu! Wtedy sprawa trwająca latami nie pozbawi związkowców walczących o podwyżki, czy lepsze warunki pracy, środków do życia, a pracodawca będzie miał możliwość pozbycia się związkowca, który na to zasługuje. 

Nawet więcej. Jeśli okaże się że zwolnienie jest zasadne, pracodawca może domagać się takiego samego odszkodowania jak pracownik.

Nowe prawo chroniące liderów związkowych Piotr Duda, szef „Solidarności”, ogłosił to w Lubsku. Miejscu symbolicznym, gdzie w zeszłym roku pracodawca z W&W (należąca do niemieckiego właściciela firma produkująca buty) zwolnił przewodniczącą organizacji zakładowej „Solidarności” za legalnie prowadzony strajk. Strajk był o podwyżki, ale szybko przerodził się w strajk za zwolnioną przewodniczącą. Ten strajk wsparł cały Związek, pracodawca wycofał się ze zwolnienia, zawarto również dobre porozumienie płacowe. Odważna przewodnicząca, odważne dziewczyny – bo tam głównie pracują kobiety. 

Piotr Duda dziękował przede wszystkim za ich odwagę, ale też za przykład, który bardzo pomógł przekonać polityków Zjednoczonej Prawicy, że skuteczna ochrona działaczy związkowych jest niezbędna. 

Bo wiadomo, jak to jest. Wyrzuca się lidera, czyli ucina głowę, a cała organizacja się rozpada. A to że po latach zapłaci się odszkodowanie, to mały koszt za pozbycie się problemu. W Lubsku nie tylko przewodnicząca Małgosia Musielak wróciła do pracy i podpisała podwyżki. Ale „Solidarność” w W&W zrzesza prawie 100 proc. załogi. 

I tego boją się pracodawcy i lobbowani przez nich politycy.

Marek Lewandowski

Kategoria: