Portal dwutygodnika
Strona główna Archiwum Demiurgowie i kukiełki

Archiwum

Demiurgowie i kukiełki

Miałem kiedyś sąsiadkę, schorowaną starszą kobietę, większość swojego czasu spędzającą przed telewizorem, który był jej faktycznym oknem na świat. Namiętnie oglądała ona dokumentalne filmy przyrodnicze, Teatr Telewizji oraz wiadomości. Dodam, że było to bardzo dawno temu w czasach słusznie minionych, gdy istniała tylko Telewizja Polska z jej dwoma programami informacyjnymi, „Dziennikiem” na Jedynce oraz „Panoramą” w Dwójce.

Nietrudno się zatem domyślić, że przekaz płynący z obu tych audycji był w zasadzie identyczny, zachwalający tzw. zdobycze socjalizmu oraz sojusz ze Związkiem Radzieckim, a przyczynę wszystkich naszych problemów upatrywał w imperialistycznej polityce Stanów Zjednoczonych oraz w rodzimych anty-socjalistycznych elementach przez te okropne Stany sowicie opłacanych. Pani Stanisława – gdyż tak miała na imię ta moja sąsiadka – chłonęła ów przekaz w sposób całkowicie bezbronny oraz absolutnie pozbawiony choćby odrobiny sceptycyzmu, uważając, iż jeśli jakiś mądry pan lub pani z poważną miną coś do niej mówi z okienka telewizora, to musi być to prawdą, bez dwóch zdań!

Pani Stanisława odeszła z tego świata na krótko zanim odszedł i tamten jednokierunkowy monopol medialny, który jej ten świat tak prosto opisywał i wyjaśniał.

Czasy się zmieniły, telewizji (bulgoczące szambo zwane Internetem póki co zostawmy) się namnożyło, a co za tym idzie także i masowy przekaz przestał, niczym rzeka, płynąć w jednym kierunku, a można wręcz stwierdzić, że samych przekazów namnożyło się nam się także.

Jednak pewna rzecz pozostała wspólna z minionym światem pani Stanisławy. Otóż dzisiaj również istnieje niezmierzona rzesza ludzi, którzy wszystko, co powie mądry pan lub pani z telewizyjnego okienka, bezbronnie oraz bezkrytycznie przyjmą niczym prawdę objawioną. Różnicę stanowi jedynie logo na ekranie, z którego ten, czy inny prorok ową prawdę im wygłosi. Kiedyś było jedno, dzisiaj mamy ich wiele.

Obserwując w ostatnich dniach trzy największe ogólnopolskie stacje informacyjne zacząłem się zastanawiać, czy osoby tam pracujące, a zwłaszcza zawiadujące tymi ośrodkami masowego przekazu, mają świadomość skali swojego wpływu na ogromną część społeczeństwa. Zastanowiło mnie również, czy mają także inną świadomość, a mianowicie ich niebagatelnego wpływu na samych polityków i to tych głównych graczy z pierwszych stron gazet.

Piszę o tym, gdyż zauważyłem dziwne zjawisko tuż po zamachu w Gdańsku, w którym zamordowany został Paweł Adamowicz. Zaskakująca była początkowa, niezwykle stonowana reakcja totalnej opozycji z jej przywódcą Grzegorzem Schetyną na czele. W zasadzie wszystko, co wówczas zrobił, to złożył kondolencje rodzinie zabitego oraz zaapelował o powstrzymanie emocji i zmianę języka w debacie publicznej.

Tyle Schetyna, natomiast zupełnie inna była reakcja mediów wspierających obecną opozycję. Tam niemalże już w dzień zbrodni rozpoczęła się narracja, którą można podsumować pewnym skrótem myślowym pod roboczym tytułem: „Kaczyński ma krew na rękach”.

Co charakterystyczne, tym razem nie była ona jakoś szczególnie zawoalowana, oparta na sugestii i sprawnej manipulacji, lecz była to narracja bardzo jednoznaczna oraz podana, że tak to ujmę – na surowo. Rodzina, przyjaciele, a co ważne, przede wszystkim dziennikarze, zwłaszcza jednej ze stacji informacyjnych, nie przebierali w słowach, ciskając oskarżenia w stronę „PiSowskiej mowy nienawiści”, która to ich zdaniem w prostej linii doprowadziła do zbrodni podczas finału WOŚP.

No i co stało się w kilka dni później? Otóż, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki narrację zmienił także i sam przywódca opozycji Grzegorz Schetyna. W kąt poszły wcześniejsze apele o powściągliwość i rozpoczęła się śpiewka o zbrodniczym reżimie, jakby żywcem wzięta z medialnych wypowiedzi ostatnich dni.

Na roboczej konwencji Platformy Obywatelskiej, niedoszłemu (mam nadzieję, że nigdy) premierowi Schetynie wtórowała była premier Kopacz, także ciskająca gromy z mównicy, aczkolwiek ta kobieta sama w sobie jest tak groteskowa, że i gromy zamiast palić, tylko łaskotały.

Media, potocznie nazywa się czwartą władzą, choć w mojej opinii one już dawno poszybowały w górę tabeli i obecnie zajmują należne im miejsce lidera. To już nie tylko przekaźnik opinii, lecz jej bezwzględny kreator. Ostatni czas brutalnie uświadamia, że to politycy pokornie idą na ich pasku, wiernie odtwarzając narrację tworzoną w gabinetach prezesów tego, czy innego konsorcjum, ponieważ ci politycy doskonale zdają sobie sprawę, że mądry pan lub pani z telewizyjnego okienka mogą szybko wywindować ich kariery, ale i równie szybko je zakończyć.

Przykładem tego może być niedawny pupil liberalnych mediów, czyli Robert Biedroń, rozpieszczany jako prezydent Słupska, będący wówczas ich maskotką do pokazywania zachodnim, jeszcze bardziej liberalnym kolegom. Popatrzcie jaki fajny mayor-gay w tej naszej zacofanej Polsce, a więc nie wszystko stracone, towarzysze!

Jednakże, gdy tylko pan Robert zdecydował się na karierę ogólnopolską, te same media bez krępacji zaczęły z niego szydzić, doskonale orientując się, że gra będzie się toczyć o wspólny z PO-KO elektorat.

Pani Stanisława bezkrytycznie wchłaniała wszystko, co wtłaczano jej z ekranu i jak już wspomniałem, teraz także wielkie rzesze ludzi cały czas, mimo zmieniającego się świata, taką właśnie mentalną postawę prezentują. Wiedzą o tym medialni demiurgowie, wiedzą także podległe im polityczne kukiełki i cynicznie ów fakt wykorzystują. Jak dokładnie wielkie są te rzesze, przekonamy się już w tym roku, gdyż to przecież rok wyborczy. Nie wiem, jak Państwo, ale ja już się boję tej liczby.

Marian Rajewski

Kategoria:
Demiurgowie i kukiełki