Portal dwutygodnika
Strona główna Archiwum Z trzeciej strony: Przysługa

Archiwum

Z trzeciej strony: Przysługa

Niby dużo się wokół dzieje, czyli tematów na felieton nie powinno zabraknąć. Choćby strajk nauczycieli, który rozbudza ogromne emocje i mógłby być inspiracją do jakiś przemyśleń, refleksji…

No niby tak, tylko cokolwiek by nie napisać będzie źle, gdyż sprawa jest tak mocno skomplikowana, a ja biegły w tym nie jestem zbytnio, że można się jedynie narazić na śmieszność… A ja nie jestem z tych, co to się znają na wszystkim i mogą mówić o wszystkim… I do tego z taką egzaltacją, jakby tytuł profesora mając z nauk wszelakich.

Można o wiośnie… Ale jaką literą pisane? Wielką, to Biedroń and pink company, a to nie moje klimaty. Zresztą od chwili, kiedy partia pod nazwą Polskie Stronnictwo Ludowe (przez prześmiewców zwana „PZL”) stała się orędownikiem wprowadzania zmian obyczajowych na wsi, w rodzaju: chłop z chłopem, to śmiesznie już nie jest, ale żałośnie.

Można o kolei na przykład… Ale o tym u nas ciągle i kolejne spojrzenie z trzeciej strony na tę dziedzinę, to byłoby jednak zbyt wiele… Także i dlatego, że te moje felietony z założenia miały być takimi odstającymi od ogólnej tematyki „Wolnej Drogi” i tego, co na kolejnych stronach, Szanowni Czytelnicy, znajdziecie…

O sporcie może… No cóż, kibicem jestem, takim półbiernym, bo wagi do zbicia wiele, to czas na jakiś ruch, no bo za oknem wiosna (z małej litery!). Jakieś sukcesy tam mamy, jako nacja. Ale liche takie… Skoki się skończyły, to na przednówku lekka posucha. No niby mamy dwie wygrane polskich kopaczy, ale też bez jakiegoś błysku. Zwykłe ciułanie punktów.

Dlatego dla odreagowania na konsoli ustawiam sobie niski poziom i jako reprezentacja Polski ogrywam wszystkich i zdobywam mistrzostwo świata… w Rosji. A co!

O muzyce? To już kolegi redakcyjnego Krzysztofa Wieczorka działka. Nie dorównam mu wiedzą i gracją, z jaką potrafi opisać te wszystkie niuanse i nutki… Co prawda namiętnie słucham muzyki, i to bardzo dużo. Często mocno niszowej, choć nic mnie nie ogranicza w poznawaniu co rusz czegoś nowego… Jak chociażby ostatnio Janusza Radka, którego polecam dla tych rozkołatanych, co to poszukują jakiejś busoli… Poezja śpiewana w najlepszym wydaniu.

O filmie? No można by. Mam jakieś zamiłowanie do filmów, czy seriali o… władzy. Oczywiście „House of Cards”, to na pierwszym miejscu. Linczowany teraz Kevin Spacey, jako Francis Underwood, i jego opowieści o intrygach, bezwzględności, cynizmie i smaku władzy, mogą posłużyć za opis tego, co nas otacza, i to nie tylko w polityce… Choćby taka sentencja Underwooda: „Droga do władzy wiedzie przez hipokryzję i ofiary”. Albo moja ulubiona: „Jeśli chodzi o Biały Dom, nie wystarczą ci klucze. Potrzebujesz portiera.” Jeśli ktoś ma sposobność, to polecam…

Trochę jakby z innymi klimatami, ale równie bezwzględnie, pokazana walka o koronę, to „Gra o tron”. Co prawda, to bardziej fantasy, ale mechanizmy takie same, jak te, z którymi możemy się spotkać nad Potomakiem, czy Wisłą. I tam też jest i ten dobry, i ten zły… Choć częściej jest to bardziej szarość, a nie białe lub czarne.

Książka? Też dobra sposobność do refleksji. Ostatnio odbywam podróż po historii razem z największymi oprawcami Polski…. Poczynając od Lenina, przez Stalina, a teraz kończę biografię Katarzyny Wielkiej.

Chwilę o tym pierwszym, który miał jak najgorsze zdanie o Rosjanach. Uważał, że nie nadają się do rzeczy wielkich. Dlatego rewolucję chciał robić z Żydami, Polakami, Niemcami… Bo te nacje uznawał za najwartościowsze.

Jak wiadomo oparł się głównie na tych pierwszych, choć do budowy aparatu represji zatrudnił Polaka – Feliksa Dzierżyńskiego. Zresztą kierownictwo i najwierniejsi wykonawcy z NKWD wywodzili się z wielu narodów (Łotyszy, Chińczyków, Finów, Żydów), ale nie rodowitych Rosjan…

Ciekawe? Prawda?

To może jednak o polityce? Mamy za chwilę wybory, to i sposobność odpowiednia. Co prawda jest to raczej przygrywka do tych ważniejszych, do polskiego parlamentu na jesień… Ale one już pokazują, że to będzie bój na śmierć i życie. Trochę w duchu tego, co mawiano onegdaj: jeńców nie brać!

I tu wrócę do filmu, ale i książki zarazem… Może jakby puentując te moje rozważania… Kilka razy już w tym miejscu przywoływałem te słowa księcia Bogusława Radziwiłła z „Potopu” Henryka Sienkiewicza, bo one niezmiernie trafnie opisują Polskę, Polaków… i władzę!

„Jest zwyczaj w tym kraju, iż gdy kto kona, to mu krewni w ostatniej chwili poduszkę spod głowy wyszarpują, ażeby się zaś dłużej nie męczył. Ja i książę hetman postanowiliśmy tę właśnie przysługę oddać Rzeczypospolitej. Ale że siła drapieżników czyha na spadek i wszystkiego zagarnąć nie zdołamy, przeto chcemy, aby choć część, i to nie lada jaka, dla nas przypadła. (…)

Rzeczpospolita to postaw czerwonego sukna, za które ciągną Szwedzi, Chmielnicki, Hiperborejczykowie, Tatarzy, elektor i kto żyw naokoło. A my z księciem hetmanem powiedzieliśmy sobie, że z tego sukna musi się i nam tyle zostać w ręku, aby na płaszcz wystarczyło; dlatego nie tylko nie przeszkadzamy ciągnąć, ale i sami ciągniemy.”

I takie to czasami są dylematy felietonisty… Ale teraz pora na świętowanie… A zatem zdrowych i spokojnych Świąt Wielkiej Nocy życzę…

Mirosław Lisowski - podpis

Kategoria:
strona08